mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

« Przejdź do działu 'Wywiady'


Data dodania: 2011-02-07 12:53:52

Vahan Gevorgyan: Skoro nie w Polsce - trzeba próbować gdzie indziej.


Gevorgyan Vahan

Vahan Gevorgyan na pół roku zniknął z piłkarskiego światka. Po przegranej batalii o awans dla ŁKS-u, także Jagiellonia nie widziała pomocnika w składzie. Urodzony w Armenii zawodnik nie zamierza się jednak poddawać i zapowiada powrót do piłki.

Ostatnie pół sezonu pozostawałeś bez klubu. Co dzieje się z Vahanem Gevorgyanem?

Cóż, nie pojawiały się żadne propozycje, telefon milczał, pół roku pozostawałem bez kontraktu. W zimę także nikt ze mną się nie kontaktował, dlatego postanowiłem wyjechać do Niemiec i poszukać klubu za granicą. Trenowałem indywidualnie, teraz zaś liczę na to, że dzięki rodzinie uda się wrócić do piłki właśnie tam. Skoro nie w Polsce – trzeba próbować gdzie indziej.

Masz konkretny klub na oku?

Nie, raczej mam zamiar udać się na testy, nie wykluczam, że zwiedzę kilka drużyn. Myślę, że dzięki pomocy mojego brata uda się wreszcie znaleźć klub i wrócić do piłki, bo na tym najbardziej mi zależy. Na pewno nie zamierzam jeszcze kończyć przygody z profesjonalnym futbolem.

A Wisła Płock? To klub w którym się wychowałeś, zaliczyłeś tam 199 występów, nie warto byłoby dobić do równej liczby?

Cóż, nikt ze mną się nie kontaktował, więc tematu nie ma. Na pewno miło by było tam wrócić, jest to klub z doskonałą bazą treningową, z ładnym stadionem, z dobrym klimatem dla piłki. Życzę im powrotu do ekstraklasy, bo tam jest moim zdaniem ich miejsce.

Twoje byłe kluby w ogóle radzą sobie świetnie – zarówno ŁKS, jak i Jagiellonia prowadzą w swoich ligach…

Bardzo mnie to cieszy, bez wątpienia pozostał sentyment zarówno do Łódzkiego KS-u, jak i do Jagi. Gdy ja grałem w Łodzi nie udało się wywalczyć tego awansu, ale myślę, że tym razem zdecydowanie ŁKS stać na powrót do ekstraklasy. Spokój organizacyjny, regularne wypłaty - to wszystko sprawia, że także w drużynie jest lepsza atmosfera i lepsze wyniki. My niestety mieliśmy troszkę inne warunki, wszystko było robione po wariacku, „góra”, czyli władze klubu były wtedy zupełnie inne. Wiadomo, że nie pozostało to bez wpływu na naszą grę, niektórzy piłkarze grali bez wypłat przez sześć miesięcy. Ciężko wygrywać w takich warunkach. Myślę, że i tak wiele osiągnęli, biorąc pod uwagę ten bałagan organizacyjny.

Ty trafiłeś do ŁKS-u w najgorszym możliwym momencie…Ciągłe kłótnie z miastem, lęk o to, czy Rycerze Wiosny w ogóle wiosną zagrają...

To prawda, choć ja nigdy nie patrzyłem na takie rzeczy. Przyjechałem tu grać, szczęśliwie wszystko ułożyło się pozytywnie dla ŁKS-u. Na pewno teraz łodzianie są bliżej ekstraklasy niż dalej.

Jagiellonia z kolei ma szansę na mistrzostwo. Myślisz, że stać ich na to? To byłby powiew świeżości po latach dominacji trójki Legia, Wisła, Lech, podobnie jak parę lat temu zwycięstwo w lidze odniesione przez Zagłębie Lubin.

Zdecydowanie mają szansę na mistrzostwo. Władze Jagielloni mają bardzo konkretne cele, robią wszystko według założonego wcześniej planu i nic nie dzieje się tam bez powodu. Nie ma przypadkowych ludzi, przypadkowych graczy. Jaga idzie na pewno w dobrą stronę i pokazuje to zresztą tabela.

Lider ekstraklasy ma także nosa do transferów, spójrzmy choćby na Frankowskiego…

Oczywiście, tam nikt nie patrzył się w metrykę, zaufano „Frankowi” i on teraz się odpłaca. Jeśli ktoś umie grać w piłkę, strzelać bramki - a wiadomo, że Frankowski potrafi to doskonale, a przy tym jest zdrowy to wiek nie ma znaczenia. Nikt już nie mówi, że „Franek” jest za stary na grę na najwyższym poziomie.

Został zresztą włączony do sztabu szkoleniowego reprezentacji…

Uważam, że to bardzo dobre posunięcie i na pewno jest to bardzo miłe dla samego zawodnika. Nie ukrywajmy, że te 140 goli na najwyższym poziomie rozgrywkowym to nie jest przypadek. To będzie wartościowe doświadczenie i „Franek” może chłopaków sporo nauczyć. Jest jeszcze sporo czasu do 2012, a dopiero wtedy przyjdzie czas na ocenianie reprezentacji. My nie mamy mieć znakomitej formy w meczach z Mołdawią czy na otwarcie stadionów na początku 2011, ale na przyszłoroczne lato, na finały Mistrzostw. Musimy być cierpliwi.

Twoja przygoda z reprezentacją też zapowiadała się nieźle, regularne występy w młodzieżówce, potem nawet kilka minut w meczu z USA…

To jest największe osiągnięcie dla każdego piłkarza – móc reprezentować kraj. Po to się trenuje, po to się gra, by móc dać coś od siebie dla państwa.

A nie było propozycji z Armenii? Tam byłbyś kluczowym ogniwem…

Było zainteresowanie z ich strony, jednak wiadomo jaka jest różnica między oboma krajami. Większe szanse na rozwój widziałem w Polsce, trener Kleijndist był zainteresowany bym dołączył do jego drużyny, wiedziałem, że przyjmując obywatelstwo od razu będę w kadrze. Zrezygnowałem wobec tego z gry dla swojego kraju, właśnie po to by osiągnąć coś z Polską.

W podobnej sytuacji znajdują się teraz bracia Papikyanowie, pochodzą z Armenii, wychowują się w Polsce, grają zresztą w ŁKS-ie, klubie, który Tobie także jest szczególnie bliski. Śledzisz ich losy?

Tak, bardzo dobrze znam obu braci, wiem, że jeden z nich regularnie gra już w młodzieżówce Armenii. Wyjeżdżał na kadrę, czasem ponoć były nawet problemy z powrotem do Polski.

Naturalni następcy Gevorgyana w ŁKS-ie i w Polsce?

Na pewno tego im życzę, by osiągnęli nawet więcej ode mnie. Będę im kibicował i obserwował jak sobie radzą. Nie chcę być dla nich jakimś doradcą, ale z Polski jest zdecydowanie bliżej na Zachód, ja patrzyłem na sprawę też pod tym kątem. No i oczywiście wspomniana już różnica poziomów…

W Armenii chyba uczą się na błędach – stracili na rzecz Polski Gevorgyana, nie popuszczą wobec tego Papikyanom…

Na to wygląda, wiem że bardzo ostro pilnują, żeby chłopcy gdzieś nie zaginęli. Nie chcą ich puszczać z powrotem do Polski, patrzą nieufnie na grę braci w ŁKS-ie, jednak wiadomo, że jest to ich decyzja i na pewno nie będę w żaden sposób im doradzał, czy przekonywał do czegokolwiek. Ja wybrałem Polskę i z całą pewnością tego nie żałuję.

Odnośnie Polski – wiele mówi się ostatnio o temacie naturalizacji, Hernani, Arboleda… To dobry kierunek?

Cóż, jakby nie patrzeć sam nie urodziłem się w Polsce. Moim zdaniem jeśli ktoś chce pomóc, jest dostatecznie dobry, by załapać się do składu reprezentacji to czemu mu to utrudniać. Do kadry nie dostają się ludzie z łapanki, tylko naprawdę wyselekcjonowani zawodnicy, jeśli ktoś jest w stanie sprawdzić się w takim gronie, powinno się mu dać szansę. Skoro Arboleda jest sprawdzony, trener ma do niego zaufanie, w Polsce gra już od dawna – nie widzę przeszkód.

Arboledzie zarzuca się także, że jest już za stary na reprezentację, ale to chyba niezbyt trafiony zarzut?

Mówiliśmy przed chwilą o Frankowskim. Jeśli ktoś utrzymuje formę, jest zdrowy i potrafi grać w piłkę, to da sobie radę na Euro mając 33 lata. Widzimy zresztą jak wygląda jego gra w ekstraklasie. Jeśli zawodnik jest zdrowy i ma umiejętności to czemu z nich nie korzystać? Irek Jeleń też będzie miał 31 lat, a ja nie wyobrażam sobie kadry bez niego. To chyba najlepszy napastnik z jakim dane mi było grać i jeśli ja byłbym trenerem to zawsze miałby u mnie pewne miejsce.

W Płocku w ogóle mieliście ciekawą drużynę – Jeleń, Peszko, Ty…

Adrian Mierzejewski… Była bardzo fajna, poukładana ekipa. Ja akurat należałem do tych młodszych, ale był przecież jeszcze Andrzej Kobylański, Darek Gęsior, Darek Romuzga… Połączenie młodości z doświadczeniem dało świetne efekty, doskonale się rozumieliśmy, więc to przekładało się na wyniki.

I nagle w jednej chwili „paka” się rozleciała…

Faktycznie, szło nam bardzo dobrze, a rozpad tej ekipy był dość niespodziewany. Bardzo szkoda, wspaniale to wszystko funkcjonowało. To jest jeden z nielicznych klubów gdzie jest wszystko - stadion, baza, boiska…

Jest także doskonały system szkolenia, którego owocem jesteś także Ty.

Szkolenie młodzieży też stoi tam na wysokim poziomie, ale wynika to właśnie z tego, że cały klub jest bardzo dobrze zorganizowany.

Dziewięć sezonów w ekstraklasie, dwa razy puchar krajowy, raz superpuchar… Vahan Gevorgyan to piłkarz spełniony?

Nie. Nie czuję się spełnionym piłkarzem, mogłem i dalej mogę grać na najwyższym poziomie, po prostu wciąż widzę się w piłce. Bez różnicy gdzie to się odbędzie, czy w Polsce, czy w Niemczech, moim celem jest jak najszybciej wrócić do futbolu i coś jeszcze osiągnąć. Mam zamiar szukać tak długo, aż znajdę klub i znów będę mógł grać.


Rozmawiał Kuba Olkiewicz
Fot.: www.pressing-sport.pl



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama