Smuda nie ma drużyny
- Pamiętajmy, że polskich klubów po prostu nie stać na robienie wielkich transferów, na sprowadzanie prawdziwych gwiazd. Ale to wkrótce może się zmienić. Powstają nowe stadiony, a kibiców trzeba na nie jakoś przyciągnąć - mówi Tomasz Kiełbowicz, piłkarz Legii Warszawa.
Piotr Tomasik: Pozycja wyjściowa Legii przed rundą rewanżową wydaje się bardzo dobra.
Tomasz Kiełbowicz: Jesienią nazbieraliśmy kilkanaście punktów i jesteśmy zadowoleni. Pomimo tego, że przegraliśmy aż sześć spotkań, zajmujemy miejsce na podium. Tracimy zaledwie trzy „oczka” do lidera i chcemy jak najszybciej odrobić tę stratę. Bo w tym sezonie gramy przecież o mistrzostwo!
Sześć porażek, ale i dziewięć zwycięstw. Żadnych remisów. Trener Maciej Skorża nie lubi kompromisów, więc albo wygrana, albo przegrana, czy to może zwykły zbieg okoliczności?
- Raczej przypadek. Jak nie można zwyciężyć, to powinno się zremisować. Nam jesienią się to nie udawało. Priorytetem w każdej kolejce były jednak trzy punkty i trochę udało się wygrać. Pod koniec rundy dołożyliśmy jeszcze niezłą grę, więc było przyzwoicie.
Ale wcześniej gra Legii wyglądała słabo.
- Zdajemy sobie sprawę, że potrafimy grać znacznie lepiej, niż jesienią. Wiemy, że ten potencjał jest większy, niż pokazują wyniki z minionej rundy. Teraz właśnie nad grą mamy zamiar planować. Czekają nas ciężkie treningi, silni sparingpartnerzy i liczymy, że wiosna będzie należała do Legii.
Jest Pan zdziwiony, gdy patrzy na tabelę Ekstraklasy? Jagiellonia pierwsza, Korona czwarta, a Lech - jedenasty.
- Mało kto spodziewał się, że tak będzie wyglądał układ sił w naszej lidze. Co prawda Lech w europejskich pucharach spisuje się znakomicie, ale nie potrafi potwierdzić klasy na krajowym podwórku. Najbardziej zaskoczyła mnie Jagiellonia, bo wydawało się, że nie będzie w stanie bić się o czołowe lokaty. Trener Probierz zbudował tam jednak dobry zespół, który gra przyjemną dla oka piłkę. Są groźni przede wszystkim u siebie. Te dwa przykłady pokazują, że liga się wyrównała.
Może i wyrównała, ale poziom chyba idzie w dół. Największe gwiazdy, jak co pół roku, wyjeżdżają z Polski, a następców nie widać.
- To naturalna kolej rzeczy, że ci najlepsi szukają szczęścia w klubach zagranicznych. To nikogo dziwić nie powinno. Warto też pamiętać o tym, że polskich klubów po prostu nie stać narobienie wielkich transferów, na sprowadzanie prawdziwych gwiazd. Ale to wkrótce może się zmienić. Powstają nowe stadiony, a kibiców trzeba na nie jakoś przyciągnąć.
Legia akurat pieniądze na wzmocnienia latem miała i wydała kilka milionów. Większość transferów to jednak niewypały.
- Nie zgadzam się. Ci, którzy do nas przyszli, na każdym treningu udowadniają, że potrafią grać w piłkę. Ale to nie wszystko, bo trzeba się przecież w nowym miejscu zaaklimatyzować. Młodzi, jak Cabral czy Mezenga, mają ogromny potencjał, choć... muszą zacząć go pokazywać.
Gra Pan w polskiej lidze już od kilkunastu lat. Dostrzega Pan, że poziom spada w dół?
- Nie wydaje mi się, żeby ten poziom drastycznie się obniżył. Co więcej, wydaje mi się, że futbol jest bardziej profesjonalny, niż w latach 90. Zwłaszcza, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne czy infrastrukturę. Jeśli zaś chodzi o poziom piłkarski, to jest on porównywalny do tego np. sprzed dziesięciu lat. Nie cofamy się, tylko stoimy w miejscu.
Nową jakość powinni dać młodzi polscy piłkarze. Talent mają, ale chyba zbyt szybko spoczywają na laurach?
- Po tym właśnie poznaje się dobrych zawodników. Że nie są oni piłkarzami jednego sezonu. Bo zaistnieć w Polsce i znaleźć się na szczycie nie jest trudno. Sztuką jest się na tym szczycie utrzymać. Tylko nielicznym się to udaje. Większość popada w marazm.
I spośród takich zawodników wybierać musi selekcjoner Franciszek Smuda. Jak się Panu podoba jego drużyna?
- Nie podoba, bo... jeszcze nie powstała. Cały czas trwa selekcja i trener ciągle szuka zawodników. Trzon już ma, choć wciąż rozgląda się za nowymi piłkarzami, szuka potencjalnych rozwiązań. Myślę, że z meczu na mecz reprezentacja będzie prezentowała się coraz lepiej.
Nie uważa Pan, że do kadry trafiają piłkarze z przypadku? Że znajdują się w niej tacy, którzy na miano reprezentanta kraju wcale nie zasłużyli?
- Nie zapominajmy jednak, że Smuda wielu piłkarzom chce się przyjrzeć z bliska. Zobaczyć, jak wyglądają na co dzień, na treningach. Myślę, że to tłumaczy tę dużą rotację w reprezentacji. Rozumiem, że wielu osobom nie podobają się powołania Smudy, ale czasami jest tak, że ci teoretycznie słabsi bardziej sprawdzają się w meczach o wysoką stawkę.
ROZMAWIAŁ PIOTR TOMASIK
Fot.: CyfraSport
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










