Kafarski: Nie strącę swoim zawodnikom głowy gilotyną
- Nie będę po czterech kolejkach szukał winnych i osób, którym należy strącić gilotyną głowę - mówi po meczu z ŁKS-em Tomasz Kafarski, szkoleniowiec Lechii Gdańsk, okupującej niespodziewanie dolne rejony tabeli T-Mobile Ekstraklasy.
Co się stało, że Lechia nie zdołała pokonać u siebie ŁKS-u, będącego zdecydowanie najsłabszym zespołem początku rozgrywek?
- ŁKS zagrał z nami bardzo dobrze w defensywie. My konsekwentnie realizowaliśmy swój plan. Chcieliśmy przejąć zdecydowana inicjatywę w drugiej linii i to przynosiło nam efekt w postaci sytuacji podbramkowych i dużej liczby strzałów. Niestety, te 22 tysiące ludzi, którzy przyszli i wspaniale nas dopingowali, nie mogło ani razu w pełni krzyknąć z radości z powodu strzelonej bramki. Moim chłopakom za to spotkanie należą się słowa uznania, ale musimy być świadomi, że u siebie trzeba takie mecze wygrywać. Teraz przed nami ciężki wyjazd do Krakowa. Głęboko w to wierzę, że uda nam się nam w kilka dni wrócić do siebie po tym ciężkim spotkaniu z ŁKS-em i w kolejnym meczu zaprezentować się korzystniej i w końcu zdobyć trzy punkty.
Z ŁKS-em dość wcześnie z boiska zszedł Lukjanovs, natomiast późno pojawił się Dawidowski. Jakie były tego powody?
- Taka podjąłem decyzję wspólnie z członkami sztabu szkoleniowego. Do pierwszej zmiany gra układała się dobrze. Zmiany nie pomogły jednak na tyle drużynie, żeby padła bramka, która dałaby nam zwycięstwo. Myślę, że każdy zawodnik, który wszedł, wprowadził trochę chaosu w poczynaniach ofensywnych, bo szablonowe akcje wychodziły nam do jakiegoś momentu, a potem tych sytuacji było trochę mniej, mimo to też byliśmy bliscy strzelenia bramki.
Dlaczego w poniedziałek nie wystąpił Abdou Razack Traore?
- Abdou nie zagrał z powodu urazu mięśnia dwugłowego. W dniu meczu z ŁKS-em był na badaniach USG, które przeanalizujemy i wtedy będzie wiadomo, jak długo potrwa jego absencja. Szkoda, że nie mógł zagrać z łódzką drużyną, ale wydaje mi się, że zawodnicy, którzy wystąpili, starali się bardzo, by go dobrze zastąpić.
Spodziewał się Pan takiego dorobku punktowego po czterech seriach spotkań? Jedynym zarzutem, jaki może Pan mieć do swoich piłkarzy, jest tylko brak skuteczności?
- Nie będę po czterech kolejkach szukał winnych i osób, którym należy strącić gilotyną głowę. Nie odpowiem na to pytanie ani w sposób twierdzący, ani przeczący. Dwa punkty to jest dorobek, jaki mamy i musimy to w jakiś sposób zaakceptować, bo więcej już nie zdobędziemy po tych czterech kolejkach. Martwi mnie to, że w tych dwóch meczach, które odbyły się przy licznym udziale gdańskiej publiczności, pokazującej, że chce przychodzić na piłkę, kibice wracali zasmuceni do domu, bo nie poczuli tej pełnej radości. Ale my będziemy dalej ciężko pracować. Mam nadzieję, że mecz z ŁKS-em przeanalizujemy bardzo szybko i do Krakowa pojedziemy po trzy punkty.
Na przestrzeni meczów na początku sezonu zauważa Pan, by drużyna poczyniła postęp, rozwijała się?
- To jest za krótki czas, żeby mówić o progresie. Jesteśmy po czterech kolejkach, na pewno nikt w moim klubie, w sztabie i wśród piłkarzy nie jest zadowolony z tego, co dotychczas osiągnęliśmy, ale cztery kolejki to za wcześnie na dokonanie obiektywnej oceny.
BARTOSZ BURSKI
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










