mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

« Przejdź do działu 'Wywiady'


Data dodania: 2011-11-02 00:51:18

Tomasz Dawidowski: Zapieprzać i czekać na szansę


 

- Nie rozumiem, jak można było podjąć taką decyzję. Sędziowie to też ludzie, ale gdy my popełniamy błędy i dostajemy czerwone kartki, to zostajemy zawieszeni. W przypadku sędziów nie zawsze tak jest. Uważam, że prawo powinno być równe dla wszystkich i jeśli ktoś popełni błąd, to powinien to odcierpieć – mówi w wywiadzie dla zpierwszejpilki.com.pl zawodnik Lechii Gdańsk, Tomasz Dawidowski.


W poprzednim spotkaniu z Lechem ucierpiał Pan w starciu z Luisem Henriquezem, to właśnie przez to nie wyszedł Pan na murawę w meczu ze Śląskiem?

- Nie, to już była taka „agrafka”, miałem na głowie tylko jeden czy dwa szwy. Nie miało to więc na to żadnego wpływu. Byłem w kadrze na mecz, ale trener postanowił zrobić inne zmiany. Najwyraźniej nie widział mnie w tym meczu.


Czyli z pańskim zdrowiem, patrząc nie tylko na ten uraz z Lecha, jest wszystko w porządku?

- Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku.


Jak oceni Pan grę swoich kolegów w spotkaniu ze Śląskiem?

- Nie jestem osobą, która powinna oceniać innych piłkarzy. Od tego są media, właśnie dziennikarze. Mogę tylko powiedzieć, że byliśmy lepsi w tym meczu, ale jednak straciliśmy bramkę, która swoją drogą nie powinna być uznana. Potem jeszcze ta sytuacja w polu karnym Śląska... Wydaję mi się, że jednak nie zawsze szczęście sprzyja lepszym.


Bądźmy szczerzy, zespół Śląska prezentował się słabo. Myśli Pan, że to przez to, że wrocławianie grali po raz pierwszy na swoim, nowym stadionie?

- Pamiętam, gdy graliśmy na otwarcie PGE Areny w Gdańsku z Cracovią. Krakowianie też byli od nas lepsi i mogli spokojnie wygrać. Na pewno, tym młodszym zawodnikom, pod taką publicznością, ugięły się trochę nogi. Ci bardziej doświadczeni, jak na przykład Mila może tego nie odczuwali, ale paru chłopaków było stremowanych. Pewnie miało to wpływ na ich grę, aczkolwiek i tak z nami wygrali i chwała im za to.


Powiedział Pan, że bramka Voskampa nie powinna być uznana. Jak Pan skomentuje zachowanie arbitra Małka?

- W tym momencie, akurat stałem i grzałem się przy linii i dla mnie był to ewidentny rzut wolny. Bramki nie powinno być – takie jest moje zdanie. Nie dość, że faul, to jeszcze w momencie strzału był spalony. Dla mnie to jedno wielkie nieporozumienie. Szkoda, bo w zasadzie właśnie przez to przegraliśmy ten mecz.


A ta sytuacja z końcówki spotkania, kiedy zahaczany w polu karnym przez Gikiewicza był Wiśniewski?

- Powiem panu, że był to ewidentny rzut karny. Nic więcej nie dodam.


Lechia zamierza zwrócić się do Kolegium Sędziów w sprawie decyzji Roberta Małka. Chyba nie muszę pytać czy jest to słuszne posunięcie?

- Broń Boże nie chcę oceniać sędziów, bo każdy popełnia błędy. Są one jednak tak rażące i fatalne w skutkach, że nie dziwię się działaczom, że podejmują takie kroki.


Czyli przyzna Pan, że w ostatnich kolejkach sędziowie przechodzą samych siebie?

- Tak, to jest prawda. Jedne bramki są niesłusznie uznawane, inne, zdobyte prawidłowo – nie. Niektóre decyzje arbitrów są naprawdę dziwne. Pan Małek nie pierwszy raz się nie popisał. Wcześniej nie uznał bramki naszemu byłemu koledze, Marcinowi Kaczmarkowi z ŁKS-u. Nie rozumiem, jak można było podjąć taką decyzję. Tak jak mówię, sędziowie to też ludzie, ale gdy my  popełniamy błędy i dostajemy czerwone kartki, to dostajemy ileś tam meczów zawieszenia. W przypadku sędziów nie zawsze tak jest. Uważam, że prawo powinno być równe dla wszystkich i jeśli ktoś popełni błąd, to powinien to odcierpieć.


W meczu ze Śląskiem, ekstraklasowy rekord w długości zachowania czystego konta od momentu debiutu pobił (choć teraz nie jest to już takie pewne) Wojciech Pawłowski. Jaki to jest typ zawodnika? Ma charakter, który pozwoli mu zajść daleko?

- Jego charakter można porównać z charakterem Patryka Małeckiego. Chłopak ma wszystko, brzydko mówiąc gdzieś. Nie zwraca uwagi na publiczność, na swoje zachowanie na boisku, nigdy nie chodzi stremowany. Zawsze jest pewny siebie i widać to po jego interwencjach. Wydaje mi się, że wie czego chce i na długie lata może być klasowym bramkarzem. Aczkolwiek, taki talent musi być teraz podparty wielką pracą. Miejmy nadzieję, że niczego nie zmarnuje. My liczymy, że w kolejnych spotkaniach będzie bronił tak dobrze, jak dotychczas.


Myśli Pan, że jest on w stanie zrobić w piłce więcej niż Łukasz Fabiański, którego to osiągnięcie przebił?

- Ciężko mówić takie rzeczy po czterech meczach, ale wydaje mi się, że tak. Dajmy mu jednak zagrać rok, dwa w polskiej i wtedy będziemy wiedzieli dużo więcej. Na dzień dzisiejszy wszyscy się nim podniecamy, bo są ku temu powody, ale poczekajmy. Dopiero za kilkanaście miesięcy będzie wiadomo czy zostanie golkiperem, naprawdę światowej klasy.


Jak Pan skomentuje jakość murawy na stadionie we Wrocławiu? Niektórzy twierdzą, że już teraz nadaje się tylko i wyłącznie do wymiany.

- Rzeczywiście, jest to problem. Fajny stadion, świetna, stworzona przez kibiców atmosfera, a murawa wołała o pomstę do nieba. Nie wiem dlaczego na nowych stadionach, w Poznaniu czy właśnie we Wrocławiu plac gry jest w aż tak tragicznym stanie. My w Gdańsku mamy chyba najpiękniejszy obiekt i zarazem bardzo dobrą murawę. Skoro taki stadion, buduje się czy modernizuje tyle czasu, to nie rozumiem dlaczego nie można postarać się o dobrą murawę. Miejmy nadzieję, że już wkrótce wszystko wróci do normy.


Czyli dużo bardziej podoba się Panu Wasza PGE Arena od stadionu we Wrocławiu?

- Nie ma tutaj co ukrywać, PGE Arena jest naszym najpiękniejszym obiektem na Euro i zarazem jednym z najładniejszych i najlepszych w Europie. Kto u nas był czy też grał, z pewnością się ze mną zgodzi.


A gdzie panuje lepsza atmosfera?

- Graliśmy ze Śląskiem, czyli zaprzyjaźnionym klubem. Kibice stworzyli naprawdę fajne widowisko. U nas jednak jest tak samo. Na pierwszy mecz z Cracovią przyszło 35 tysięcy kibiców i gdy wszyscy ryknęli, to po skórze przechodziły ciarki. Nie ma więc na co narzekać. Mamy nadzieję, że swoją grą już wkrótce im za to podziękujemy.


Uważa Pan, że PGE Arena  jest w ogóle potrzebna takiemu klubowi, jakim jest Lechia?

- Z pewnością tak. Na razie, nasze wyniki nie są takie, jakich oczekują kibice. Ochłodziłbym jednak głowy, bo Lechia występuje czwarty rok w ekstraklasie i mimo wszystko, zespół gra coraz lepiej i w dodatku fajnie dla oka. Musimy ciężko trenować by było jeszcze lepiej. Lechia jest prowadzona z głową i małymi kroczkami osiąga coraz więcej. Działaczom należy się szacunek, że z piątej czy szóstej ligi doprowadzili klub na boiska ekstraklasy. Rok temu, o mały włos nie znaleźliśmy się w europejskich pucharach. Spokojne budowanie zespołu jest lekarstwem na to, by Lechia w kolejnych latach regularnie była w ligowej czołówce.


Czujecie się już na PGE Arenie jak w domu czy jednak potrzeba na to trochę więcej czasu?

- Po kilku spotkaniach wszyscy oswoili się już ze stadionem. Dzięki kibicom powoli czujemy się tam jak wcześniej na Traugutta.


Jaki ma Pan stosunek do sprawy odejścia z Lechii trenera Kafarskiego?

- W swoim życiu przeżyłem już kilku trenerów i coach Kafarski mimo swojego wieku, jest bardzo dobrym i niezwykle utalentowanym szkoleniowcem. Mogę tylko powiedzieć, że ostatnio wiele się w klubie rozmawiało na ten temat i nasz szef, Andrzej Kuchar zadecydował podobno, że trener zostanie. Według mnie byłoby to odpowiednie posunięcie. Może nie wszystko idzie po naszej myśli, ale w końcu piłkarze idą na boisko i realizują taktykę czy polecenia coacha. Ostatnio po prostu nam to nie wychodzi i stąd gorsze wyniki. Ze Śląskiem mieliśmy już jednak dużą przewagą w posiadaniu piłki i przegraliśmy niezasłużenie. Lechia z trenerem Kafarskim może osiągnąć jeszcze wiele dobrego.  


W takim razie nie sądzi Pan, że jego czas w Lechii się skończył?

- Absolutnie nie. Jak powiedziałem, z trenerem Kafarskim i obecnym sztabem może nas spotkać jeszcze wiele dobrego.


Są głosy, że wewnątrz Lechii nie dzieje się dobrze. Może zwolniony powinien zostać ktoś inny?

- Nie widzę powodu, żeby ktokolwiek był zwalniany. Tak naprawdę zanotowaliśmy w tej rundzie dwa czy trzy słabsze mecze. Jest jeszcze bardzo wiele punktów do zdobycia. Możemy nawet dojść do tej ścisłej czołówki. Wierzymy, że w tym sezonie, powalczymy o co więcej. Wracając do pytania: W klubie, wiele rzeczy jest świetnie poukładanych. W swojej karierze byłem w trzech zespołach: Amice, Wiśle i teraz – w Lechii. Amica była najlepiej zorganizowana i poukładana., ale Lechia jej dorównuje.


Ale chyba są jakieś minusy?

- Po tylu przejściach i kontuzjach, jestem zawodnikiem, który patrzy na wszystko pozytywnie. Czuję się naprawdę szczęśliwym człowiekiem, że mogę grać w takim klubie jakim jest Lechia.


Zagrał Pan w tym sezonie w dziesięciu spotkaniach, ale łącznie przebywał Pan na boisku tylko przez 344 minut. Uważa Pan, że zasługuje na więcej?

- Zagrałem, od początku w trzech pierwszych kolejkach i wyglądało to średnio. W tym sezonie strzelamy bardzo mało bramek i jest dużo pretensji do zawodników ofensywnych, no a takim właśnie jestem. Przez pełne dziewięćdziesiąt minut grałem tylko w meczu z Bełchatowem i według mnie, było to moje najlepsze spotkanie w tej rundzie. Akurat po nim usiadłem na ławce i praktycznie już z niej nie wstałem, bo zagrałem dwa razy po minucie, a ostatnio w ogóle nie pojawiłem się na murawie. Na dzień dzisiejszy trener stawia na parę Benson - Traore i muszę to uszanować. Oczywiście nie mam do nikogo pretensji. Pracuję coraz mocniej i mam nadzieję, że będę miał szansę, by pokazać na co mnie stać, jeszcze w tej rundzie.


Nie ma Pan tak, że siedząc na ławce zastanawia się Pan, dlaczego nie gra, bo wydaje się Panu, że jest Pan w lepszej formie od kolegów?

- Przeważnie każdy piłkarz ma coś takiego, ja również. Jestem ambitnym zawodnikiem i czasem się złoszczę i frustruję. Po pięciu latach niegrania w Krakowie stwierdziłem jednak, że tylko ciężka praca i zaangażowanie może sprawić, że wyjdzie się w kolejnym meczu na boisko. Nie ma się co obrażać na trenera czy na kolegów z drużyny, trzeba po prostu zapieprzać i liczyć na to, że szkoleniowiec da ci kolejną szansę.


Myśli Pan, że pańska przygoda z Ekstraklasą będzie już do końca tak wyglądać? Chodzi mi tutaj o ilość minut spędzonych na boisku.

- Mam 33 lata, ale mam nadzieję, że będę jeszcze grał ze trzy lub cztery sezony. Przez te pięć lat spędzonych w Wiśle, mój organizm nie jest aż tak wyeksploatowany i mimo kilku poważnych operacji, fizycznie czuje się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że rozegram jeszcze kilkanaście pełnych spotkań w Lechii. Mój kontrakt jest ważny do czerwca i zrobię wszystko, aby przekonać do siebie działaczy i go przedłużyć.


W sobotę gracie z łódzkim Widzewem. Zwycięstwo może sprawić, że na dobre oddalicie się od strefy spadkowej.

- W tabeli jest duży ścisk i wygrana może sprawić awans o kilka pozycji. Brakuje nam tego, co mieliśmy w zeszłym sezonie, czyli takiej serii dwóch, trzech zwycięstw z rzędu. Liczymy na to, że w końcu odpalimy na poważnie. Nasza gra nie wygląda tak źle, ale nie ma wyników. Stwarzamy sobie bardzo mało dogodnych sytuacji, a poza tym zawodzi skuteczność. Musimy nad tym cały czas popracować i w końcu strzelić w jednym meczu co najmniej dwie bramki, bo nie pamiętam kiedy przydarzyło nam się to ostatnio.


Widzew przerwał w ostatniej kolejce serię trzech porażek z rzędu. Czeka Was więc niełatwe zadanie.

- Widzew to całkiem niezły zespół. Z nowym szkoleniowcem mieli świetny początek sezonu, nikt nie mógł z nimi wygrać. Przegrali chyba dopiero na Legii. W Ekstraklasie jednak każdy mecz jest ciężki. Ostatnio Podbeskidzie pojechało na Wisłę i gospodarze praktycznie nie istnieli. W Polsce każdy może wygrać z każdym. Musimy zrobić wszystko, aby trzy punkty zostały w sobotę w Gdańsku.


Tydzień później zagracie w Warszawie z Legią. Teoretycznie będzie jeszcze trudniej.

- Tak, ale Podbeskidzie pokazało, że w Warszawie też da się wygrać. Legia jest w bardzo dobrej formie, ale rok temu wygraliśmy tam 3-0 i także tym razem będziemy chcieli pokazać się z dobrej strony.


Wierzycie choć trochę, że taki wynik, jak w zeszłym sezonie mógłby się powtórzyć?

- Przed wyjściem na murawę zawsze wierzymy, że jesteśmy w stanie zdobyć trzy punkty. By zwyciężyć, nie musimy strzelać trzech bramek, wystarczy jedna. Zresztą wywalczenie nawet jednego punktu na stadionie w Warszawie byłoby czymś cennym. Na razie jednak o tym zbytnio nie myślimy. Najpierw musimy wygrać w Gdańsku z Widzewem. Jeśli się nie uda, to będzie już nieciekawie.


ROZMAWIAŁ: MATEUSZ MICHAŁEK

 



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik



widzewiak, 2011-11-27 20:50:38

g

Dodaj komentarz

Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik


Reklama