Szymon Pawłowski: Nie nakręcam się na Lecha
Gdy przed czterema laty przechodził do Zagłębia Lubin, uznawany był za wielki talent. Rozegrał kilka spotkań w Ekstraklasie i pokazał, że możliwości ma ogromne. Jego rozwój zahamowały jednak kontuzje i jeden sezon spędzony (zmarnowany) w pierwszej lidze. Po udanej rundzie jesiennej trafił do kadry Franciszka Smudy i znalazł na celowniku mistrza Polski. - Istnieje temat transferu do Lecha - potwierdza 24-latek, który w Poznaniu miałby zastąpić Sławomira Peszkę.
Piotr Tomasik: Wróćmy do rundy jesiennej. Jak ona wypadła w wykonaniu Zagłębia Lubin?
Szymon Pawłowski: Średnio. Straciliśmy kilka punktów w meczach, w których nie powinniśmy. Wygraliśmy natomiast takie spotkania, w których nie dawano nam najmniejszych szans. To dość dziwne... Na zbliżającą się już rundę wiosenną patrzę jednak z optymizmem i wierzę, że będzie ona lepsza. Będzie na pewno, o ile tylko poprawimy grę ofensywną.
Których spotkań wam najbardziej szkoda?
- Remisu z Cracovią i porażki z Górnikiem Zabrze. To były bez wątpienia mecze, które mogliśmy wygrać. Żal tym większy, bo graliśmy na własnym boisku.
Problemem Zagłębia są chyba jednak wyjazdy. Z siedmiu wygraliście zaledwie jeden, a przegraliście pięć.
- To na pewno większy problem, niż mecze u siebie. Ameryki nie odkryję, mówiąc, że na wyjazdach gra się znacznie ciężej. Nie tylko nam, a wszystkim zespołom na świecie. Jeżeli jednak chcemy spokojnie się utrzymać, to musimy regularnie punktować. Niezależnie od tego, czy gramy w Lubinie, czy gdzieindziej. Ale jak już wspominałem, nasz największy problem to ofensywa. Musimy być skuteczniejsi i stwarzać sobie więcej sytuacji podbramkowych.
Dziesiąte miejsce sprawia, że z niepokojem spoglądacie w tabelę? Czujecie, że ta sytuacja Zagłębia teraz naprawdę nie jest najlepsza?
- Tabela jest w tej chwili tak spłaszczona, że w ogóle nie wiadomo, kto spadnie. Najbliżej jest Cracovia, a kto poza nią? Ten sezon jest tak wyrównany, że ciężko stwierdzić, kto o co walczy. W tej chwili mamy dwa punkty przewagi nad przedostatnią Arką, ale do czwartej Korony tracimy tylko pięć „oczek”. Dziś trudno cokolwiek przewidzieć.
Nie martwi was to, że macie tak małą przewagę nad strefą spadkową?
- Nie martwi, bo w podobnej sytuacji jest prawie połowa ligi... To tylko pokazuje, że na wiosnę Ekstraklasa będzie jeszcze ciekawsza. Każde spotkanie będzie ważne dla układu tabeli, jedno zwycięstwo może wiele zmienić. Dlatego też musimy udanie wznowić rozgrywki i solidnie punktować, żeby nie znaleźć się w naprawdę złej sytuacji.
Macie jakiś cel wyznaczony na ten sezon?
- Tak, prezesi oczekują od nas ósmego miejsca.
To z pewnością wynik na wyciągnięcie ręki. Wspomniał Pan też, że do czwartej Korony strata jest niewielka. Może więc planujecie powalczyć z czołówką?
- Do Korony tracimy niewiele, ale żadnej obietnicy nie złożę. Najważniejsze jest w tej chwili to, aby jak najlepiej przepracować zimowy okres przygotowawczy. Przed rokiem nam się to udało, bo wiosną byliśmy bardzo chwaleni i skończyliśmy rozgrywki w środku tabeli. Teraz też najważniejsze będzie to, aby szybko zapewnić sobie utrzymanie. Dopiero potem pomyślimy, co więcej możemy ugrać. Ciągle jednak pamiętamy, że w klubie oczekują co najmniej ósmej lokaty.
Od strony indywidualnej, jaka dla Pana była miniona runda?
- Przede wszystkim cieszę się, że wróciłem po poważnej kontuzji. Wskoczyłem do pierwszego składu, rozegrałem siedem spotkań. Oby tak dalej, oby dopisywało zdrowie.
To wystarczyło, aby zwrócić na siebie uwagę Franciszka Smudy.
- Cieszę się, że selekcjoner mnie dostrzegł. Nie spocznę jednak na laurach. Zdaję sobie sprawę, że zimowy okres przygotowawczy jest dla mnie bardzo ważny. Dzięki regularnej pracy, możliwości rozgrywania spotkań będę mógł osiągnąć optymalną formę. Przez kontuzję miałem z tym duże problemy, byłem wybity z rytmu meczowego.
Mówi Pan o tym, jak ważny będzie okres przygotowawczy. Wie Pan chociaż, w jakim klubie go przepracuje?
- Jak to? Jestem piłkarzem Zagłębia, więc z Zagłębiem.
Sporo się mówi o transferze do Lecha.
- Nie tyle mówi, co raczej pisze. Ale rzeczywiście, do klubu wpłynęło zapytanie w mojej sprawie. To oznacza, że Lech chce mnie sprowadzić, choć nie wiem, czy Zagłębie zdecyduje się mnie sprzedać.
Chciałby Pan trafić do Poznania?
- Nie wiem. Życie pokaże...
Nie wierzę, że nie kusi Pana perspektywa gry w Lidze Europejskiej. I to już nie długo, w lutym.
- To oczywiste, że chciałbym wystąpić w europejskich pucharach. Ale od zwykłych słów do transferu jest daleka droga. Prasa sporo pisze o tej przeprowadzce, a wcale nie jest tak, jak się wszystkim wydaje.
To znaczy?
- Po prostu w tej sprawie nic się jeszcze nie wydarzyło. W klubie jest tylko zwykłe zapytanie, nie ma żadnej oferty. To nic konkretnego. Planuję jednak spotkanie z prezesem Kozińskim i może dowiem się czegoś nowego. Póki co do tematu podchodzę spokojnie. Nie nakręcam się.
ROZMAWIAŁ PIOTR TOMASIK
Fot.: PressFocus
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










