Rafał Misztal: Siedzieliśmy jak na stypie
- Na pewno były chwile zwątpienia. Wiadomo, grasz o utrzymanie i o swoją przyszłość, a tu przegrywasz mecz za meczem, w tym pięć z rzędu u siebie – wspomina uczuciową kolejkę górską, jaką przeżył w Dolcanie bramkarz Rafał Misztal. O fenomenalnym finiszu drużyny z Ząbek, o testach w Arce i wakacjach opowiedział serwisowi zpierwszejpilki.pl.
Po pierwsze - co tak naprawdę stało się na zgrupowaniu Arki?
- W sumie… nic się nie stało. Uczestniczyłem łącznie w kilku treningach, w tym dwóch z piłkami. Wracam zdrowy, choć trochę obolały, bo pojawiły się pierwsze zakwasy po wakacyjnej przerwie.
Jesteście razem z bratem już drugim duetem bramkarzy, który nie zdążył nawet złapać piłki w sparingu...
- Racja, myśleliśmy, że zostaniemy do środy, do pierwszego sparingu, ale tak się nie stało. Na pewno to kuriozalna sytuacja, że razem z bratem, grając na tej samej pozycji, pojawiliśmy się w jednym klubie na treningach. Ale każdy walczy o swoje - co tu poradzić. Trochę żałuję, że nie dostaliśmy szansy gry w prawdziwym meczu, bo małe gierki sześciu na sześciu na skróconym boisku to jednak nie to samo.
Gdynianie testowali niemal czterdziestu zawodników, w takim tłoku istniała w ogóle szansa, by zaprezentować swoje umiejętności?
- Arka spadła z Ekstraklasy, zmienił się sztab szkoleniowy, więc zmienić musieli się również zawodnicy. Na pewno nie było ich aż czterdziestu, więc każdy w danym momencie mógł się wykazać. Zależało to jednak również od tego, ile czasu przebywało się z drużyną.
Kto Was pożegnał? Podał jakiś powód?
- Trener Nemec podziękował nam za przyjazd nie dodając nic więcej. W sumie miał do tego pełne prawo. To on wybiera ludzi, choć nie ukrywam, że razem z bratem byliśmy bardzo zdziwieni. Chyba ciężko ocenić bramkarza bez prawdziwej, dużej gry, bez treningu strzeleckiego czy sparingu, nawet jeśli trener bardzo dobrze mnie zna z pierwszoligowych boisk, bo toczyliśmy z Flotą zawsze bardzo wyrównane pojedynki. W każdym bądź razie trochę szkoda, bo uważam, że dobrze się zaprezentowaliśmy.
Jakie wobec tego plany na przyszłość?
- Na razie jeszcze żadne, przerwa wakacyjna dopiero się kończy, nie wszędzie na szczeblu pierwszoligowym zaczęto już okres przygotowawczy. Poczekamy zobaczymy.
Wróćmy do przyjemniejszych tematów - szaleńcza pogoń z Dolcanem zakończona utrzymaniem - miałeś w karierze przyjemniejsze momenty?
- Miałem dużo przyjemnych momentów, jak i dużo rozczarowań. Taka jest piłka. Na pewno tą sytuację można zaliczyć do niesamowitych. Bo to w jakich okolicznościach nasza drużyna utrzymała pierwsza ligę, na pewno zostanie na długo zapamiętane.
Były momenty zwątpienia? W pewnej chwili traciliście dwanaście punktów do bezpiecznych pozycji!
- Na pewno były chwile zwątpienia. Wiadomo, grasz o utrzymanie i o swoją przyszłość, a tu przegrywasz mecz za meczem, w tym pięć z rzędu u siebie. Nie raz siedzieliśmy w szatni jak na stypie, źli na siebie, że sami jesteśmy sobie winni i jak frajerzy spadniemy z ligi juz na kilka kolejek przed końcem sezonu. Choć mimo wszystko graliśmy dalej, a ja cały czas gdzieś podświadomie wiedziałem, że się utrzymamy.
I faktycznie - czekało na Was jednak wiele wspaniałych chwil - choćby pamiętny mecz w Świnoujściu i Twój uchwycony przez czujne oko kamer sprint.
- Na pewno to zwycięstwo w Świnoujściu było pierwszym i bardzo ważnym krokiem w kierunku utrzymania. Porażka tam oddaliłaby nas chyba na ponad 12 punktów od bezpiecznego miejsca. Poza tym zdobycie wtedy takiej "twierdzy" z pewnością podbudowało nasze morale i radość po ostatnim gwizdku była jak najbardziej na miejscu.
Sentyment do drużyny spod Warszawy pozostanie na długo?
- Tak. W tym klubie trochę odbudowałem swoje "ja". Po okresie siedzenia na ławce i trybunach, jak i licznych kontuzjach, potrzebowałem gry i tu mi się udało. Dużo grałem przez te 2,5 roku w Ząbkach i przeżyłem tu naprawdę wiele wspaniałych chwil, szczególnie po kilku spektakularnych zwycięstwach.
Dolcan utrzymał się w cudowny sposób, niemalże rzutem na taśmę, teraz zaś zarządził wyprzedaż - jak postrzegasz te dość daleko idące oszczędności w klubie?
- Czy klub oszczędza, to trzeba zapytać się zarządu. Ja nie wiem ile przeznaczają na kontrakty dla zawodników. Na pewno drużyna będzie trochę przemeblowana, bo widać to już teraz, ale na efekt końcowy trzeba jeszcze poczekać.
Jak wyglądały Twoje wakacje? Czasu na odpoczynek bardzo niewiele...
- Ja niestety wakacje rozpocząłem już w maju, gdyż nabawiłem się kontuzji żeber, więc do końca sezonu praktycznie chodziłem tylko na zabiegi i rehabilitację. Dopiero w ostatnim tygodniu przed finiszem wszedłem w trening. Natomiast po sezonie byłem z żoną i dziećmi przez tydzień w Bułgarii, gdzie trochę odpocząłem od piłki, ale na pewno nie leżałem tylko brzuchem do góry. Udało się nawet schudnąć! (śmiech)
Teraz przymusowo będziesz je musiał przedłużyć, czy może jesteś już w drodze do nowego klubu?
- Wakacje się już skończyły, a w drodze jeszcze nie jestem, bo siedzę i odpowiadam na pytania (śmiech). Może już jutro będę w drodze... Gdzieś…
Rozmawiał: Jakub Olkiewicz
Fot.: PressFocus
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










