mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

« Przejdź do działu 'Wywiady'


Data dodania: 2011-04-25 14:53:43

Stereotyp kibica, fury kasy oraz nadzieje na przyszłość - ostatnia część wywiadu z Proceentem.


ProceenteProceente to jeden z najbardziej charakterystycznych wokali w polskim rapie, bezsprzeczna czołówka polskich freestyle’owców, a także wielki fan piłki. Trwający tyle co piłkarski mecz, dziewięćdziesięciominutowy wywiad został przez nas podzielony na kilka odcinków.
Przed nami ostatnia część spotkania z Proceentem. Rozmawiamy o kibicach, pieniądzach w futbolu i prognozach na przyszłość polskiej piłki.

 

„Oldskul, smak sługusów i vibovit w proszku
Chuligańskie korzenie jak Inadibusu”

Łysonżi feat. Rudy MRW, Proceente, W.E.N.A. - Gwoździe

 

 

Konflikt z ITI głośna i niestety chyba wciąż załagodzona tylko chwilowo sprawa…

Nie ma co ukrywać, że jest to typowy konflikt, który nie ma rozwiązania. Przeplatają się tu różne racje, najbardziej radykalni członkowie grup kibicowskich widzą w tym szansę na wypromowanie się, dla nich to okazja by zaistnieć, zarząd z kolei uparcie trwa przy swoim. Niczym afera smoleńska to trwa już zbyt długo i ucieszyłem się, gdy udało się dojść do porozumienia przed sezonem. Mam karnet na Legię, więc obecność żywiołowego dopingu na pewno zwiększa atrakcyjność widowiska. Ja pamiętam jeszcze lata dziewięćdziesiąte, gdy aktywnie działali Cyberfani (grupa ultras Legii – przyp. red.), oprawy były na niesamowitym poziomie, a stadion elektryzował… Może teraz to pójdzie w dobrą stronę.

Nie jest też trochę tak, że nowy stadion wnosi nową jakość do kibicowania?

Na pewno, jeśli masz piękny stadion, na którym z każdego miejsca bardzo dobrze widać murawę, infrastruktura jest nowoczesna, masz swoje krzesełko, na którym siedzisz – bo na starej Legii zawsze na krzesełkach się stało, jeżeli masz normalną toaletę i nie musisz załatwiać się przy płocie, jeśli masz bistro i różne ciekawe potrawy a nie kiełbasę sprzedawaną zza kraty no to jednak człowiek przystosowuje się do warunków.

Klient w krawacie jest mniej awanturujący się.

Oczywiście – to wyznacza też pewne standardy, obciachowo taki ładny stadion sobie od razu rozwalić. Bardzo dużo zmieniło się w tej kwestii na plus, ja jestem cały czas pod wielkim wrażeniem obiektu, który utrafił idealnie w moje gusta, zarówno pod względem akustyki, jak i doznań wizualnych. Teraz już nie powinny mieć miejsca takie sytuacje, jak na przykład podczas derbów Warszawy na Konwiktorskiej, gdzie po podpaleniu magazynów niewiele brakowało a mielibyśmy eksplozję budynku klubowego, w którym trzymano paliwa. Na trybunie dla gości można było wyrywać ogromne kamienie z gleby. Obiekt nie spełniał żadnych norm i właściwie nie wiem jak w ogóle można było na nim zorganizować mecz podwyższonego ryzyka. Tym stadionem, który teraz jest jaram się na maksa, mam nadzieję, że będzie nosił imię Kazimierza Deyny i służył Legii przez długie lata. Wypadałoby teraz, żeby jeszcze ta drużyna coś sobą prezentowała.

Aby dostosowała się poziomem do stadionu.

Zdecydowanie. A w ogóle jak przy stadionie jesteśmy to wspomnę, że siedzę koło Muńka Staszczyka z T.Love. Niby taki zapracowany muzyk, ale na mecz zawsze znajdzie czas.

To zresztą tylko jeden z wielu vipów na Łazienkowskiej…

Jest pan Rafał Chwedoruk mój wykładowca z Uniwersytetu Warszawskiego, zawsze w kaszkiecie i szaliku… Ale chyba wszystkie drużyny mają takich swoich oddanych fanów wśród rozpoznawalnych osobistości, Wisła ma Marcina Dańca, Cracovia samego papieża, czy Jerzego Pilcha…

W wyniku coraz śmielszych poczynań prezesa Wojciechowskiego także na Polonii pokazują się znane twarze.

Ja na Polonii byłem na kilku meczach koszykówki, na obiekcie jako gość dwukrotnie na derbach, ale lokalna duma nie pozwalała mi nigdy chodzić na Czarne Koszule. Nawet jako dziennikarz unikałem bywania na Konwiktorskiej.

A zahaczając już zupełnie o temat kibicowania i szeroko pojętego ruchu kibicowskiego - jak się zapatrujesz na medialny i rzeczywisty wizerunek tej barwnej grupy społecznej?

Wydaje mi się, że padamy wszyscy ofiarą pewnych stereotypów. Przyrównałbym to do sytuacji z hip-hopem – wrzucanie wszystkich do jednego worka jest po prostu niesprawiedliwe. Są raperzy, których teksty wchodzą w kanon lektur szkolnych, tacy którzy pisują bardzo dojrzałe i inteligentne rzeczy, a są tacy, którzy prezentują mocno związany z patologią rap uliczny, odcinający się od norm społecznych, propagujący pewne zachowania kompletnie niemożliwe do zaakceptowania przez społeczeństwo. Żaden z tych dwóch przykładów nie obrazuje całości i identycznie jest z piłką nożną. Futbol zawsze był sportem proletariatu, to nie jest golf, to nie jest tenis, to nie jest pływanie synchroniczne, Formuła 1, czy jeździectwo, gdzie zawodnicy i kibice to ludzie z elit społecznych, tylko futbol, na murawie i na trybunach są twardzi chłopcy z podwórka. Najlepszymi piłkarzami są właśnie zawodnicy z tych niższych warstw, zresztą jak są mecze przy pustych trybunach doskonale słychać, jak brzmi język tego środowiska. Jest to język kolokwialny, pełen wulgaryzmów, a może momentami nawet dość agresywny. (śmiech)

Jacy idole, tacy fanatycy? Czy raczej naturalne zainteresowanie, jakie futbolem przejawiają ludzie częstokroć już na wstępie skazani na marginalizację w społeczeństwie?

Zawsze wśród kibiców będą chuligani, typowi szowiniści oraz jednostki wyjęte spod prawa. Nie da się tego uniknąć, jak w każdej dużej grupie. Ciekawie rozwiązano to w Anglii, która w ogóle ma moim zdaniem szalone społeczeństwo. Tam extasy, kokainę i alkohol mają w organizmie już chyba noworodki, a jednak potrafili sobie z tym procederem poradzić i wszelakie zadymy przenieśli po prostu daleko poza stadion.  Tego się do końca nie wypleni, bowiem jest sporo ludzi, którzy mają po prostu w sobie duszę woja i nie wszyscy z nich będą się realizować w klubach rycerskich, kując sobie zbroje i uczestnicząc w turniejach. Generalizowanie i wsadzanie wszystkich do jednego worka jest na pewno szkodliwe i krzywdzące. Inna sprawa, że czasem dużo mniejsza grupa potrafi narzucić swoje zdanie całej masie kibiców.

 

„Dumam jak Łona – co to będzie z tymi dziećmi?
Jakiego ojca będą mieli moi podopieczni”

Proceente - Odpowiedzialność

Pieniądze w piłce nożnej odgrywają coraz większą rolę, choć z drugiej strony nie zawsze są gwarantem sukcesu. Myślisz, że jesteśmy na drodze bez odwrotu w kierunku komercjalizacji sportu, czy może już większej roli kasa odgrywać nie może?

Myślę, że globalnie będzie się to pogłębiać, mimo deklaracji FIFA czy UEFA, że gra ma być fair play także na polu organizacyjnym, czy że za cel organizacje stawiają sobie pomoc słabszym i biedniejszym. Teraz bodajże Chelsea wydała 50 milionów w przerwie między rundami i był to ponoć ostatni moment na takie szaleństwa, bo w planach są już limity transferowe, by nie przekraczać pewnych finansowych granic, jak w NBA na przykład. Niby ok., tyle tylko że to wszystko dotyczyć będzie jedynie tych najbogatszych, którzy zresztą i tak mają już swoje rozgrywki – Ligę Mistrzów, która przecież skupia nie tylko – jak wskazuje nazwa – mistrzów, ale te ogółem najlepsze i najbogatsze drużyny. Tak samo na polskim podwórku – za wiele się tu raczej nie zmieni. Kasa w piłce będzie odgrywać coraz większą rolę, bo to coraz większy biznes, coraz większe pieniądze, tych słabszych nikt przecież nie chce oglądać… Różnice mogą się pogłębiać – były już przecież projekty, by najlepsi grali w ogóle w osobnej lidze.

Coraz większe pieniądze, więc też coraz więcej meczów?

Tak, a pewnych rzeczy ściśle związanych z fizjologią się przecież nie oszuka, nie można grać codziennie na wysokim poziomie, nawet jeśli kadry liczyłyby po 50 zawodników. W Anglii już to zintensyfikowali do granic, że ledwo się zjadą z jednego meczu, a już zapieprzają na następny i muszą dać z siebie wszędzie 100%. Siła sponsorów jest nie do zlekceważenia – tych rozgrywek będzie wobec tego jeszcze więcej. Taki jest kapitalizm, korporacje decydują, jak będzie wyglądać sport.

Przez to futbol staje się także coraz mniej romantyczny.

To też kwestia opakowania – w NBA wszyscy biorą sterydy, grają non stop, zarabiają grube kokosy, a i tak to jest po prostu mistrzostwo. Kiedyś w Legii było dwunastu zawodników i trzynasty Dariusz Solnica, mistrz niewykorzystanych sytuacji, który większej kariery raczej nie zrobił. Tą gołą jedenastką praktycznie piłkarze wygrywali z całkiem uznanymi firmami, na przykład z Panathinaikosem Ateny. Takie sytuacje niestety już raczej się nie powtórzą.

Mecz – legenda, jeden z ostatnich takich sukcesów w polskiej piłce klubowej.

Cezary Kucharski zdobył wtedy gola na 2:0, zresztą to w ogóle był mistyczny mecz, wszyscy się na nim modlili. Skinheadzi, jeszcze w wywlekanych na pomarańczową stronę flekach, ja – hip-hopowiec, wszyscy zjednoczyli się w modlitwie. Atmosfera zresztą się dostosowała do rangi meczu – mżawka, jupitery, mgła – wszystko to tworzyło niesamowity klimat, taki, że każdy czuł, iż tu się stanie coś niesamowitego. Bajkowa, nierzeczywista atmosfera, w pierwszej połowie 1:0 i generalnie każdy przeczuwał, że musi się udać, że ten drugi gol w końcu padnie. Tak jak mówię, ramię w ramię skinheadzi, dresiarze, hip-hopowcy stali i się modlili, a po bramce wszyscy rzucili się sobie w ramiona. To są momenty kiedy ten sport jest magią, nawet u nas w polskiej ligowej szarzyźnie. Niestety jest to coraz rzadsze, te lepsze kluby starają się zminimalizować prawdopodobieństwo niepowodzenia przez co takie spektakularne niespodzianki nie zdarzają się już tak często, a w przyszłości będzie ich pewnie jeszcze mniej.

A jak zapatrujesz się na przyszłość w Polsce – niby powstają Orliki, mamy Euro 2012, nowe stadiony – klimat na rozwój piłki jak najbardziej jest, ale z drugiej strony – czy nie jest tak, że to młode pokolenie niemal kompletnie odchodzi od sportu, ba, od wszelkiej aktywności fizycznej?

Faktycznie, ja bym polecił tutaj kawałek Vienia i Hadesa „Nowe Bloki”. Nagranie jest pełne właśnie takiej tęsknoty starego pokolenia za dzieciństwem oraz frustrację postronnego obserwatora, który widzi to co dzieje się obecnie. Myślę, że będzie tak jak w Europie – już tak jest właściwie – coraz mniej w piłce takich naturszczyków, wyrosłych gdzieś z podwórka Brazylii, a coraz większa w tym całym interesie rola rodziców, którzy od najmłodszych lat, jeżeli syn przejawia jakiś talent, ma niezłą koordynację, lubi biegać, zapisują go do szkółki piłkarskiej, która dba o to, by ten talent nie przepadł. Działalność klubów także sięga coraz głębiej – przykłady Ajaxu czy Barcelony pokazują, że bardzo opłacalne jest inwestowanie w tych najmłodszych i zapewnianie im solidnej piłkarskiej szkoły już od wczesnego dzieciństwa. Arsenal również skupuje nastolatków… W Polsce też chyba będzie się to odbywało w ten sposób – trzon tworzyć będą dzieciaki wychowywane w szkółkach piłkarskich, w których to poza czysto piłkarskimi umiejętnościami uczniowie podłapują także zasady profesjonalizmu, które w ich wieku nawet nie śniły się starszym pokoleniom. Młodzi adepci będą wiedzieć, że jeśli to ma być ich praca to od dziecka warto się dobrze prowadzić.

I po raz kolejny wkracza temat pieniędzy – Szkoły Mistrzostwa Sportowego tanimi raczej nie są.

Zdecydowanie rodzice muszą dysponować pieniędzmi na sprzęt i opłacenie takiej szkółki, także dojazdy…

Krótkie podsumowanie?

Cóż… Piłka nożna to jedyny sport którymi się kompletnie nie nudzi. Nie chce mi się biegać, nie chce mi się jeździć na rowerze, pływać lubię, ale to też mnie nudzi… Za to pograć na osiedlu z kolegami w piłkę - to jest właśnie największa frajda, jaka może człowieka spotkać. Ja tu zresztą miałem dosyć patologiczne środowisko, koledzy uważali mnie za odłam inteligencki, bo skończyłem liceum, studia, potem studia podyplomowe, jestem może nawet wyjątkiem jeśli chodzi o sposób wychowania na Czerniakowie i ta piłka nożna jest pewnego rodzaju okazją żeby spotkać się, pogadać ze sobą… Nie siedzę na ławce, nie piję browarów przez cały dzień, nie mam czasu wyjść do nich i trwonić czasu, jeśli już piję piwo to raczej z kolegami hip-hopowcami przy okazji obgadywania jakichś interesów,  czy z dziewczyną w domu grając w scrabble, a ta piłka w niesamowity sposób zbliża ludzi. Piłka osiedlowa to jedna z najlepszych rzeczy jaka w ogóle może się człowiekowi mieszkającemu w mieście przytrafić.


Zobacz także:
- Imprezowy sport oraz co łączy Kmicica z Borucem czyli pierwsza część wywiadu z Proceentem
- Rosyjska ruletka i freestyle’owa Barcelona czyli druga część wywiadu z Proceentem
- Sensible, Tsubasa i Euro 2012 czyli trzecia część wywiadu z Proceentem
- Łukasz P. i podobni oraz wspólne cechy Listkiewicza, Berlusconiego i Clintona czyli czwarta część wywiadu z Proceentem
- Brychczy, Pisz i tort prezesa czyli piąta część wywiadu z Proceentem

 

Rozmawiał Jakub Olkiewicz
Fot.: www.hip-hop.pl



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama