Czwarta część wywiadu z Proceentem
Proceente to jeden z najbardziej charakterystycznych wokali w polskim rapie, bezsprzeczna czołówka polskich freestyle’owców, a także wielki fan piłki. Trwający tyle co piłkarski mecz, dziewięćdziesięciominutowy wywiad został przez nas podzielony na kilka odcinków.
W czwartej części rozmawiamy o lenistwie, chciwości i korupcji czyli głównych grzechach w polskiej piłce.
„Każdy z lat siedemdziesiątych blokowiec
Wychował nas na obiboków i kombinatorów”
Proceente – Skąd ja mam wziąć na to czas?
Polacy w obiegowej opinii nie są tytanami pracy, postrzega się nas nawet jako unikających przesadnych obciążeń. U piłkarzy widać to szczególnie wyraźnie…
Po tej całej aferze alkoholowej czytałem wywiad z fizjologiem sportu z Niemiec, który porównywał właśnie potencjał energetyczny polskiego piłkarza i zawodnika bodajże z Anglii i wynik badania jak nietrudno odgadnąć korzystny dla nas nie był. Myślę, że tu akurat sprawa ma dość głębokie korzenie – system socjalistyczny zepsuł fizycznie wszystkich Polaków. Przekazywane z pokolenia na pokolenie złe nawyki, powtarzane błędy – wódka, niewłaściwe odżywianie, brak pozytywnych kompleksów sportowych… To wszystko razem sprawiło że moje pokolenie, nawet ja sam czuję się zwyczajnie słaby. Jestem chorowitkiem, mam kamień nerkowy, jestem podatny na różnego rodzaju kontuzje. Pokolenie obecnych piłkarzy, którzy powinni być teraz w najlepszym okresie ma po prostu gorszy potencjał, niż ich rówieśnicy wychowywani na Zachodzie. Musimy te braki cywilizacyjnie nadrobić jako całe społeczeństwo.
Do tego dochodzi także socjalistyczna mentalność mówiąca jasno, że ciężka praca to może być przydatna, ale nie jest koniecznością by otrzymywać korzyści, Legendarne czy się stoi, czy się leży…
Eksperci przecież bezustannie narzekają, że polscy piłkarze zarabiają zdecydowanie za dużo, zupełnie nieadekwatnie do poziomu ich umiejętności oraz przede wszystkim ich zapału do pracy. Kluby psują tych polskich piłkarzy i potem efekt jest taki, że nikt ich nie chce kupować.
„Mecz jest ustawiony, sędziowie są kupieni
Zaskoczony jest tylko prezes Listkiewicz”
Emazet Procent – Śmiechu warte
Nie mogę nie poruszyć tego tematu – co sądzisz o korupcji w polskim futbolu, przede wszystkim w świetle tego, że niedługo nazwisko skrócone do jednej literki mogą mieć nawet reprezentanci Polski. Łukasz Piszczek już był przez chwilę Łukaszem P. Czy sądzisz, że powinniśmy tu być konsekwentni i jeśli okazałoby się, że w incydent jest zamieszany Robert Lewandowski to nasz najlepszy snajper nie zagrałby na Euro, czy może jednak – o czym mówiliśmy już wcześniej – gwiazdom można więcej wybaczyć?
Jeśli chodzi o temat korupcji w Polsce to jest to gigantyczne błędne koło. Taka patologia, z którą nikt nie potrafi sobie poradzić. U nas jest zresztą sporo takich instytucji, jak chociażby ZUS, czy też właśnie PZPN – państwo w państwie. Pewnie, na początku każdy chciał być konsekwentny, ale rozmiary tej korupcji są tak ogromne, wręcz niewyobrażalne, że ciężko to ogarnąć w jakiś logiczny sposób. Nikt chyba nie przypuszczał, że jest to aż tak głęboko tkwiąca gangrena i moim zdaniem to jest tak jak z tym alkoholem – jeśli wszyscy piją i wszystkich mielibyśmy ukarać to okazałoby się, że nie ma kto grać. Identycznie jest z korupcją, tyle że skoro tylu piłkarzy, trenerów, działaczy odbyło karę, ich kariery zostały złamane, to dlaczego teraz kolejnych sądzić łagodnie? Ja jako fan piłki nożnej nie potrafię wskazać złotego środka. Na pewno każdy przypadek jest troszkę inny, ale tak długo jak korupcja będzie obecna w środowisku, tak długo nie będzie sukcesów. Chodziłem od 1993 roku na mecze i prawdopodobnie byłem świadkiem wielu ustawionych spotkań - nie czuję się z tym dobrze. Pamiętam jeden z pierwszych meczów na którym byłem, mecz który decydował o mistrzostwie między Legią i Górnikiem Zabrze. Ekipa ze Śląska musiała wygrać, warszawiakom wystarczył remis. Po trzech minutach bodajże Górnik wygrywał jeden do zera, a po dziesięciu grał już w ósemkę. I to za trzy faule! W drugiej połowie Fedoruk wyrównał, no i po męczarniach Legia zdobyła tego mistrza.
Rok później również niejasna sytuacja i walka o mistrzostwo do ostatniej kolejki, ba, do ostatnich minut tej kolejki. Korespondencyjny pojedynek, czyli ŁKS i Legia.
Efekt był taki, że przy zielonym stoliku mistrzem został Lech. Jechaliśmy z ojcem wtedy autem i słuchaliśmy S13 – to była prawdziwa licytacja, który klub strzeli więcej goli. Co minuta, czy co dwie minuty kolejne bramki… Obłęd. Z tą korupcją jest tak, że ja raczej nie mam dużej litości dla sportowców sprzedających mecze, stosujących doping – to zabija według mnie ducha sportu, a ja jako kibic czuję się zwyczajnie oszukany. O ile zawodnik, który lubi wyjść sobie na dyskotekę, albo zmienia kobiety jak rękawiczki jest jeszcze jakoś rozumiany i ja jako fan potrafię przymknąć na to oko, nawet może się uśmiechnąć, to w przypadku korupcji już nie jestem taki pobłażliwy. Dariusz Wdowczyk nie jest moim ulubionym trenerem. Było zresztą więcej takich bohaterów, np. Andrzej Woźniak, książę Paryża.
To jest chyba szczególnie zadziwiające, że mimo tej wszechobecnej korupcji ci zawodnicy radzili sobie na arenie międzynarodowej – boje Widzewa czy Legii w latach dziewięćdziesiątych w europejskich pucharach to coś o czym dziś nawet nie możemy marzyć…
Doskonale pamiętam ten mecz z Panathinaikosem, na boisku na którym nie było ani źdźbła trawy… Postrzegam to tak, że był to ostatni moment chwały naszych działaczy, piłkarzy, trenerów, którzy potrafili wyłącznie za pomocą tej polskiej fantazji, tym charakterystycznym dla nas błyskiem i finezją coś zdziałać na arenie międzynarodowej. To jednak były chyba takie ostatnie podrygi – z pustego nawet Salomon nie naleje.
Świat poszedł do przodu, piłka uległa profesjonalizacji, a my stanęliśmy w miejscu. Pojawia się także taka koncepcja, że ci piłkarze, którzy osiągali sukcesy w latach ’90 wychowywali się na wspaniałych meczach Orłów Górskiego, a ci którzy grają i zaczynają grać teraz, są praktycznie pozbawieni pozytywnych wzorców.
Chyba pozostaje im podziwiać sukcesy Mirka Trzeciaka, czy Marka Citki, który strzelił gola z połowy i potem zaginął. (śmiech) Łatwo jest coś zepsuć, a potem bardzo długo trwa odbudowywanie tego. Człowiek jest istotą rozumną, ale często przypomina sobie o tym dopiero po fakcie.
„To wykańcza mnie jak rzeczników PZPN!”
Proceente – Dziennik 2010 Intro
Nie pomaga także PZPN – chaos jaki tam panuje, sprzeczności nawet w jakichś wewnętrznych ustaleniach, „beton”. Myślisz, że to co proponuje spora grupa osób wrogo nastawionych do PZPN-u, czyli wprowadzenie kuratora, rozgonienie towarzystwa i zaczęcie wszystkiego od zera to jest jakieś rozwiązanie? Oczywiście nie teraz, gdyż to wiązałoby się z odebraniem organizacji Euro, ale może po mistrzostwach?
To był świetny pomysł, ale niestety niemożliwy do zrealizowania. Leśne dziadki to tacy ludzie, którzy są niczym tasiemiec uzbrojony. To zresztą tyczy się wielu dziedzin życia – potrafią w tak ekwilibrystyczny sposób okopać się na stołkach, że są nie do ruszenia. Czasem może nawet nieświadomie czynią pewne dobre rzeczy – jak chociażby załatwienie Euro, które jest szansą dla całej polskiej gospodarki. Być może głównym motywem było zabezpieczenie przed kuratorem i taka motywacja wyzwoliła w nich pokłady energii, które zakończyły się przyznaniem nam tej imprezy. Michał Listkiewicz i jego ekipa, w ogóle tego typu ludzie powracają jak bumerang. Myślę, że jeszcze na niejednej konferencji będziemy mieli przyjemność go oglądać.
On teraz sobie podróżuje, podłapuje schematy z innych związków piłkarskich, a nieudolność obecnych włodarzy w PZPN-ie wyzwala nawet swoistą tęsknotę za charyzmatycznym arbitrem.
To bez wątpienia jest człowiek o wysokiej kulturze osobistej, potrafi się zachować, wysłowić – przyrównałbym go do Buźki z Drużyny A. Grzegorz Lato to już nie jest taki Buźka, a poza tym po odejściu Listkiewicza tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nadal ktoś steruje z tylnych siedzeń i tak naprawdę wszystko zostało tak jak było, a jest dużo gorzej opakowane.
Michał Listkiewicz to przecież niezwykła osobistość – cygaro, nienaganny strój, błyskotliwy, elokwentny, z poczuciem humoru – przyrównałbym go trochę do przywoływanego już w naszej rozmowie Clintona.
Zdecydowanie. I Silvio Berlusconiego. Człowiek, który chce pozwać państwo – prawdziwy mistrz! To jest właśnie ten znak czasu, że jesteś w stanie zaprzeczyć każdemu faktowi, każdej oczywistej prawdzie. Wszystko możesz obrócić w ten sposób, że tak naprawdę to Ciebie ktoś chce cię zniszczyć i przeprowadza nagonkę na twoją osobę. Zresztą przed Listkiewiczem też był niezły agent, magnat ze Śląska, Marian Dziurowicz, który stworzył prawdziwe imperium. Jego syn zresztą jako pierwszy strzelił z ucha na większą skalę.
Powoli zbliżamy się do końca naszego obszernego wywiadu z Proceentem. W piątej części o piłkarskich legendach oraz transferach w Polsce i w ukochanym klubie Michała, Legii Warszawa.
Zobacz także:
- Imprezowy sport oraz co łączy Kmicica z Borucem czyli pierwsza część wywiadu z Proceentem
- Rosyjska ruletka i freestyle’owa Barcelona czyli druga część wywiadu z Proceentem
- Sensible, Tsubasa i Euro 2012 czyli trzecia część wywiadu z Proceentem
- Brychczy, Pisz i tort prezesa czyli piąta część wywiadu z Proceentem
- Stereotyp kibica, fury kasy oraz nadzieje na przyszłość - ostatnia część wywiadu z Proceentem
Rozmawiał Jakub Olkiewicz
Fot.: www.hip-hop.pl
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










