Piotr Stawarczyk: Borski się pomylił
Ruch Chorzów w dwóch ostatnich meczach zdobył jeden punkt. Czy piłkarzom zaszkodziły szumne zapowiedzi prezesów, którzy po trzech zwycięstwach z rzędu zaczęli otwarcie mówić o awansie do europejskich pucharów? - Nie chcę tego komentować. Jak grałem w pierwszoligowym Widzewie, to w klubie głośno zapowiadano sukcesy. Miał być szybki awans, a potem miejsce na podium... Gdzie dziś jest Widzew? - pyta retorycznie w rozmowie z serwisem zpierwszejpilki.com.pl Piotr Stawarczyk.
Teraz zremisowaliście bezbramkowo z Widzewem, tydzień wcześniej przegraliście z Polonią Bytom. Coś złego dzieje się z Ruchem?
- Nic się nie dzieje. Z Bytomiem mieliśmy gorszy dzień, a w Łodzi przez dłuższy czas graliśmy w dziesięciu, w końcówce nawet w dziewięciu. Ciężko było ugrać coś więcej. Myślę, że w takich okolicznościach należy cieszyć się z punktu zdobytego w Łodzi.
No właśnie, czerwone kartki obejrzeli i Wojciech Grzyb, i Żeljko Dokić. Były zasłużone?
- Jeśli chodzi o Grzyba, to druga żółta kartka była pokazana niesłusznie. Sędzia Borski się pomylił. Wojtek próbował minąć bramkarza, przewrócił się na murawę i tyle. To nie była żadna próba wymuszenia rzutu karnego. Przyznał to zresztą sam Wojtek. A pierwsza kartka dla Dokicia była za co?
Za dyskusję z arbitrem po czerwonej dla Grzyba.
- Chłopak jest od dwóch, trzech miesięcy w Polsce, więc chyba nie mógł zbytnio nawymyślać sędziemu.
Na początku spytałem, czy coś się dzieje złego z Ruchem, bo przecież wcześniej wygraliście trzy spotkania z rzędu i znacząco rozbudziliście apetyty kibiców.
- Swoje również. Nie ma się co dziwić, że nasi kibice zaczęli patrzeć w górę tabeli po zwycięstwie nad Legią, bo był to wspaniały mecz w naszym wykonaniu. Ale polska liga jest bardzo wyrównana, wszystko może się tutaj wydarzyć. Trzeba szanować każdego rywala, a my chyba trochę zlekceważyliśmy Polonię Bytom. Nie powinno to się nam przydarzyć.
Tak rozbudziliście te apetyty, że prezesi klubu zaczęli nie tyle marzyć, co otwarcie mówić o awansie do europejskich pucharów. Poczuliście presję?
- Nie chcę tego komentować. Jak grałem w pierwszoligowym Widzewie, to w klubie głośno zapowiadano sukcesy. Miał być szybki awans, a potem miejsce na podium... Gdzie dziś jest Widzew?
Presja ze strony prezesów wam przeszkodziła?
- Powiedziałem już, że nie będę o tym rozmawiał.
Awans do europejskich pucharów jest realny?
- Nie wiem, nie myślę o tym, nie patrzę na tabelę. W każdym meczu gramy o trzy punkty, walczymy o zwycięstwo. Nie zawsze da się wygrać. Zobaczymy dokąd nas to zaprowadzi.
ROZMAWIAŁ PIOTR TOMASIK
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










