Gramy o puchary
- Końcówka rundy potoczyła się zupełnie inaczej, niż planowaliśmy. Kluczową rolę odegrało zmęczenie. Brakowało nam sił - mówi Paweł Golański, obrońca Korony, i zapowiada, że jego drużyna gra w tym sezonie o podium. W chwili obecnej kielczanom brakuje do niego dwóch punktów.
Piotr Tomasik: Korona była rewelacją rundy jesiennej?
Paweł Golański: Rewelacją można nazwać Jagiellonię Białystok. To ona na półmetku rozgrywek jest liderem i ma pewną przewagę punktową nad pozostałymi. My jesteśmy natomiast drużyną, która na pewno wszystkich zaskoczyła. Przychodząc do Kielc, słyszałem opinie, że zespół stać co najwyżej na środek tabeli. Na nic więcej. Ale rozegraliśmy kilka naprawdę niezłych spotkań, trener Sasal wszystko dobrze poukładał i dziś jesteśmy tuż za podium. Pokazaliśmy, że „eksperci” się pomylili. Teraz trzeba się tylko postarać, aby zimę przepracować jak najlepiej.
Rewelacją pokroju Jagiellonii mogliście jednak zostać, gdyby nie bardzo słaba końcówka rundy. Cztery mecze i tylko dwa punkty.
- Ta końcówka potoczyła się zupełnie inaczej, niż planowaliśmy. Myślę, że kluczową rolę odegrało już zmęczenie. Brakowało nam sił. Przede wszystkim szkoda dwóch ostatnich spotkań w Kielcach. Zremisowaliśmy i z Jagiellonią, i z Lechem Poznań, choć mogliśmy te mecze wygrać. Kolejorz w pucharach pokazał kawał niezłej piłki, ale w lidze spisywał się mizernie. Przegraliśmy też dwa ostatnie wyjazdy i czołówka się nieco oddaliła. Sądzę jednak, że z jesieni i tak możemy być zadowoleni.
Jako jedyna drużyna ekstraklasy więcej punktów zdobyliście na wyjazdach. Pozostali skuteczniej punktowali przed własną publicznością.
- Jak Korona jechała na wyjazd, to wszyscy spodziewali się, że łatwo nas ograją. Być może dlatego częściej sprawialiśmy niespodzianki, zaskakiwaliśmy. Takie mecze były bardziej otwarte, stwarzaliśmy sobie więcej sytuacji. Gdy graliśmy w Kielcach, to zespoły, które podejmowaliśmy, nastawiały się na kontrataki i zachowanie czystego konta. Myślę, że to jedyne rozsądne wytłumaczenie.
Najbardziej szkoda porażki z Widzewem, ligowym beniaminkiem, przed własną publicznością.
- Dwa pierwsze mecze Koronie zupełnie nie wyszły. Przed przegraną z Widzewem drużyna zremisowała z Zagłębiem Lubin. Jak wiadomo, początki czasami są trudne. Jedni nie mają z nimi żadnych problemów, inni - mają ich sporo. My znaleźliśmy się w tej drugiej grupie. Korona szybko się jednak podniosła i odrobiła straty.
Na czym polega największa siła zespołu Marcina Sasala?
- Jesteśmy drużyną w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie jesteśmy zbiorem indywidualności, jedenastu piłkarzy, z których każdy myśli tylko o sobie. Gdy wychodzimy na boisko, każdy z nas wie, za co odpowiada. Mamy też w kadrze wielu doświadczonych piłkarzy, z bogatą przeszłością, co również pomaga.
Myślałem, że na poprzednie pytanie odpowie Pan dwoma słowami: Andrzej Niedzielan.
- Wszyscy doskonale wiemy, że Andrzej jest bardzo wartościowym piłkarzem. Jego dorobek, osiem bramek, mówi sam za siebie. Ale u niego gole to nie wszystko. On na boisku wykonuje świetną robotę, bo nie myśli tylko o ataku, również pomaga w defensywie. Każdy z nas liczy, że w rundzie wiosennej znów pokaże swoją znakomitą dyspozycję. Niedzielan w wysokiej formie jest nam bardzo potrzebny, pomoże w walce o najwyższe cele. Wcześniej tego nie mówiliśmy, ale obecna sytuacja sprawia, że musimy zagrać o podium.
Powiedzieliście to sobie w szatni czy jest to cel wyznaczony przez władze klubu?
- Myślę, że takie rozmowy z prezesami rozpoczną się dopiero wtedy, gdy wrócimy z urlopów. Zapewne podpiszemy regulamin z realizacją konkretnego planu, który trzeba wykonać. Tabela jest spłaszczona i drużyny, które są na dole, tracą do nas osiem punktów. To naprawdę niewiele, ale nie zamierzamy się oglądać na innych. Obecna pozycja, czwarte miejsce, obliguje nas do walki o europejskie puchary.
Czyli lokata, którą zajmujecie, wymusza na was takie deklaracje. Bo przecież byłoby nie fair w stosunku do kibiców powiedzieć, że teraz to gracie o środek tabeli.
- Przede wszystkim my również mamy swoje ambicje. Gdy przychodziłem do Korony, trener Sasal przedstawił mi długoletnią wizję budowy drużyny. W Kielcach nie powstaje bowiem zespół, który będzie istniał pół roku, wkrótce upadnie. Po trzech miesiącach gry w Koronie, mogę przyznać, że tworzy się coś naprawdę ciekawego. Najważniejsze jest teraz to, aby tego nie popsuć, a nawet pójść krok dalej.
Wzmocnienia są niezbędne?
- Przydałoby się jeszcze kilku dobrych zawodników. Sezon jest długi, przytrafiają się kontuzje, dochodzą kartki. To normalne, że w składzie jest rotacja, często wymuszona. Dlatego też bardzo ważne jest, aby drużyna miała szeroką, wyrównaną kadrę. Trzy, cztery ciekawe transfery w naszej sytuacji są wskazane.
ROZMAWIAŁ PIOTR TOMASIK
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










