Miroslav Radović: Zostawcie Skorżę w spokoju
W lipcu 2006 roku przychodził za duże, jak na polskie warunki, pieniądze. Legia Warszawa na zdolnego skrzydłowego z Serbii wydała przecież ponad trzy miliony złotych. Miroslav Radović, bo o nim mowa, wielką gwiazdą Ekstraklasy z pewnością nie jest, ale to m.in. na nim opiera się dziś zespół Macieja Skorży. Dlaczego więc legioniści spisują się ostatnio zdecydowanie poniżej możliwości? Oddajmy głos Radoviciowi.
- Wydaje mi się, że najgorzej jest z mentalnością. Wszystko siedzi w naszych głowach, w psychice. Powinniśmy bardziej wierzyć we własne umiejętności i w siłę drużyny. Musimy zacząć grać z większym zaangażowaniem, zostawiać serce na boisku. Tego ostatnio brakowało i trzeba to jak najszybciej zmienić. W przeciwnym wypadku możemy wywiesić białą flagę i pozwolić Wiśle uciec. Dziś krakowianie są jeszcze na pewno w naszym zasięgu.
Nie wiem, dlaczego ostatnio tak gramy. Dwa tygodnie w meczu w Bełchatowie zagraliśmy dokładnie tak samo, jak GKS. Oni akurat mieli dwie sytuacje i je wykorzystali, choć jedyna różnica była taka, że GKS zagrał z pełnym zaangażowaniem. My, nie wiedzieć czemu, agresywni nie byliśmy. Powinniśmy wychodzić na boisko agresywniejsi, bo przecież rywale na Legię mobilizują się podwójnie.
W tym, że nie potrafimy się zmobilizować, nie ma winy trenera Macieja Skorży. On jest OK., zostawcie go w spokoju. Pretensji do szkoleniowca na pewno nie mamy, a jeśli już to do samych siebie. Trzeba się wziąć do roboty, bo zbyt wiele czasu do końca sezonu nie zostało. To już ostatni dzwonek, aby się obudzić. Zacznijmy grać, a przestańmy gadać.
W ostatnich dniach Skorża zarządził zgrupowanie, na które pojechała cała drużyna. Czy nam pomogło? Chyba tak, ale pomóc to ma ono przede wszystkim w lidze. Sporo rozmawialiśmy i z kolegami, i ze sztabem szkoleniowym na temat ostatnich wyników. Zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiemy, że kolejne takie mecze przytrafić nam się już po prostu nie mogą. Trzeba jak najszybciej się przełamać. Sobotnie spotkanie z Ruchem Chorzów będzie dla nas bardzo, bardzo ważne. Gramy o coś więcej, niż tylko o trzy punkty.
Dwie ostatnie porażki, ze Śląskiem Wrocław i GKS-em Bełchatów, wprowadziły trochę zamieszania. Pan Mariusz Walter nie jest zadowolony z postawy zespołu. Nie ma się co dziwić, bo przecież przegraliśmy dwa ostatnie mecze w lidze. To wystarczający powód. Liczymy, że wizyta właściciela, który ostatnio zjawił się na naszej wewnętrznej gierce, zadziała na nas mobilizująco, że w końcu się przełamiemy. Musimy się poprawić.
Mimo dwóch porażek, wciąż liczymy się w walce o mistrzostwo Polski! Jestem przekonany, że przed końcem sezonu dogonimy Wisłę. Krakowianie nie prezentują sobą nic ciekawego, a i tak zdobywają punkty. Nam ostatnio brakowało trochę szczęścia, aby lepiej to wyglądało. Trzeba gonić lidera i wierzyć w końcowy sukces. Bo mistrzostwo to na pewno wynik w naszym zasięgu.
Oprócz Legii i Wisły, do walki o pierwsze miejsce włączyć się może Lech Poznań. Pomiędzy tą trójką rozegra się walka o najwyższe lokaty. Niespecjalnie przekonuje mnie natomiast Jagiellonia Białystok. Ich wiosenna forma nie jest dziełem przypadku.
Wciąż mamy jeszcze szansę na zdobycie Pucharu Polski. Która droga jest krótsza do europejskich pucharów? Nie wiem, nie interesuje nas to. Na pewno nie siedzimy w szatni i nie kalkulujemy. Dla Legii każde spotkanie jest ważne, nie odpuszczamy żadnego. Koncentrujemy się przede wszystkim na lidze, ale jak pojawi się szansa, aby zdobyć Puchar Polski, to i o niego powalczymy.
WYSŁUCHAŁ PIOTR TOMASIK
Fot.: CyfraSport
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










