Karaś: Mamy w kraju obiekty równe tym najlepszym na świecie

- W końcu mamy w kraju obiekty równe tym najlepszym na świecie - cieszy się Michał Karaś, redaktor naczelny największego polskiego serwisu traktującego o stadionach - stadiony.net. W wywiadzie dla zpierwszejpilki.com.pl opowiada o nadziejach i obawach, wiążących się ze stadionowym boomem w naszym kraju.

Stadiony na przyszłoroczne mistrzostwa Europy są już niemal gotowe. Z każdym z nich były jednak mniejsze bądź większe problemy. Spodziewał się Pan tego?
- To inwestycje warte po kilkaset milionów, w dodatku zaawansowane technologicznie. Wiele z operacji wykonywanych podczas budowy tych stadionów odbywało się po raz pierwszy w naszym kraju. Jeśli do tego dodamy polskie przepisy, jak wybór zawsze najtańszych ofert, czy zwyczaje firm budowlanych, czyli szukanie oszczędności i anektowanie umów, to coś musiało pójść nie tak. I nie jesteśmy tu jedyni, w każdym kraju realizującym tak duże inwestycje na wielką imprezę piłkarską były problemy z terminami czy realizacją konkretnych rozwiązań.
Mógłby pan ocenić przygotowania czterech polskich aren w szkolnej skali?
- Nie jestem na tyle kompetentny w kwestiach technicznych, żeby oceniać prace międzynarodowych ekip specjalistów. Ale pewnie żaden stadion nie dostałby piątki, choćby przez niedotrzymane terminy…
Chyba największą wpadką „stadionową” było zamieszanie ze schodami na Stadionie Narodowym. Naprawa błędu wykonawcy spowodowała oczywiście przesunięcie w czasie jego oficjalnego otwarcia. Można jednak stwierdzić, że jeśli na Euro wszystko pójdzie dobrze, tę wpadkę jak zresztą i inne będzie można wymazać z pamięci?
- Tak pewnie będzie, schodami żyła cała Polska, ale tylko przez parę tygodni. Tak jak na przełomie 2009 i 2010 roku żyliśmy wielkimi opóźnieniami w RPA, a wcześniej strajkami przed Euro w Portugalii, itd. Dziś świat już nie patrzy tak krytycznie na Polskę, bo problemy ma Brazylia, które organizuje turniej mistrzowski za 2 lata.
Dzień otwarty warszawskiego stadionu, który odbył się pod koniec lipca spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem. Ludzie już teraz chcą zobaczyć z bliska jak wygląda, jakby nie patrzeć najważniejsza arena sportowa w Polsce. Powinno to cieszyć.
- I cieszy. Bo w końcu mamy w kraju obiekty równe tym najlepszym na świecie. Teraz jeszcze musimy umieć mądrze z nich korzystać. Żeby nie tylko nie przynosiły strat, ale też naprawdę służyły ludziom i miastom.
Pan minister Giersz przyznał, że w Warszawie na nim największe wrażenie zrobiła konstrukcja dachu, a na Panu?
- Nie byłem jeszcze na Narodowym, ale widząc go z lotu ptaka muszę powiedzieć, że nawet Pałac Kultury wydał mi się nieproporcjonalnie mały. Ten stadion ma po prostu ogromne rozmiary, większe niż wskazywałaby sama pojemność.
Tyle o Stadionie Narodowym. Na otwarcie gdańskiej PGE Areny Lechia miała spotkać się z renomowanym rywalem. Mówiło się o zwycięzcy Ligi Europy, FC Porto. Wszystko jednak zaprzepaściły negatywne opinie strażaków oraz policjantów, które zresztą były wydawane kilkukrotnie. Bezsprzecznie musiało tak być czy ktoś po prostu był trochę zbyt skrupulatny?
- Nie znam szczegółów rozmów między inwestorem a służbami, ale w tej chwili w Polsce mamy chyba klimat sprzyjający nadgorliwości. Ponieważ rząd wprowadza kary nawet wtedy, gdy nie ma winy, nikt nie chce podpaść. Więc lepiej dmuchać na zimne, niż mieć choćby najmniejszy udział w sytuacji jakichkolwiek problemów. Sama skrupulatność jest dobra, ale przerażająca, gdy „dla świętego spokoju” stawia się wysokie płoty czy nawet mury i traktuje wszystkich ludzi jak potencjalne źródło zagrożenia.
Już w sobotę dzień otwarty na PGE Arenie. Pewnie znowu zbierze się mnóstwo chętnych...
- I niech przychodzą – muszą się oswoić z nowym stadionem, a może zechcą na niego przychodzić częściej, na mecze czy koncerty. Po to powstał, więc dobrze byłoby przełamać stereotypowy, negatywny wizerunek stadionu jako miejsca niebezpiecznego.
W ostatnim czasie chyba najmniej mówi się o stadionie we Wrocławiu. Paręnaście miesięcy temu to jednak właśnie tam było najbardziej „gorąco”. Mówiło się nawet o odebraniu miastu mistrzostw. Pańskim zdaniem dobrze, że tak się nie stało?
- Pytanie brzmi raczej czy było jakiekolwiek ryzyko odebrania tych mistrzostw. Proszę pamiętać, że w Polsce w ostatnich latach o odebraniu mistrzostw w różnym kontekście mówiło się kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset razy. Skoro stadion jest już prawie gotowy, to oczywiście dobrze, że Euro się na nim odbędzie. UEFA, podobnie zresztą jak FIFA, po to daje terminy oddalone o rok od każdej imprezy, żeby była gwarancja ukończenia inwestycji przed czasem. Poprzednie mistrzostwa pokazywały, że nawet oddanie stadionów na parę miesięcy przed meczami nie niweczyło starań i stadiony były organizatorami.
Konstrukcja, której z nowych, polskich aren jest dla Pana najlepsza?
- Nie powinienem odpowiadać, bo usłyszę zaraz zarzuty o stronniczość (śmiech). Wszystkie cztery stadiony mają swoje zalety. Na pewno każdy z nich wziąłbym w ciemno dla polskich klubów kilka lat wstecz, gdy nie wiedzieliśmy o Euro i nie znaliśmy projektów. Dla mnie osobiście najbliższy jest chyba Wrocław, bo jako kibic lubię jednopoziomowe, strome trybuny. Liczę, że fanom Śląska uda się zrobić na tym stadionie coś, na co na Zachodzie będą patrzeć z zazdrością.
Chyba żaden z nowych stadionów, nie jest „doskonały”. Jest coś, co rażąco się Panu, w którymś z nich nie podoba?
- Stadionu doskonałego nie ma nie tylko w Polsce, ale też nigdzie indziej. Na szczęście, bo nie byłoby nic gorszego niż cały świat powielający jeden schemat. Bryła w Gdańsku czy układ trybun w Warszawie są faktycznie wtórne względem już istniejących stadionów, ale nie są kopiami, a to dobrze. W Poznaniu widać dziś, że projekt był zmieniany i że efekty zmian nie są najlepsze. Ten stadion ma chyba najwięcej minusów, z końcowym układem trybun na czele.
Z perspektywy naszego kraju, uważa Pan, że lepiej budować nowe czy modernizować istniejące stadiony, oczywiście te, które nie nadają się tylko do wyburzenia?
- To zależy. Przede wszystkim od oczekiwań, potrzeb i właśnie od stanu infrastruktury w danym miejscu. Jeśli dane miasto chce mieć obiekt, który będzie na siebie zarabiał i przyciągał ludzi przez 7 dni w tygodniu, to musi się liczyć z dużą inwestycją, bo budowane przed laty stadiony tych dodatkowych funkcji komercyjnych czy rozrywkowych nie miały. Ale nie każdy stadion musi być i nie każdy może być sportową „galerią handlową”. Proste stadiony – jak ten zmodernizowany właśnie w Tarnobrzegu – są tanie w utrzymaniu, a też pozwalają miastom na utrzymanie infrastruktury sportowej na odpowiednim poziomie.
Na Euro modernizowany był stadion w Poznaniu. Tam również nie obyło się bez problemów. Oprócz licznych zalań – kłopoty z murawą. Przyczyną tego rzeczywiście jest fatalne podłoże?
- To pytanie nie do mnie. Odpowiedź poznamy pewnie wszyscy, kiedy już nowe boisko na nowym podłożu będzie użytkowane. Jeśli dalej będą z nim problemy, to zwolennicy hipotez o braku wentylacji i zbyt małym dostępie światła będą triumfować, a wina spadnie na projektantów. Ale to w tej chwili tylko gdybanie.
Wiadomo, stadiony nie są budowane tylko na Euro i tylko dla piłkarzy. Są to wielofunkcyjne areny. Uważa Pan, że po mistrzostwach będą na pewno dobrze wykorzystywane?
- Jestem sceptyczny, ale życzę wszystkim powodzenia. Zadanie jest ogromne, bo nagle mamy cztery wielkie stadiony walczące na rynku rozrywkowym, a za parę lat będzie ich dwukrotnie więcej. Tymczasem my dekadę wstecz prawie nie mieliśmy rynku rozrywkowego. Proszę zwrócić uwagę, że póki co najbardziej wielofunkcyjny okazuje się Stadion Wojska Polskiego (lub, jak kto woli, Pepsi Arena), który przez niektórych komentatorów jest uznawany za stadion typowo piłkarski. To dowodzi, że o duże imprezy mogą też walczyć „30-tysięczniki” i tym bardziej stadionom na Euro 2012 może być trudno. Konkurencja będzie korzystna dla nas, użytkowników, ale niekoniecznie dla operatorów stadionów.
We Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu na szczęście będą grały drużyny klubowe. Jak na razie najgorzej wygląda sytuacja w Warszawie. W tej chwili pomysły są, ale z biegiem czasu chęci może zabraknąć. Może wystąpić problem z utrzymaniem stadionu?
- Zdziwię się, jeśli nie będzie takiego problemu. Ten stadion ma co prawda ogrom infrastruktury w zapleczu trybun, ale musi się najzwyczajniej zapełniać, by zgarniać naprawdę duży kawałek tego tortu, jakim są mecze, koncerty i inne wydarzenia masowe. Na razie planowane imprezy są przekładane, a finał Wielkiej Orkiestry w styczniu nie przyniesie przecież pieniędzy, bo to impreza charytatywna.
Jakiś czas temu stadiony odwiedzili zagraniczni dziennikarze. Jeden z nich powiedział, że mediolańskie San Siro przy PGE Arenie wygląda jak Cinquecento. Rzeczywiście jest aż tak dobrze? Jesteśmy tą „stadionową” potęgą? W końcu nowe stadiony powstają nie tylko w czterech miastach-gospodarzach Euro.
- Stadionową potęgą są USA, Niemcy albo Anglia. My w ciągu kilku lat nadrabiamy parę dekad, więc postęp jest bardzo spektakularny. Ale mając pięć stadionów powyżej 40 tys. nie możemy się jeszcze porównywać do najlepszych. Oczywiście San Siro jest mniej nowoczesne od gdańskiego stadionu, ale byłoby bardzo źle, gdyby tamten stadion, stawiany lata temu, mógł się pod tym względem równać. Mimo to nie mam złudzeń, że San Siro dla ludzi na całym świecie pozostanie jeszcze długo jedną z najwspanialszych świątyń piłkarskich świata, a gdańskiej arenie taki status nie grozi.
Jakby miał Pan, jako kibic popatrzeć w przyszłość. Nasi piłkarze „dostosują” się poziomem gry do wyglądu nowych stadionów czy po mistrzostwach będziemy dumni tylko z tych drugich?
- Po mistrzostwach prawie cała liga będzie miała nowe stadiony, więc i więcej pieniędzy. A wtedy zawodników można kupować i/lub szkolić na większą skalę. Pytanie, co nasze kluby zrobią z potencjałem, jaki daje im lepsza infrastruktura. Dość powiedzieć, że obecny mistrz Polski ma jedno boisko treningowe, a przecież to na tych bocznych polach gry szlifuje się talenty, na głównym tylko się je pokazuje.
Za trzy lata mundial w Brazylii. Wiadomo, impreza trochę większego formatu. Jak pańskim zdaniem wygląda tam sytuacja? Lepiej niż w Polsce i na Ukrainie dwa lata temu?
- Brazylia przeżywa niesamowity rozkwit, ale też ma problemy, jakich nie mamy my. Myślę tutaj m.in. o ogromnym rozwarstwieniu społecznym oraz jeszcze większej korupcji. W dodatku już teraz ich inwestycje w stadiony są zagrożone. Nowy stadion w Sao Paulo ma powstać na kilka miesięcy przed imprezą, a przecież są jeszcze trzy lata na powstanie ewentualnych opóźnień, których do tej pory inwestycja miała mnóstwo. Nie sądzę, by Brazylijczycy mieli stracić mundial, ale tam końcówka przygotowań będzie pewnie znacznie bardziej nerwowa od naszej.
Tyle o Euro, w miniony weekend z powodów zalania odwołano spotkanie Legii z Zagłębiem. Co tak naprawdę zawiodło na nowym stadionie?
- Pogoda. Natura weryfikuje nasze możliwości . Stadion przy Łazienkowskiej jest w stanie świetnie funkcjonować w normalnych warunkach, ale zdarzają się anomalia, na które nie mamy wpływu. Nie byłem w niedzielę w Warszawie, ale podobno w bardzo krótkim czasie spadło tyle wody, że drenaż po prostu nie mógł jej odprowadzić. Na Veltins Arenę w zimie śnieg padał tak długo, aż zerwał dach. Ale przecież taka losowa sytuacja, w której pogoda uniemożliwiała standardowe działanie (w tym przypadku regularne odśnieżanie), nie może zaważyć na ocenie wytrzymałości użytych materiałów.
Tak szczerze, rzeczywiście trzeba było odwołać mecz?
- Jak mówiłem, nie było mnie tam, a od oceny warunków atmosferycznych są inni.
Myśli Pan, że będzie więcej takich sytuacji wraz z rozwinięciem się rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy?
- Wszystkiego nie da się przewidzieć, więc pewnie podobne zdarzenia rzadziej lub częściej będą mieć miejsce. Ale wciąż pozostają incydentami i nie powinno się używać ich jako oręża przeciw organizatorom.
A sytuacja w Łodzi? Sądzi Pan, że któryś z tamtejszych klubów doczeka się w końcu nowego stadionu?
- Trzeba mieć taką nadzieję, bo dla tysięcy łodzian to sprawa bardzo ważna. Na szczęście władze miasta wydają się traktować sprawę poważnie, więc mimo perturbacji powinno w końcu dojść do szczęśliwego zakończenia.
Nie lepiej byłoby wybudować jeden stadion dla Widzewa i ŁKS-u? W końcu w wielu europejskich miastach stosuje się takie rozwiązanie.
- Nie znam przykładu miasta, w którym takie rozwiązanie zdawałoby egzamin. W Monachium TSV chce uciec z Allianz Areny, w Mediolanie Inter z San Siro, a w Rzymie oba kluby zamierzają docelowo porzucić Olimpico. Tak samo jest w Genui, a w Moskwie Łużniki już wkrótce zostaną zupełnie puste, bo nikt nie będzie tam grał. Nawet wielkie CSKA woli grać pod miastem na małym stadionie, niż wynajmować kolosa. Co począć z ogromnym stadionem bez użytkownika? Nie życzyłbym takiej sytuacji Łodzi. Lepiej budować według potrzeb, a potrzeby każdy z łódzkich klubów ma inne i jeden obiekt ich optymalnie nie spełni, choćby nawet kibice jakimś cudem się na to zgodzili.
Rozmawiał: Mateusz Michałek
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
adam, 2011-08-10 01:20:11
z narodowym po euro kłopoty będą na pewno.
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Reklama










