mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

« Przejdź do działu 'Wywiady'


Data dodania: 2011-10-07 19:05:45

Jankowski: Nie odczuwam żadnej presji


- Ja nic nie muszę. Nie odczuwam żadnej presji. Jeśli coś nie wyjdzie, to nie ma się co załamywać - przekonuje Maciej Jankowski, napastnik Ruchu Chorzów w obszernym wywiadzie dla serwisu zpierwszejpilki.pl. Urodzony w Warszawie zawodnik opowiada nam o grze Ruchu Chorzów, rywalizacji snajperów oraz legendarnej już nagrodzie dla Odkrycia Roku wg Piłki Nożnej.
http://www.zpierwszejpilki.com.pl/cms/cms/zalaczone_pliki/jankowski_maciej.jpg

W tym sezonie, już pięciokrotnie trafiał do siatki rywali. Można powiedzieć, że Maciej Jankowski na dobre zadomowił się w Ekstraklasie?

- Bardzo fajnie to wszystko wychodzi. Mam tylko nadzieję, że dalej będzie tylko tak samo.

 
Przed sezonem nikt na Was nie stawiał i raczej nie widział dla Ruchu miejsca w czołówce.

- Gdy nie ma presji na wyniki, to gra się bardzo przyjemnie i są tego efekty. Z meczu na mecz koncentrujemy się na kolejnych rywalach, nie wybiegamy w przyszłość. Miło jest, tak niespodziewanie zaskoczyć.


Co Pana zdaniem jest kluczem do tak dobrej postawy, nie tylko Pana, ale także całego zespołu?

- Przede wszystkim nasza ciężka praca oraz odpowiednie ustawienie zespołu przez trenera. Szkoleniowiec roni to doskonale, dobiera odpowiednią taktykę. Krótko mówiąc odgrywa bardzo ważną rolę.


Ostatnio trener Fornalik stwierdził, że jeżeli Pan lub Arkadiusz Piech odejdzie z Chorzowa już zimą, to sam poda się do dymisji.

- Słyszałem te słowa i naprawdę nie wiem jak mam na nie zareagować. Pozostaje mi tylko cieszyć się z tego, że razem z Arkiem, jesteśmy dla trenera kluczowymi zawodnikami.


Pierwszą bramkę w trwających rozgrywkach strzelił Pan dopiero w szóstej kolejce. Z czego wynikała ta niemoc we wcześniejszych spotkaniach?

- Z racji tego, że przesunął mi się o tydzień urlop, nieco później dołączyłem do zespołu. Później wszedłem od razu w większe obciążenia treningowe i możliwe, że to było właśnie to. Poza tym już w trakcie przygotowań do sezonu, z powodu urazu opuściłem dwa czy trzy sparingi.


Mówi się, że ma Pan niezwykle mocną psychikę. Skąd się to u Pana wzięło?

- Z tego, że ja nic nie muszę. Po prostu staram się, jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Tak do tego podchodzę, nie ma żadnej presji. Jeśli coś nie wyjdzie, to nie ma się co załamywać. Tak się czasami w życiu zdarza, że coś idzie nie po naszej myśli.

Czyli, gdy nie trafia Pan do siatki, w ogóle się Pan tym nie przejmuje?

- Można tak powiedzieć. Nie zawsze napastnik może strzelić bramkę, to zależy od wielu czynników. Jednym z nich jest postawa kolegów z drużyny. Nie można za każdym razem winić napastnika, że zespół nie strzela tych goli. Co innego, oczywiście, gdy ktoś ma sporo sytuacji i ich nie wykorzystuje.

A jak było po tym, gdy rozgorzała dyskusja na temat tego, czy słusznie został Pan wybrany przez „Piłkę Nożną” na „Odkrycie Roku”? Krytyka zabolała?

- Nie, każdy ma prawo, do wygłaszania własnego zdania. Podszedłem do tego, po swojemu, nie przejmowałem się tym.


W takim razie, nie ma Pan żalu do Wojciecha Kowalczyka?

- Nie mam. Może mieć przecież swoje zdanie.


Strzelając kolejne gole zamknął Pan nieco usta krytykom. Lepszego sposobu nie mógł Pan wymyślić.

- Mam nadzieję, że dzięki temu niektórzy zmienią zdanie na mój temat. Chociaż, niekoniecznie muszą to zrobić. Nie chodzi o to, żebym zamykał komukolwiek usta. Robię to, co do mnie należy, a reszta mnie nie interesuje.


Odbierając tę nagrodę, czuł Pan, że się Panu należy?

- W momencie, gdy ktoś wytłumaczył mi, o co w niej chodzi i komu ona jest przyznawana, to tak, zgadzam się z nią.


Ruch ma trzech dobrych napastników. Jest Pan, Arkadiusz Piech oraz Paweł Abbot. Zgodzi się Pan z tym, że „Niebiescy” mają w ogólnym rozrachunku najmocniejszy atak w lidze?

- Tak, to prawda. U nas najwięcej bramek strzelają napastnicy. W innych drużynach jest z tym różnie.  W Lechu strzela tylko Rudniew, w Wiśle – Biton. Nas, tak jak pan powiedział, jest aż trzech.


Jak się Panu współpracuje z Piechem i Abbotem?

- Z Pawłem nie grałem zbyt dużo, natomiast z Arkiem rozumiemy się bardzo dobrze. Wiem, jakie piłki lubi dostawać najbardziej. Poza tym świetnie się zastawia i przytrzymuje piłkę, dotąd, aż ja albo reszta kolegów do niego dobiegnie.

W tym sezonie większość bramek zawdzięcza Pan Marcinowi Malinowskiemu. Musi Pan przyznać, że potrafi świetnie wyłożyć piłkę.

- Nie wiem czy ktoś to pamięta, ale na początku mojej przygody z Ruchem, mówiłem, że można się od niego naprawdę wiele nauczyć. W moich oczach jest bardzo dobrym piłkarzem.

 

Wracając do napastników, bardzo ze sobą rywalizujecie?

- Najlepsza jest zdrowa rywalizacja i taka jest właśnie u nas. Każdy próbuje pokazać się na treningach z jak najlepszej strony.

 

To który z Was jest najlepszy?

- Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Wszyscy gramy trochę inaczej, każdemu może podobać się coś zupełnie innego.

 

Rozmawiał Pan z Pawłem Abbotem o Anglii czy raczej marzy się Panu inna liga?

- Nie, nie było takiej rozmowy. Twardo stąpam po ziemi i na razie, nawet nie myślę o takich rzeczach. Jestem w Ruchu i cieszę się, że mogę tutaj grać. Pochodzę z Warszawy, kiedyś marzyłem o grze w Legii, ale cieszę się, z tego co mam.

 

W Chorzowie zastąpił Pan Artura Sobiecha, zdaje sobie Pan sprawę, że w tej chwili ma Pan lepsze statystyki strzeleckie od niego?

- Nawet nie wiedziałem, bo się nie interesuję takimi rzeczami. Nie patrzę na statystyki.

 

Nie pozostaje nic innego, jak odejść do jeszcze lepszego klubu niż Polonia...

- Jak będą oferty, to zacznę się nad tym zastanawiać. W tej chwili, nie zaprzątam sobie tym głowy.

 

Najczęściej łączony jest Pan z Legią oraz Lechem. Kiedyś powiedział Pan, że Legia zawsze będzie mieć pierwszeństwo.

- Tak jak już powiedziałem, jestem z Warszawy i tak naprawdę, nigdy nie chciałem stamtąd wyjeżdżać. Mam wielki sentyment do tego miasta i do klubu.

 

Jeśli zaś chodzi o Lecha, to mówi się, że miałby Pan zastąpić tam Rudniewa. Łatwo by nie było.

- Takiemu zadaniu, ciężko byłoby sprostać każdemu napastnikowi, bez względu na to gdzie gra w tej chwili. To, co on w tej chwili osiąga, jest niebywałe.

 

Waszym kolejnym meczem jest spotkanie z Legią. Będzie się Pan specjalnie na nie przygotowywał?

- Będę się przygotowywał, jak do każdego innego meczu.

 

Ostatnio hat-trickiem z legionistami popisał się Arek Piech, teraz, więc czas na Pana.

- Nie patrzyłbym tak na to. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby Arek znowu ustrzelił hat-tricka, a Ruch ponownie wygrał 3-2.

 

Planuje Pan znowu podejść do warszawskich kibiców?

- Na pewno podejdę i im podziękuję, tym bardziej, że będzie tam kilku moich kolegów. Jeden już nawet do mnie dzwonił w tej sprawie.

 

Dostało się Panu od kibiców z Chorzowa, za to, że w zeszłym sezonie podszedł Pan pod „Żyletę”? 

- Wyjaśniłem tę sprawę z chorzowskimi kibicami i zrozumiałem, że mogli poczuć się urażeni. Mieli żal o to, że nie podszedłem do nich, tylko podziękowałem znajomym z Warszawy. Dlatego teraz, najpierw podejdę do fanów Ruchu, a dopiero później, do tych ze stolicy.

 

Po Legii czeka Was jeszcze ważniejsze spotkanie, bo „Wielkie Derby Śląska”. Rzeczywiście jest to dla zawodnika, tym bardziej młodszego, aż tak wielkie przeżycie?

- Przeżycie znakomite, żałuję tylko, że nie było mi dane zagrać na Stadionie Śląskim. Widziałem oprawy z tych spotkań w Internecie i były fantastyczne. Każde derby są czymś wyjątkowym, bo ludzie podchodzą do nich bardzo fajnie. 

 

Między Legią, a Górnikiem, gracie w Pucharze Polski z Cracovią. Klub chce przełożyć ten mecz, pańskim zdaniem słusznie?

- Słusznie i potwierdzi to chyba każdy. Granie w tak małym odstępie czasowym nie jest zbyt dobre i normalne.

 

To tak na koniec, reprezentacja. Już czas czy jednak trochę za wcześnie?

- Moim zdanie jeszcze troszeczkę za wcześnie, będzie na to czas. Tam muszą występować piłkarze wybitni, którzy wybijają się ponad przeciętność.

 

Patrząc na to, że mamy tylko Lewandowskiego, Brożka i powracającego Jelenia, to tego powołania może się Pan spodziewać w każdej chwili.

- Jest przecież jeszcze Artur Sobiech. Czy mogę się spodziewać? Jak powiedziałem, jest jeszcze na to jeszcze czas.

 

Wierzy Pan, że znajdzie się w kadrze na Euro?

- Nawet o tym nie marzyłem. Żyję z dnia, na dzień, a Euro będzie jeszcze niejedno. Zawsze mogę zagrać na kolejnym.          

 

ROZMAWIAŁ MATEUSZ MICHAŁEK



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama