Maciej Bartoszek: Zagalopowałem się, poniosły mnie emocje
- Nie miałem w klubie wpływu na pewne sprawy, ale zawsze dawałem z siebie maksimum. Niektórzy chyba tego nie widzieli... albo właśnie widzieli, więc nie potrafili spojrzeć mi w twarz i przedstawić powody zwolnienia - mówi w wywiadzie dla www.zpierwszejpilki.com.pl Maciej Bartoszek, który ma duży żal do władz GKS Bełchatów o formę rozstania.
Piotr Tomasik: Jest takie powiedzenie - nawarzyłeś sobie piwa, to je teraz wypij. I idealnie pasuje ono do pana.
Maciej Bartoszek: - Chodzi o to, że jesienią zdobyliśmy sporo punktów i sami sobie zawiesiliśmy poprzeczkę bardzo wysoko?
I zaczęliście opowiadać w mediach, że powalczycie o europejskie puchary. Przed sezonem skazywano was przecież na spadek, co sami na początku często podkreślaliście.
- Ale to kto tak opowiadał? Bo przecież nie ja.
Początkowo nie, ale potem się pan włączył do tych hucznych zapowiedzi.
- Proszę sobie przypomnieć moje wypowiedzi. Jeżeli ktoś mnie pytał, czy gramy o puchary, to odpowiadałem, że każdy zespół w Ekstraklasie na początku walczy o mistrzostwo. To samo od kilku lat mówi Michał Probierz. To, że powtarzano, iż powalczymy o puchary było dobrym posunięciem, bo dodatkowo mobilizowało piłkarzy.
Nie jest pan trochę zły na siebie, że nie potrafił w odpowiednich momentach ugryźć się w język? Jak Orest Lenczyk, który tłumił nastroje i nawet, gdy zespół był o krok od podium, on mówił o utrzymaniu. Tym bardziej, że przed czterema laty GKS przez swoją pychę przegrał mistrzostwo kraju, a jego trenerem był wówczas właśnie Lenczyk.
- Tonowanie nastrojów nie byłoby w moim stylu, bo nie należę do osób, które lubią się asekurować. Być może dałem się ponieść emocjom, trochę się zagalopowałem. Mogłem przynajmniej powstrzymać zapędy działaczy, spróbować opanować tę sytuację.
Jaki cel przed sezonem przedstawili prezesi?
Zajęcie miejsca w przedziale 6-10.
To skąd dzisiejsze tłumaczenie władz klubu, że Bartoszek wyleciał, bo nie zrealizował celu, jakim był awans do pucharów?
- Bo te cele zmieniały się dwukrotnie. Po rundzie jesiennej postanowiliśmy, że powalczymy o podium. Byliśmy wysoko w tabeli, do drugiej Wisły traciliśmy cztery punkty. Uważałem, że jesteśmy w stanie powalczyć. Gdybym nie miał wysokich oczekiwań wobec zespołu, mielibyśmy problemy z utrzymaniem. Potem, już na wiosnę, zarząd oczekiwał trzeciego miejsca. Może i strata była niewielka, ale trzeba było patrzeć na wszystko realnie, to było mission impossible. O puchary moglibyśmy zagrać, gdybyśmy nie pozbyli się jednego z najlepszych piłkarzy.
Kogo?
- Janusza Gola.
Wiosną graliście znacznie gorzej, niż jesienią. Nie wierzę, że o wszystkim zadecydowało odejście jednego piłkarza.
- A jednak to miało duży wpływ. Od początku mówiłem, że ten transfer znacząco nas osłabi. Jesienią zgłaszałem zresztą prezesom problem środka pola, gdzie mieliśmy tylko dwóch defensywnych pomocników. Wspomniany Gol i Grzesiek Baran to za mało. Zależało mi więc na wzmocnieniu drugiej linii, dlatego też wzięliśmy Szymona Sawalę. Miał tylko wzmocnić konkurencję, ale byliśmy zmuszeni budować na nim pierwszy skład. To trochę zaburzyło funkcjonowanie zespołu.
Nie rozczarował pana Mateusz Cetnarski? Wiosną miał być liderem, a w kluczowych momentach chował głowę w piasek.
- W rundzie rewanżowej cały zespół grał poniżej oczekiwań, a na to miała przecież wpływ nie tylko słaba forma Cetnarskiego. Ale dołóżmy do tego odejście Gola, problemy zdrowotne Sawali i już mamy trzy poważne problemy. Gdyby kłopoty nas ominęły, wiosną ugralibyśmy znacznie więcej.
Pan jest bez winy? Jakieś błędy w zimowych przygotowaniach?
- Nie unikam odpowiedzialności za to, co się stało. Nie zrzucam na nikogo winy. Myślę, że w ostatnich miesiącach wahania formy były bardzo duże. Warto się zastanowić nad tym, że zbiegały się one akurat w czasie z zamieszaniem organizacyjnym w klubie.
Ma pan żal o formę rozstania?
- Tak, inaczej powinno to wyglądać. Ale nie chcę już do tego wracać.
Był pan w ogóle zaskoczony tą decyzją?
- Zacznijmy od tego, że ja też nie byłem zadowolony z naszej gry na wiosnę. Zdawałem sobie sprawę, że regres był widoczny. Z przekroju całego sezonu wypadliśmy jednak nieźle. Byłoby jeszcze lepiej, gdybym miał też wpływ na niektóre sprawy. Nie miałem, ale zawsze dawałem z siebie w klubie maksimum. Niektórzy chyba tego nie widzieli... albo właśnie widzieli, więc nie potrafili spojrzeć mi w twarz i przedstawić powody zwolnienia.
Znacznie mniejszy budżet klubu, nowy trener z niską pensją, 32-letni prezes, który nie wyklucza sprzedaży kilku piłkarzy i nie wie, czy jest sens zatrudnienia dyrektora sportowego. A do tego, fatalna frekwencja. To początek końca poważnej piłki w Bełchatowie?
- Rzeczywiście, obraz nie jest kolorowy. Nie ja powinienem jednak oceniać takie sprawy. Tym bardziej, że tak naprawdę wciąż obowiązuje mnie kontrakt [do 30 czerwca - przyp.red].
Bardziej, niż drużyna GKS na boisku, błyszczał w mediach Bartoszek? Wypromował się pan przez ten rok?
- Nie myślałem o tym, to mnie najmniej interesowało. Wiem, że po tym sezonie jestem lepszym trenerem, bardziej doświadczonym.
Co teraz?
- Pewne rozmowy trwają, ale trudno mówić o konkretach. Poznaliście mnie i wiecie, że jestem osobą bardzo ambitną. Jeżeli nie zostanę w Ekstraklasie, to zwiąże się z klubem, który będzie chciał do niej awansować. To byłoby wyzwanie. Jeżeli mój plan nie wypali, to pomyślę o zagranicznym stażu. Nie chcę siedzieć w domu z założonymi rękoma.
ROZMAWIAŁ PIOTR TOMASIK
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










