Gikiewicz: Chcemy stanąć na najwyższym stopniu podium!
- Mamy wyśmienitych piłkarzy, zresztą pokazują to nasze wyniki. Ponadto grają u nas głównie Polacy. Chcemy stanąć na najwyższym stopniu podium - zapowiada Łukasz Gikiewicz w wywiadzie dla zpierwszejpilki.pl
Trochę odwlekał się pański powrót do Ekstraklasy, ale nie ma już chyba co tego rozpamiętywać. Pewnie nie mógł się Pan doczekać tej chwili?
Pewnie, że tak. Rehabilitacja trwała dość długo, bo prawie sześć miesięcy, ale wiedziałem, że by wrócić na boisko, muszę być w stu procentach gotowy. Czekałem, czekałem, aż się doczekałem. Dziękuję trenerowi, że dał mi szansę, Wszedłem na boisko i strzeliłem bramkę, lepszego powrotu nie mogłem sobie wymarzyć.
Zawodnicy Śląska otrzymali ostatnio trzy dni wolnego. Wykorzystał je Pan rekreacyjnie czy jednak wciąż pracował, aby dojść do jak najwyższej formy?
Wiele kolegów wyjechało z Wrocławia, ja jednak zostałem. Mój brat pojechał do Olsztyna, długo tam nie byłem i chciałem się wybrać razem z nim, ale po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że muszę zostać i popracować z trenerem Barylskim. Zajmowaliśmy się siłą, mocą oraz koordynacją. O odpoczynku nie ma więc mowy. Wiem ile gikmi jeszcze brakuje.
Jak się Pan czuje, nie ma już w ogóle śladu po kontuzji...
...Wszystko jest dobrze. Noga zachowuje się na boisku tak jak powinna, a to jest przecież najważniejsze. Uraz nie pozostawił też żadnego śladu w psychice, mogę robić to, co lubię najbardziej, czyli ostro walczyć z obrońcami. Teraz czekam tylko na kolejną szansę od trenera.
Nie widzieliśmy Pana na boisku przez pięć miesięcy. Jak Pan przeżył tak długi rozbrat z piłką?
Każda rozłąka z futbolem, dla zawodnika, który gra na poziomie Ekstraklasy jest bardzo ciężka. Tym bardziej, jak zespół odnosi sukcesy i ma możliwość gry w europejskich pucharach. Bolało mnie to, ale jak już kiedyś powiedziałem, mam nadzieję, że los odda nam to i razem z Przemkiem Kaźmierczakiem oraz Jarkiem Fojutem zdobędziemy w tym roku mistrzostwo.
Miał Pan podczas rehabilitacji momenty zwątpienia?
Raczej nie. Po kontuzji zawodnik wraca dużo silniejszy. Wiedziałem, że muszę ten okres przepracować bardzo mocno, a że lubię pracować, to nie było z tym problemu. Miałem doskonałą opiekę, no i wróciłem. Jak widać, jak na razie idzie mi nieźle.
Miał Pan wsparcie ze strony trenera Lenczyka?
Oczywiście, trener na każdej odprawie podkreślał, że zawodnicy, którzy odpadli z powodu kontuzji, byli dla niego ważnymi ogniwami.
A Diaz i Voskamp interesowali się co u Pana czy raczej nie przeszkadzało im to, że wśród snajperów była mniejsza konkurencja?
Z racji tego, że obaj nie mówią po polsku, to do mnie nie dzwonili. Mamy taką paczkę, że każdy jest za każdym. Wspieramy się i nie ma żadnych złośliwości. Było to zresztą widać, jak cieszyliśmy się ze strzelonych bramek w ostatnim meczu z Polonią. Atmosfera, jak przystało na lidera T-Mobile Ekstraklasy – jest wzorowa. Nie było czegoś takiego, że Diaz czy Voskamp źle o mnie myśleli. Jest nas teraz trzech, a że mamy przewagę obcokrajowców, to ja mam problem, by się z nimi dogadać. Konkurencja tylko pomoże.
Był Pan całkowicie zadowolony z tego jak przebiegała rehabilitacja?
Od razu po złapaniu kontuzji postanowiłem przenieść się z Wrocławia do Warszawy. Zaufałem tamtejszym lekarzom i jestem zadowolony.
Zmienił się Pan w pewien sposób przez ten uraz?
Każda kontuzja czegoś uczy. Ta, nauczyła mnie tego, że w każdej chwili mogę stracić to, co kocham i mogę być zmuszony oglądać to wszystko z boku. Strasznie męczyło mnie to oglądanie spotkań, bo sam chciałem w końcu zacząć grać. Teraz doceniam to co mam i cieszę się z każdej chwili spędzonej na boisku.
Jak się Panu grało w Młodej Ekstraklasie, na występy, w której był Pan skazany na początku?
Zagrałem dwa mecze, strzeliłem dwie bramki, choć mogło być ich jeszcze więcej. Sytuacje były, ale gorzej ze skutecznością. Muszę właśnie popracować nad wykańczaniem akcji, bo piłka w polu karnym mnie szuka. Jeśli chodzi o Młodą Ekstraklasę, to zarówno dla mnie, jak i dla Jarka Fojuta było to tylko przetarcie. Nie ma co tego porównywać do ekstraklasy. Prawdziwy test miałem właśnie z Polonią. Długo się nie nagrałem, ale szansę wykorzystałem.
W Młodej Ekstraklasie występuje Pana brat – Rafał. Pańskim zdaniem, dobrze zrobił przechodząc do Śląska?
Na pewno zrobił krok do przodu, bo uczy się od świetnego fachowca, jakim jest Marian Kelemen. Może się od niego dużo nauczyć. Lepiej grać w Młodej Ekstraklasie, niż nic nie robić. Rafał sam zgłasza się, by jeździć na mecze z Młodym Śląskiem. Tak zachowuje się piłkarz profesjonalny – nie tylko trenuje i bierze pieniądze, ale chce także grać w jakichś meczach. Jeśli nie ma szans na grę w T-Mobile Ekstraklasie, to występy w ME nie są taką złą opcją. Rafał czeka na szansę, ostatnio dostał ją w Pucharze, wygraliśmy to spotkanie, więc jest się z czego cieszyć.
Większą szansę, może jednak dostać chyba tylko po odejściu z klubu Kelemena.
Zgadza się, ale nie chciałbym wypowiadać się w jego imieniu. Brat zrobił postępy, jak przychodził do nas z Jagiellonii, to prezentował się zupełnie inaczej. Czasem naprawdę warto poczekać i być pokornym, w końcu samo życie nam to wynagrodzi. Mam nadzieję, że będzie nam dane zagrać razem w barwach Śląska.
Wróćmy do Pana. Z zadowoleniem spełnił Pan rozstrzygnięcie zakładu i użył maszynki?
Oczywiście, że tak (śmiech). To nie był zakład, tylko moje własne postanowienie. Nie musiałem nic nikomu udowadniać, po prostu chciałem jak najszybciej wrócić na boisko. Wróciłem, no i się ogoliłem. Każdy mówił, że już czas najwyższy, bo nie wyglądałem za dobrze.
No właśnie, podobno nowy wygląd niezbyt spodobał się pańskim kolegom...
Tak, ale bardziej to było brane na żarty niż na poważnie.
W następnej kolejce gracie z GKS-em, potem Podbeskidzie, Lechia i Zagłębie. Szanse na to, że odskoczycie w tabeli rywalom są więc naprawdę duże.
Szanse duże, ale mecze łatwe nie będą. Na takie spotkania trzeba mobilizować się podwójnie. Mamy dwa tygodnie przerwy i ciężko je przepracujemy. Mamy dwa treningi dziennie, dzisiaj też były ciężkie zajęcia (rozmawialiśmy 07.10.2011-red.), a jutro jedziemy na sparing do Oławy. Każdy zdaje sobie sprawę, że właśnie dzięki zwycięstwom w najbliższych meczach, możemy uciec w tabeli. Z drugiej strony, zachowujemy spokój.
Mimo licznych kontuzji, świetnie dajecie sobie radę. A wszystko dzięki długiej i wyrównanej kadrze.
Na każdą pozycję mamy po dwóch, trzech równorzędnych zawodników. Nie pozostaje nic innego, tylko się z cieszyć. Gdy wypada jeden, wchodzi ten drugi, a na boisku nie widać żadnej różnicy. O to chyba chodzi.
Wielkie brawa należą się trenerowi Lenczykowi.
Każdy widzi, że trener przyszedł i poukładał drużynę. Zdobyliśmy wicemistrzostwo, teraz jesteśmy liderem, nie ma w tym żadnego przypadku.
Patrząc na to, co prezentuje Wisła i Legia, odpadnięcie z europejskich pucharów, w sumie wyszło Wam na dobre?
Po to się gra, żeby wygrywać, szkoda więc, że odpadliśmy z tych pucharów. Mogliśmy skuteczniej pokazać się na arenie międzynarodowej. Odpadliśmy – i koncentrujemy się teraz na lidze oraz krajowym Pucharze. Na inne drużyny nawet nie patrzymy. Gram w Śląsku i interesuje mnie tylko ta drużyna. Liczę na to, że Śląsk pozostanie do końca na tym miejscu i to na nas będą patrzyli z dołu tabeli.
Na początku sezonu, z podziwem patrzyliśmy na atak Diaz-Voskamp. Teraz wrócił Pan, aż strach się bać.
Ja jestem dobrym i grzecznym człowiekiem, nie ma powodów, by się mnie bać. Na boisku po prostu walczę z obrońcami, z tego jestem znany. Mamy trzech równorzędnych napastników, tak powinno być w profesjonalnym klubie. Całej naszej trójce zdrowa rywalizacja wyjdzie na dobre.
Gra, którego z Pana kolegów-snajperów podoba się Panu bardziej?
To nie mnie ma się podobać ich gra. Jeśli trener zadecyduje, że mam grać z Voskampem albo z Diazem czy postawi na atak Diaz-Voskamp, to jego decyzja. Nie ma się co obrażać. Nie jestem obrażalski i jeżeli będę musiał usiąść na trybunach, to usiądę. Będzie to oznaczać, że muszę pracować jeszcze mocniej.
Lada moment przechodzicie na nowy stadion. To pewnie frustrujące, że trwało to tak długo?
Dobrze idzie nam przy Oporowskiej, więc aż tak bardzo sobie tym głowy nie zaprzątamy. Może w głębi duszy, każdy z nas trochę o tym myśli, ale nie ma dla nas znaczenia czy przeniesiemy się dzisiaj czy za dziesięć dni. Jesteśmy profesjonalistami i będziemy grać, tam, gdzie będziemy musieli.
Nowy stadion, a co za tym idzie więcej kibiców. Kibiców, którzy, od jakiegoś czasu, walczą z premierem Tuskiem. Jak Pan na to patrzy?
Sprawy polityczne mnie nie obchodzą. Powiem tylko tyle, że mamy świetnych kibiców. Liczymy, że na otwarciu z Lechią, o ile ten termin znów nie ulegnie zmianie, zjawi się komplet kibiców, którzy poniosą nas do zwycięstwa. Piłkarze z Gdańska nie mogą sobie poradzić na swoim nowym obiekcie, bo przenosiny na takiego „olbrzyma” nie są na pewno łatwe. Oby z nami było inaczej i obyśmy zdobywali tam punkty tak często, jak przy Oporowskiej.
Świetne wyniki, zarówno w zeszłym, jak i w tym sezonie, teraz nowy stadion, myśli Pan, że nastąpiła era wielkiego Śląska?
Drużyna budowana jest po to, by była wielka. Zdobyliśmy już wicemistrzostwo, teraz chcemy stanąć na najwyższym stopniu podium, aby przestano mówić tylko o wielkiej trójce ligi, czyli Wiśle, Legii i Lechu.
Wasz szkoleniowiec ma o tyle dobrze, że nie rozjeżdżacie się na reprezentację. Uważa Pan, że któryś z pańskich kolegów zasługuje na to, by zagrać w naszej kadrze?
Właśnie dziwne jest to, że jesteśmy liderem i żaden z nas nie występuje w reprezentacji. Trener Smuda ma widocznie inną koncepcję, mnie jako zawodnikowi, nie należy tego komentować. Mamy wyśmienitych piłkarzy, zresztą pokazują to nasze wyniki. Patrząc na czołówkę ekstraklasy w Śląsku gra chyba największa ilość Polaków. Myślę więc, że jakieś powołanie powinno się znaleźć, ale tak jak pan powiedział trener Lenczyk jest z takiej sytuacji zadowolony.
Myśli Pan, że kiedyś dostanie szansę zaprezentować się w reprezentacji?
Każdy zawodnik musi mieć ambicję. Jeżeli ktoś mówi, że nie myśli o grze w kadrze, to po prostu kłamie. Ja trenuję po to, by kiedyś dostać szansę zagrać z orzełkiem na piersi i tego nie ukrywam. Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili jestem od tego bardzo daleko, ale życie przynosi niespodzianki i może któregoś dnia znajdzie się tam miejsce i dla mnie.
Po Euro do kadry być może trafi trener Lenczyk, który lubi stawiać na zawodników, z którymi pracował już wcześniej. Szanse będą więc większe.
No i wtedy, gdy pan zadzwoni, być może będziemy mogli rozmawiać o tym, że w kadrze jest pięciu zawodników Śląska. Tak naprawdę bardzo cieszymy się z tego.
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










