mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

« Przejdź do działu 'Wywiady'


Data dodania: 2011-06-20 20:02:20

Jakub Cieciura: Każda strona ma swoje racje


Cieciura Jakub- Trudno coś powiedzieć na ten temat. Każda strona ma swoje racje. Czas pokaże czy było to potrzebne. - mówi w wywiadzie dla portalu www.zpierwszejpilki.com.pl występujący w minionym sezonie w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski Jakub Cieciura

W decydujących o waszym losie spotkaniach z Łódzkim KS-em i Sandecją Nowy Sącz musieliście zdobyć chociaż jeden punkt. Jaka atmosfera panowała w szatni przed tymi pojedynkami i co twoim zdaniem zadecydowało o dwóch porażkach.

- No zgadza się brakowało jednego „oczka”, żeby utrzymać I ligę w Ostrowcu. Niby tak niewiele, a zarazem bardzo dużo. W meczu z ŁKS-em spisaliśmy się dość dobrze. Mający już awans do Ekstraklasy w kieszeni łodzianie nie potrafili poważnie zagrozić naszej bramce. Tak się złożyło, że pomogliśmy im otworzyć wynik (gol samobójczy-red.). Potem próbowaliśmy wyrównać, no ale jedna kontra ŁKS-u i było już 0-2. Po tym meczu wydawało nam się jednak, że ten magiczny punkt uda nam się jednak ugrać w Nowym Sączu, aczkolwiek zdawaliśmy sobie sprawę, że wisi nad nami małe fatum. Spotkania z Sandecją były dla KSZO zawsze trudne, nigdy nie udało nam się wygrać z nimi na wyjeździe. Niestety przegraliśmy i tym razem. Zadecydowały moim zdaniem problemy kadrowe jakie mieliśmy. Do Nowego Sącza pojechaliśmy w czternastu. Ciężko się gra mecz o życie z taką ilością zawodników. W samym spotkaniu też przydarzyły się nam kontuzje. Najpierw wypadł Radek Kardas, potem Mikołaj Skórnicki, który zastąpił Kardasa na stoperze. Pech chciał, że straciliśmy drugą bramkę akurat wtedy, gdy Mikołaj był opatrywany przez lekarza poza boiskiem. Chwilę później było już 1:3. Tym razem zawinił trochę nasz bramkarz, którego błąd wykorzystał Aleksander.

Wynik 1:1 utrzymywał się dość długo i nagle Sandecja w małym odstępie czasowym strzeliła wam dwie bramki...

- W Sandecji gra wielu świetnych zawodników. Mają również bardzo dobrego trenera, który dobrze poskładał ich zespół. Mimo że przez cały mecz nas cisnęli, przez długi czas udawało nam się uchronić przed stratą drugiej bramki. Drużyna traci na jakości, kiedy wskutek kontuzji schodzą podstawowi gracze. Sam wiem, że nagłe wejście z ławki na murawę nie jest łatwe.  

A jakbyś miał podać kilka przyczyn, które spowodowały, że w Ostrowcu nie ma już I ligi?

- Na nasz spadek złożyło się wiele czynników. Sytuacja organizacyjna i finansowa w klubie nie była najlepsza. Do tego jak już wspomniałem, mieliśmy zbyt krótką kadrę. Trener nie miał pola manewru, musiał nami rotować na wszelkie sposoby. Na przykład ja grałem w tym sezonie na wielu różnych pozycjach. Z tego, co pamiętam, szkoleniowiec wystawiał mnie i na lewej i na prawej obronie, podobnie zresztą jak i w pomocy. Zdarzyło się nawet, że grałem jako środkowy pomocnik. Tych kilka przyczyn spadku się ze sobą łączy. KSZO nie mogło pozwolić sobie na wyrównaną, 22-lub 23-osobową kadrę właśnie z powodów finansowych. I liga nie jest miejscem, gdzie można funkcjonować jakimiś małymi kosztami. Z sytuacją jaka miała miejsce w klubie, ciężko byłoby poradzić sobie nawet w niższej lidze. W trakcie sezonu wycofały się już Odra i GKP, bo też nie miały pieniędzy. U nas nie było jednak tak źle jak u nich, gdzie zawodnikom w pewnym momencie nie płacono w ogóle. My mogliśmy liczyć na trochę pieniędzy z tytułu stypendium dawanych przez miasto. Mieliśmy sponsora tytularnego – Hutę, której wkład pozwalał na dalsze funkcjonowanie zespołu. Ale to było za mało. Nie obwiniam jakiejś jednej osoby z zarządu. Po prostu bez dużego sponsora, który jest w stanie spłacić długi nie da się utrzymać w I lidze. Z powodu spadku, KSZO straci teraz pewnie wszystkich podstawowych piłkarzy. Z ważnymi kontraktami zostało chyba dwóch czy trzech graczy. Innym kończą się kontrakty i chyba zdecydują się na odejście.

No właśnie, KSZO nie miało pieniędzy. Czy właśnie sprawy finansowe sprawiły, że jeszcze w czasie sezonu z Ostrowca do Serbii wyjeżdżali Nikola Kolarov i Igor Pavlović?

- Tak. Jeszcze wcześniej, dużo wcześniej z Ostrowca wyjechał Damian Nawrocik, który znajdował się w takiej samej sytuacji jak dwójka Serbów. Nie mogli oni liczyć na dodatkowe pieniądze ze stypendium. Niestety, jeśli jest się w innym kraju i ma się świadomość, że jest się daleko od rodziny, bardzo trudno sobie wtedy poradzić. Wracając do sprawy Damiana. Pochodzi on z Poznania, ma dwójkę dzieci. Wiadomo, musiał płacić za mieszkanie w Ostrowcu i tam, i u siebie. Za pieniądze, które dostawał było mu bardzo ciężko wytrwać. W dzisiejszych czasach nikt nie robi nic za darmo. Nie da się żyć powietrzem. W przeszłości, będąc jeszcze na garnuszku u rodziców jakoś dało się przeżyć. Teraz jednak, gdy prawie każdy z nas ma do utrzymania rodzinę, nie można pozwolić sobie na brak pensji. Nie mówię, że w Ostrowcu nie płacili nic, ale powtarzam, że głównie dostawaliśmy pieniądze ze stypendiów.

Pavlović i Kolarov nie są już zawodnikami KSZO. Również ty postanowiłeś odejść z Ostrowca. Zostałbyś gdyby KSZO zdołało utrzymać się w I lidze?

- Jeśli nie miałbym gwarancji, że sytuacja finansowa się zmieni, to odszedłbym mimo wszystko. Grałem w Ostrowcu dwa lata i przez ten czas nazbierało się wiele zaległości względem mojej osoby i chyba nie chciałbym ich powiększać. Z drugiej strony gra w Ostrowcu była mi na rękę. Mieszkam w Lipsku, które znajduje się 30 kilometrów od tego miasta, więc codzienne dojeżdżanie nie było dla mnie żadnym problemem. Na miejscu mam żonę i dziecko. Czego chcieć więcej?     

Nie szukałeś sobie jednak dość długo nowego miejsca pracy...

- Tak, parafowałem już umowę z Olimpią Grudziądz, także mogę potwierdzić, że od nowego sezonu będę reprezentował barwy właśnie tego klubu. Gra już tam kilku moich kolegów, którzy wcześniej występowali w Ostrowcu, także nie będzie to dla mnie jakieś nowe środowisko. Personalnie Olimpia wygląda bardzo ciekawie. Myślę, że mimo iż dla Olimpii będzie to pierwszy w historii sezon w I lidze, to będziemy w stanie spokojnie się utrzymać.

A myślisz, że Olimpię stać na coś więcej niż walkę o utrzymanie, czy powiedzmy środek tabeli?

- Patrząc na chłopaków, którzy tam grają, zdecydowanie Olimpia ma szansę na górną połówkę tabeli. Już teraz jest tam kilku zawodników ogranych w Ekstraklasie i I lidze. Działacze z Grudziądza starają się pozyskiwać doświadczonych graczy. Ruchy kadrowe są naprawdę przemyślane, widać, że ludzie ci chcą, aby przygoda Olimpii z I ligą nie skończyła się tylko na tym jednym sezonie. Nie będę tutaj mówił o walce o awans do Ekstraklasy, bo zespół z Grudziądza musi najpierw zobaczyć jak organizacyjnie wygląda I liga. Najważniejsze to zapewnić sobie utrzymanie. Chciałbym,żeby się tak stało i wierzę, że nam się to uda.

Wróćmy do KSZO. Jakbyś miał podsumować krótko zakończony sezon. Widzisz w nim tylko i wyłącznie same minusy?

- Na pewno były spotkania, w których dobrze się spisywaliśmy. W pewnych momentach nawet fajnie to wszystko zaczęło wyglądać. Po chwili jednak się posypało. A to kontuzja, a to coś innego... . Sam z powodu urazu nie mogłem grać przez trzy tygodnie i powiem szczerze, że po powrocie na boisko ciężko mi było wrócić do formy, którą prezentowałem na początku tej rundy. Co do kwestii spadku, według mnie zaważyła jesień, w czasie której pogubiliśmy głupio mnóstwo punktów. Przegraliśmy wtedy wiele spotkań tylko jedną bramką różnicy. Mając korzystny rezultat, w ostatnich minutach traciliśmy bramki. Tak było na przykład w meczu z Podbeskidziem, w którym prowadziliśmy 1:0, a jednak przegraliśmy.

Kto twoim zdaniem był najlepszym i najrówniej grającym zawodnikiem KSZO na przestrzeni całego sezonu?

- To pytanie powinno być skierowane do trenera. Każdy z nas dawał tyle, na ile było go stać. W drugiej rundzie bardzo pomógł nam Tomek Dymanowski, który mimo swojego wieku prezentował się w bramce naprawdę bardzo dobrze. Należy mu za to podziękować, bo w kilku meczach uchronił nas przed gorszymi wynikami i dzięki niemu mieliśmy na swoim koncie kilka punktów więcej.

A co powiesz o współpracy z trenerem Jakołcewiczem?

- Na pewno będę sobie chwalił tę współpracę. Miał trudne zadanie - poskładać to wszystko. Do tego jeszcze ciągłe kontuzje. Polscy trenerzy z pewnością mają mniejszy komfort pracy niż ci z Zachodu. U nas nikt nie jest w stanie pracować w klubie przez okres kilkunastu lat. Podobnie jest ze szkoleniem młodzieży. Nie jest to odkryciem, że bardzo odstajemy pod tym względem od innych państw europejskich. Dopiero teraz system szkolenia powoli zaczyna się odbudowywać. Nie tylko w KSZO, ale i w całej Polsce, trenerzy głównie wolą szukać nowych piłkarzy niż stawiać na dobrych wychowanków. Dzieje się tak, ponieważ w wielu przypadkach takich po prostu nie ma. Polskie zespoły mają manię wymiany połowy zespołu w jednym momencie. To powinno być zjawisko stopniowe.

Ostatnio dużo mówiło się o wracającym do formy Vahanie Gevorgyanie. Myślisz, że ma jeszcze szansę na ponowne zaistnienie w Ekstraklasie?

- No pewnie, że ma. Jest świetnym zawodnikiem. Pokazał to w Ostrowcu, gdzie szybko się odbudował i bardzo nam pomógł. Zanotował sporo asyst, strzelił kilka bramek. Nie bez powodu grał kiedyś w kadrze. Wciąż imponuje szybkością i wydolnością. Vahan ma wciąż wszelkie predyspozycję na to, by grać na jak najwyższym poziomie.  

Do Ekstraklasy awansował Łódzki KS oraz Podbeskidzie Bielsko-Biała. Zgadzasz się z takimi rozstrzygnięciami czy umieściłbyś w tej dwójce kogoś innego?

- Na dziś uważam, że oba zespoły zasłużenie awansowały do Ekstraklasy. Zdobyły taką, a nie inną ilość punktów, gdyż grały najrówniej. Przed sezonem mówiło się, że do najwyższej klasy rozgrywkowej jak najszybciej wrócić chce Piast czy Odra. Również o swoich aspiracjach głośno mówiła szczecińska Pogoń. Niestety dla nich, nic z tych szumnych zapowiedzi nie wyszło. Myśląca o Ekstraklasie Odra skończyła tragicznie. Niestety,  w I lidze zespoły nie mogą liczyć na pieniądze z Canal Plus, który transmituje spotkania elity. W przypadku zespołu z Wodzisławia, pieniądze z telewizji dawały takie poczucie zabezpieczenia, które zniknęło w I lidze.

A masz jakichś swoich faworytów do awansu z I ligi do Ekstraklasy w najbliższym sezonie?

- Na pewno stawiałbym na Pogoń Szczecin. Może za rok do Ekstraklasy uda się wrócić również Piastowi. Stabilnym i dobrze poukładanym klubem jest Nieciecza, która jednak w tym sezonie z dobrymi zawodnikami w składzie do ostatniej chwili broniła się przed spadkiem. Nieciecza ma wielki potencjał i myślę, że jeśli zawodnicy uwierzą, że są w stanie włączyć się w walkę o awans, to będzie bardzo groźna. Do I ligi awansował również Zawisza. Bydgoszcz jest w końcu miastem o bardzo dużym zapotrzebowaniu na piłkę na wysokim poziomie. No i oczywiście trzeba pamiętać o Arce Gdynia. Mają tam piękny stadion, który z pewnością przeznaczony jest do grania w Ekstraklasie, a nie I lidze.

W Ekstraklasie zanotowałeś cztery występy. Pewnie chciałbyś powiększyć ten dorobek?

- Każdy chyba myśli o grze w Ekstraklasie. Bardzo chciałbym zanotować kolejne spotkania w najwyższej klasie. Powrót tam nie jest jednak taki prosty. Kto wie, gdyby nie ta tegoroczna kontuzja to może coś by się „urodziło”, bo fajnie się prezentowałem i dobrze to wyglądało. Niestety jednak  w meczu z Łęczną doznałem urazu mięśni brzucha i musiałem sobie odpuścić kilka spotkań. Do formy sprzed kontuzji wrócić jest bardzo trudno, mi się to nie udało. Czułem, że jest coś nie tak.  Gdy zacząłem już grać w pełni sił, ze składu z powodu kontuzji łękotki wyleciał Piotrek Nowosielski. Tak właśnie wyglądał cały sezon w Ostrowcu – jeden wracał, drugi wypadał i tak w kółko. Czy jednak żałuję, że trafiłem do Grudziądza? Na pewno nie. Nie trafiłem do Ekstraklasy, takie jest życie piłkarza. Z Olimpią rozmawiałem już w grudniu. Powiedziałem im, że jeśli w czerwcu nadal będą zainteresowani moją osobą to wrócimy do rozmów. No i wróciliśmy.

A czemu twoim zdaniem nie zagościłeś na dłużej w Ekstraklasie? Pewnie przechodząc do Bełchatowa myślałeś, że twoje losy potoczą się trochę inaczej?

- Ogólnie bardzo miło wspominam okres gry w Bełchatowie. Zaliczyłem cztery występy w Ekstraklasie – dla jednych to dużo, dla innych mało. Dla mnie zdecydowanie to drugie. W pewnym momencie już nawet dość dobrze zacząłem się tam prezentować, ale przyplątała się mi kontuzja kolana. Popełniłem mały błąd, gdyż postanowiłem leczyć się poza klubem, tak jak podpowiedział mi menedżer. Może gdybym postąpił inaczej, nie zostałbym skreślony przez trenera i działaczy, a tak niestety musiałem odejść. Przeszedłem do Hetmana Zamość, później do GKP. Na pewno trochę żałuje. Gra w GKS-ie była dla mnie fajną przygodą. Możliwość grania z piłkarzami występującymi w swoich reprezentacjach to świetne przeżycie.

Wspomniałeś o Hetmanie. Z tego co wiem, bardzo dobrze wspominają Cię tamtejsi kibice. Masz jakieś miłe wspomnienia z gry w Zamościu?

- Tak, bardzo dobrze wspominam czasy, gdy występowałem w barwach Hetmana. Bardzo miłe jest to, że kibice pamiętają cię z występów w ich drużynie i życzą powodzenia w dalszej przygodzie z piłką. W Zamościu spędziłem tam dłuższy okres. W drużynie panowała świetna atmosfera. Występowało tam wielu świetnych zawodników. Prawie udało nam się z chłopakami zrobić awans, zabrakło bardzo niewiele. Od tego momentu problemy finansowe klubu coraz bardziej się zwiększały i jak wiemy, Hetmana nie ma w tej chwili na mapie klubów piłkarskich Polski. Śledzę jednak co się tam dzieje. Wiem, że jacyś ludzie chcą reaktywować Hetmana.

Czyli co, patrząc na całą Twoją karierę, najlepiej czułeś się w Zamościu?

- Nie, nie jestem w stanie wybrać jednego miejsca. Dobrze czułem się na przykład też w Radomiaku, skąd trafiłem przecież do Ekstraklasy. Nie da się źle wspominać klubów, w których grało się przez dłuższy okres. W końcu w tym czasie człowiek zżywa się z kolegami klubowymi i z samym miastem. Mimo że przygoda z Bełchatowem nie była dość udana, klub ten cały czas jest częścią mojego życia. Uważnie patrzę co się tam u nich dzieje, mam też tam jeszcze kilku kolegów z którymi występowałem razem na boisku. Niekiedy, w różnych drużynach było naprawdę zabawnie. Na przykład taki Marcin Folc, niezwykły kabareciarz. W jego towarzystwie non stop się śmialiśmy. Można powiedzieć o nim człowiek-pomysł. Co chwila miał jakiś nowy plan żeby nas rozśmieszyć. Bardzo fajny chłopak. Jest wielu zawodników, z którym przeżyłem miłe chwile.

Przez zespoły, w których grałeś przewinęło się mnóstwo piłkarzy. Mógłbyś wyróżnić kogoś, kto szczególnie Cię zachwycił? Chodzi mi o kogoś takiego, z kim miałeś okazję trenować.

- Każdy ma inne predyspozycje. Jedni mają świetną technikę, drudzy nadrabiają jej brak czymś innym. Z pewnością na wyróżnienie zasługuje jednak Łukasz Garguła. Gdy grałem w GKS-ie był akurat w szczytowej formie. Wszyscy o niego zabiegali, z tego co pamiętam był temat transferu za granicę. Po okresie gry w Ostrowcu wyróżniłbym też Vahana Gevorgyana. Jest też przecież Dawid Nowak, który po kontuzjach nie błyszczy już tak jak kiedyś. Myślę jednak, że za niedługo ponownie wróci do formy. Muszę chyba wspomnieć o Radku Matusiaku, który odszedł w pewnym momencie do Palermo, gdzie jego losy nie potoczyły się tak jak sobie wymarzył. Jak już mówiłem, mieliśmy ciekawą ekipę w Zamościu. Był Marek Piotrowicz, Dawid Bartos i wielu, wielu innych. Mógłbym wymieniać bez końca. Gdybym miał jednak postawić na jedno nazwisko, w końcowym rozrachunku wybrałbym Gargułę.

Masz dwuletnią córkę. Jej przyjście na świat pewnie zmieniło twoje życie. Piłka zeszła trochę na dalszy plan?

- W sumie jak jest się piłkarzem, całe życie trzeba podporządkować piłce. Tak czy inaczej gdy pojawia się dziecko, dotychczasowy życiowy "grafik" całkowicie się zmienia i to ono staje na pierwszym miejscu. Wszystko poukładane jest teraz pod moją córkę. Jak na razie dajemy sobie z żoną świetnie radę. Pomagamy sobie nawzajem i  wychowujemy córkę tak, aby nie sprawiała nam większych problemów. Jesteśmy we trójkę bardzo szczęśliwi i nie mamy na co narzekać. Teraz niestety sam muszę jechać do Grudziądza...

Masz 28 lat. Masz jakieś rozeznanie swojego organizmu i wiesz, ile dasz radę grać jeszcze na wysokim poziomie?

- Póki co czuję się dobrze. Myślę, że mam przed sobą jeszcze kilka sezonów. Czy będzie to najwyższy poziom czy nieco niższy, ciężko mi powiedzieć. W dzisiejszych czasach dzięki coraz lepszej kontroli medycznej można grać na najwyższym poziomie do 37, 38 lat. Niektórzy mając 33 czy 34 przeżywają drugą młodość. Przy dobrej opiece można przedłużyć wiek grania o dobrych kilka lat. 

Wspomniałeś kiedyś, że po zakończeniu kariery zawodniczej chciałbyś pozostać w futbolu.

- Niektórzy piłkarze po zakończeniu kariery całkowicie odcinają się od sportu, gdyż mają inne plany na życie. Ja chciałbym pozostać w piłce, bo lubię to, co robię. W przyszłości planuje spróbować swoich sił w trenerce. Czy osiągnę jakieś sukcesy na tym polu? Nie ma pewności. Nie zawsze dobry zawodnik zostaje takim samym szkoleniowcem.

Wychowałeś się tutaj, w Lipsku. Od zawsze chciałeś być piłkarzem?

- Piłka zawsze była gdzieś blisko mnie. Na pewno bardzo pomógł mi mój ojciec, który interesował się sportem. Pamiętam jak przyniósł mi tutaj do naszego klubu - Powiślanki, pierwsze getry, spodenki, koszulkę i piłkę. Od zawsze lubiłem sport. Gdy tylko pozwalała pogoda, szedłem grać na stadion, który znajduje się blisko mojego domu. Przebywałem tam czasem od samego rana do wieczora, a do domu wracałem tylko po to, żeby coś zjeść. Nie miałem jednak od samego początku takiej świadomości, że będę piłkarzem. To przychodziło z czasem. Pewnie gdyby istniał jakiś system szkolenia gdy zaczynałem, byłbym lepszym zawodnikiem. Od najmłodszych lat nie trenowałem tak, jak powinno się to robić w takim wieku. Muszę przyznać, że dużo zawdzięczam trenerowi Fitasowi. Spod jego skrzydeł wypłynąłem na szerokie wody. To on powiedział mi, że mam predyspozycję, aby grać na dobrym poziomie. Cieszę się, że było mi dane zagrać gdzieś wyżej niż w okręgówce czy czwartej lidze. Dzięki piłce poznałem masę fajnych ludzi. Z perspektywy czasu nie żałuję, że wybrałem taki zawód.

A gdy zaczynałeś już przygodę z poważniejszą piłką, wzorowałeś się na kimś? Miałeś jakiś swój piłkarski wzorzec?

- Nie, nie było jakiegoś jednego zawodnika, z którego brałem przykład i na którym się wzorowałem. Jestem takim człowiekiem, że podpatruję wszystkich i od każdego coś tam staram się wyciągnąć.

Za rok Euro w Polsce i na Ukrainie. Wybierasz się na jakieś spotkania? Jesteś w ogóle  kibicem kadry Franciszka Smudy?

- Czy reprezentacja gra lepiej czy gorzej, zawsze oglądam jej mecze do końca. Nie rozumiem jak można utożsamiać się z zespołem tylko gdy mu się powodzi. Wierzę, że kadra Smudy jest w stanie osiągnąć coś na mistrzostwach. Czy wybieram się na mecz? Nie wiem, wszystko zależy od rodziny. Jak skończą się rozgrywki ligowe, będę chciał jak najwięcej czasu poświęcić dziewczynom. W telewizji Euro na pewno obejrzę, a czy na żywo, to się okaże.

Tematem numer jeden w ostatnich tygodniach byli kibice. Czy to zamieszanie spowodowane zamykaniem stadionów było twoim zdaniem potrzebne?

- Trudno coś powiedzieć na ten temat. Każda strona ma swoje racje. Czas pokaże czy było to potrzebne. Według mnie chyba jakichś wymiernych skutków to nie przyniesie. Sytuacja ta na pewno nie pomagała nam, piłkarzom, bo gra przy pustych trybunach nie jest czymś przyjemnym. Piłka jest dla kibiców.

Masz teraz kilka dni wolnego. Jakieś plany na krótkie wakacje?

- No niestety, przerwa jest zbyt krótka by coś  planować. Moja żona pracuje, jest nauczycielką, ja w przyszłym tygodniu się bronię, a zaraz po tym rozpoczyna się okres przygotowawczy. O wakacjach pomyślimy chyba na zimę, a na razie „home, sweet home”...

 

Rozmawiał Mateusz Michałek
Fot.: CyfraSport



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik



marysia, 2011-06-27 22:19:10

forca inter!!

Dodaj komentarz

Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik


Reklama