Michniewicz: Musimy wyjść z zaścianka
- Wygrane polskich drużyn w pucharach są w interesie polskiej piłki. Musimy zbierać te punkty i wyjść z zaścianka - mówi w rozmowie z serwisem zpierwszejpilki.com.pl, Czesław Michniewicz.
Za nami trzy kolejki T-Mobile Ekstraklasy, Jagiellonia z pięcioma punktami zajmuje piąte miejsce w tabeli. Jak Pan oceni dorobek punktowy w stosunku do tego co drużyna pokazuje na boisku?
- Co pokazujemy na boisku, czego nie, ja bym tak tego nie rozgraniczał. Mamy pięć punktów, Wisła gdy zdobywała tytuł mistrzowski też nie w każdym meczu prezentowała porywający futbol, a po prostu gromadziła punkty. Oczywiście niedosyt pozostaje, nie wygraliśmy spotkania u siebie, nie wygraliśmy na wyjeździe z Podbeskidziem, z którym prowadziliśmy dwoma bramkami. Ale to jest sezon i takie mecze będą się zdarzały. Przed nami jeszcze 27 spotkań i po nich będzie się dopiero patrzyło na tabelę. Każda z drużyn szczęśliwie zdobędzie i pechowo straci jakieś punkty, to jest pewne.
Postawmy sprawę jasno, gdyby nie Frankowski mielibyście na koncie jeden punkt. Co prawda napastnicy są od strzelania bramek, ale to...
- ...to jest złe postawienie sprawy. Uważam, że jeden Frankowski meczu nie wygra ani nie zremisuje, potrzebnych jest kolejnych dziesięciu zawodników. Tomek wykańcza akcje, na które wszyscy mocno pracują. Jest gwiazdą, nie tylko Jagiellonii, ale całej ligi i cieszę się, że taki zawodnik w drużynie jest. Nie umniejszałbym jednak roli innych zawodników. Przecież też mają wkład w te zdobywane punkty.
Chodziło mi o to, że to chyba mało komfortowe dla trenera, że może liczyć na bramki tylko jednego zawodnika.
- Rzeczywiście jest to problem, bo łatwo pokryć Jagiellonię jeśli chodzi o swoją połowę. Jak na razie wystarczy po prostu dobrze pokryć Frankowskiego. Na szczęście jeszcze nikomu się to nie udało.
Strach pomyśleć co będzie jak „Franek” nie daj Boże złapie jakąś kontuzję.
- No właśnie, dlatego chuchamy, dmuchamy aby Frankowski kontuzji nie złapał, ale przygotowujemy innych zawodników, którzy zmienią „Franka”. Tomek z każdym dniem jest bliżej końca kariery. Czy zakończy ją po tym czy po następnym sezonie tego nie wiem, ale musimy szukać jego następców i pracujemy nad tym.
Nie przeszkadza Panu, że Frankowski pracuje dla naszej reprezentacji?
- „Wszystkie ręce na pokład”, kto może reprezentacji pomóc, powinien pomagać. On może pomóc w roli trenera i niech pomaga. Choć oczywiście wolałbym żeby jeździł na kadrę jako zawodnik, bo na to zasługuje. Sam się jednak określił, że w reprezentacji grać już nie chce, niech grają młodsi. Ja akceptuję wcześniejsze ustalenia na linii klub - reprezentacja.
Czyli uważa Pan, że „Franek” reprezentacji jako zawodnik mógłby jeszcze pomóc?
- Na dzień dzisiejszy tak, ale nie wiem co będzie się działo w maju, w jakiej inni i on sam będzie dyspozycji. Teraz o Tomku zrobiło się głośno, bo strzelił kilka bramek z rzędu. Wiosną aż tak nie było, bo Jagiellonia grała mniej skutecznie niż jesienią. Napastnicy często strzelają seriami. Oby ta Frankowskiego trwała aż do maja, ale czy tak będzie tego nikt nie wie.
Sam Frankowski namaścił ostatnio jako swojego następcę Jana Pawłowskiego. Rzeczywiście ma on aż taki potencjał?
- Potencjał ma, ale rzadko się zdarza, żeby ktoś od samego namaszczenia przez kogośinnego zaczął strzelać bramki. Pawłowski musi jeszcze nad wieloma rzeczami pracować, uczyć się m.in. właśnie od Frankowskiego i to też robi na treningach.
A jakby miał Pan powiedzieć coś o nim pod względem pozasportowym. Jaki jest Pawłowski? W razie większych sukcesów nie odbije mu „sodówka”?
- Nie, absolutnie nie. To jest bardzo ułożony chłopak. Dopiero rozpoczyna swoją przygodę w Ekstraklasie. Jeszcze nie strzelił nawet bramki, wszystko przed nim. Ma duże umiejętności, ale trzeba pamiętać, że utalentowanych zawodników jest i było wielu. Wchodzili do Ekstraklasy, a później słuch o nich zaginął. Chciałbym żeby z Pawłowskim tak się nie stało i żeby grał długo na dobrym poziomie.
Brakuje Panu w Jagiellonii jeszcze kogoś na jakąś konkretną pozycję?
- W każdym zespole przydałaby się większa konkurencja na niektórych pozycjach. Nie zamierzam mówić, że brakuje nam tego czy tamtego zawodnika. Mamy szeroką kadrę. Na tle innych zespołów wygląda to całkiem obiecująco. Z każdym jesteśmy w stanie dobrze grać i wygrać, a wynik jest sprawą otwartą.
Czyli żadnych transferów już latem w Białymstoku nie będzie?
- Raczej nie.
Liczy Pan jakoś mocno na powrót do zdrowia trenującego już indywidualnie Bartłomieja Grzelaka?
- Na pewno tak, Bartek jest przecież dobrym, a przede wszystkim doświadczonym piłkarzem, a takich nam brakuje. Ale przed nim jeszcze daleka droga. Myślę, że nie zobaczymy go na boisku wcześniej niż za miesiąc.
Jest on w stanie wnieść do waszej gry coś nowego?
- Na pewno tak, skoro wniósł coś do Legii, to wniesie i do Jagiellonii. Warunek jest taki żeby był zdrowy.
Lada dzień minie miesiąc odkąd prowadzi pan „Jagę”. Jak Pan oceni ten okres?
- Jestem zbudowany postawą zawodników na treningach oraz tym w jaki sposób komunikują się ze mną władze klubu. Podoba mi się to, że Jagiellonią interesuje się cała społeczność podlaska. Dobrze się tutaj czuję, chciałbym moją pracą nikogo nie zawieść, a przecież oczekiwania względem mnie i mojego zespołu są duże.
Może obiło się Panu o uszy jak zawodnicy reagują na zajęcia prowadzone przez Pana w stosunku do tego, co w Białymstoku robił Michał Probierz? W jakiś sposób narzekają na coś czy wręcz odwrotnie?
- Każdy trener, który odchodzi z zespołu jest tym złym. Przecież sam wielokrotnie opuszczałem kluby. Są dwie opinie: jedna w czasie trwania i druga po. Ta druga jest oczywiście ważniejsza. Oceniając moją pracę w innych drużynach czy też moich poprzedników w Jagiellonii trzeba zachowywać dystans i zdrowy rozsądek. Myślę, że nikt nie ma prawa coś złego na temat Michała Probierza mówić. Zrobił bardzo wiele dla piłki na Podlasiu, tak jest odbierany i ja nie zamierzam z tym dyskutować. To jest historia już zapisana, ja tworzę nową historię.
Jagiellonia ma realne szanse by walczyć w tym sezonie o tytuł mistrzowski?
- Nie wiem jak będą układały się rozgrywki. Jeśli Wisła, Lech i Legia będą tracić tyle punktów co w zeszłym sezonie, to wiele zespołów będzie miało szansę na mistrza. Jeśli zaś te drużyny ustabilizują formę, to każda inna drużyna będzie miała problem by im zagrozić i nawiązać równorzędną walkę.
Dzisiaj Wisła (rozmowa przeprowadzona 17.08.2011-red.), jutro Śląsk i Legia zagrają pierwsze mecze w czwartej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. Kto ma największe szanse na awans?
- Największe zdecydowanie Wisła, no i może Śląsk. Legia ma bardzo trudnego, niewdzięcznego rywala, chociaż Śląskowi łatwo z tymi Rumunami grać się nie będzie. Życzę wszystkim jak najlepiej, bo przecież to jest w interesie polskiej piłki, żebyśmy zbierali te punkty i wyszli z zaścianka. Każdą z trzech drużyn czekają trudne spotkania.
Promowanie ligi i ogólnie rodzimej piłki swoją drogą, ale awanse Wisły, Legii czy Śląska byłyby na rękę. W końcu nie łatwo gra się na, nie licząc Pucharu Polski, dwóch frontach.
- Na pewno tak. Lech w zeszłym sezonie nie zdobył mistrzostwa bo właśnie całą jesień grał w europejskich pucharach. Stracili mnóstwo punktów i na wiosnę nie zdołali już tego odrobić. Zobaczymy jak to będzie w tym roku. Wisła kadrowo wydaje się silna, ale dojdą kontuzje, dojdą kartki, mecze co trzy dni, nie wiadomo jak to zniosą.
W czwartej kolejce „Jaga” gra z Cracovią, która jak na razie znajduje się w strefie spadkowej. Pewna, wysoka wygrana niekoniecznie po bramkach tylko Frankowskiego by się Wam przydała.
- Cracovia ma mniej punktów niż na to zasłużyła. „Pasy” grały w spotkaniu z Koroną dobrze, jeszcze lepiej prezentowali się w Gdańsku. Punktów mogli mieć zdecydowanie więcej, może nawet tyle co mamy my. Nie patrzę więc na to, że są za nami w tabeli. Możliwości tego zespołu są naprawdę duże.
Koronę nazwał Pan „wściekło-krwistą”, na jaki przydomek przed meczem z pańskim zespołem zasługuje Cracovia?
- Jest to zespół grający „krakowską” piłkę. Jest to namiastka tego, co Cracovia prezentowała za Wojtka Stawowego, czyli taka ładna dla oka piłka. Taki futbol było właśnie widać w Gdańsku, podczas spotkania z Lechią. U nas będzie pewnie podobnie. Znamy swojąwartość, ale doceniamy też klasę przeciwnika.
W następnych spotkaniach w bramce będzie Pan stawiał na Jakuba Słowika?
- Tak.
Nie miał Pan do niego pretensji o to, że zawalił bramkę z Koroną?
- Nie mogłem mieć pretensji. To jest młody zawodnik, on się uczy. Wielcy bramkarze popełniali błędy i grali dalej, nie widzę więc potrzeby żeby wprowadzać dodatkowe nerwy. Jest rywalizacja między nim, a Krzyśkiem Baranem, ale na razie Słowik jest bramkarzem numer jeden.
No właśnie, Jagiellonia ma trzech młodych golkiperów. Nie jest to jednak zbyt mało jak na Ekstraklasę?
- Czas pokażę, teraz nie chcę przesądzać. Oczywiście każdy popełni swoje błędy, za jakiś czas będziemy wiedzieć czy potrzebujemy doświadczonego bramkarza czy młodzi sobie poradzą. Na razie daję im szansę i w nich wierzę.
Sądzi Pan, że Belgia to dobry kierunek dla Grzegorza Sandomierskiego?
- Jak awansują do Ligi Mistrzów to bardzo dobry. Polski bramkarz w tych rozgrywkach to tylko chluba dla Polski i jego samego. Dobrze, że Grzesiek poszedł do klubu, który zagra co najmniej w tej Lidze Europejskiej i w którym będzie mógł zebrać doświadczenie.
Ale to chyba miejsce tylko do wypromowania się? No to jak Pan myśli, za ile Grzegorz trafi do jeszcze lepszej drużyny?
Gdybym wiedział to o co pan mnie pyta, to ja bym w „totolotka” grał i co tydzień wygrywał. Nie mam pojęcia.
No to na koniec reprezentacja. Zgadza się Pan z wyborami jakich dokonuje Franciszek Smuda?
- Nie chcę o tym rozmawiać. Jak będę prowadzić reprezentację, to się będę na ten temat zastanawiać. Dziś Smuda prowadzi kadrę, sam wie czego i kogo potrzebuje w zespole i trzeba to zaakceptować. Na końcu i tak o wszystkim przesądzą wyniki, jakie osiągnie reprezentacja. Poczekajmy do czerwca, wtedy okaże się czy Smuda wykonał dobrą robotę. Emocjonowanie się jednym powołaniem czy też jednym meczem jest bez sensu.
Eugen Polanski – potrzebny reprezentacji czy nie?
- Nie, nie i jeszcze raz nie.
ROZMAWIAŁ: MATEUSZ MICHAŁEK
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










