mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

« Przejdź do działu 'Wywiady'


Data dodania: 2011-09-25 11:32:39

Antoni Łukasiewicz: Ważne, by się podnieść


ŁukasiewiczAntoni Łukasiewicz w ostatnich godzinach okienka transferowego ściągnięty został do Łódzkiego Klubu Sportowego, by pomoc łodzianom w walce o utrzymanie. ŁKS z Łukasiewicz w składzie radzi sobie na razie ze zmiennym szczęściem. W 8. kolejce T-Mobile Ekstraklasy w Lubinie Zagłębie okazało się lepsze i pokonało łódzki klub 2:1. Po meczu porozmawialiśmy ze stoperem ŁKS-u na temat sobotniego spotkania.

 

W meczu z Zagłębiem mieliście trochę sytuacji, ale zabrakło wykończenia…

 

Z boku zupełnie inaczej to wyglądało niż z boiska. Rzeczywiście, mieliśmy parę okazji, wystarczyło tylko albo aż strzelić bramkę. Żeby zdobyć gola trzeba jednak na to ciężko zapracować. Zagłębie stworzyło bardzo groźne sytuacje, po jednej z nich padła bramka i niestety to my zeszliśmy  z tego meczu pokonani. To dla nas spory cios, bo w ogólnym rozrachunku była to bardzo ważny pojedynek. Bitwa ta została przegrana, ale wojna trwa i po tej porażce musimy się jak najszybciej pozbierać i w kolejnym meczu z Podbeskidziem zagrać zaangażowanie, włożyć w to spotkanie całe serce, zwłaszcza, że kolejne spotkanie będzie jeszcze trudniejsze niż to z Zagłębiem.

 

Stwarzacie sobie sytuacje, ale tylko do pola karnego. W szesnastce nie jest już tak wesoło. Z czego to wynika?

 

Nie do końca się z tym zgodzę, w meczu z Zagłębiem zaprezentowaliśmy kilka fajnych zagrań z klepki w polu karnym, swoje szanse mieli Sebastian Szałachowski i Marek Saganowski, parę razy odnalazł się tam też Marcin Mięciel. To jest piłka nożna, nam zabrakło szczęścia, by dobrze zakończyć akcję i pokonać bramkarza. Widoczne było zaangażowanie w naszej grze, tego nie można nam odmówić, ale to było za mało na Zagłębie.

 

Trener Probierz nakazał Wam nie wybijać piłki na aut w ramach szeroko rozumianej gry fair-play. Jak Wy sami oceniacie taką boiskową postawę?

 

Taka jest przecież teraz dyrektywa UEFA, że to sędzia ma oceniać i przerywać grę, gdy jakiś zawodnik leży. Sami padliśmy ofiarą zachowania fair-play w ostatnim meczu z Górnikiem Zabrze, gdy my byliśmy przy piłce, zabrzanie nie oddali nam później futbolówki i strzelili po tamtej akcji gola. Z Zagłębiem chcieliśmy grać do momentu, gdy sędzia nie przerwie gry i myślę, że to jest słuszne, bo nie można liczyć na to, że to przeciwnik wybije piłkę. Musimy się do takiej sytuacji przyzwyczaić.

 

Skąd wynikał pomysł przetasowań w ustawieniu zespołu w drugiej połowie?

 

Trzeba o to zapytać trenera. Na pewno w pierwszej połowie ta gra nie układała się nam tak, jak byśmy tego chcieli. W drugiej części gry zmiana ustawienia przyniosła nam kontrolę w środkowej strefie i mogliśmy spokojnie rozgrywać piłkę. Głównym celem było opanowanie środku pola i rozpoczęcie stwarzania sytuacji bramkowych. Chcieliśmy osiągnąć dominację i to się udało, choć nie miało to przełożenia na wynik.

 

Myśli Pan, że ŁKS stać na utrzymanie?

 

Oczywiście, że stać, bo ŁKS ma bardzo duży potencjał. Być może dla niektórych niektóre nazwiska w naszej drużynie są już przebrzmiałe, ale ja w tych zawodników wierzę. Są to piłkarze, którzy kiedyś grali na bardzo wysokim poziomie, ale przeszli różne perypetie, m.in. zdrowotne. Tworzymy fajny kolektyw, „bijemy się” jeden za drugiego, każdy chce pomóc drugiemu za wszelką cenę. Na pewno mamy szansę, żeby się utrzymać, tylko musimy zacząć wygrywać. W ostatnich dwóch spotkaniach były jakieś zdobycze punktowe, ale nie ukrywamy, że do Lubina przyjechaliśmy po trzy punkty i skończył się ten mecz dla nas porażką. Wracamy smutni, ale trzeba to wszystko przyjąć na klatę i podnieść głowę do góry. Takie jest życie i piłka, czasami się dostaje „kopa”, ale zgodnie z tym, co powtarza nam trener, nieważne, ile razy się upadnie, ważne, ile razy się powstanie. To nasza dewiza, więc nie załamujemy rąk, ale dalej się bijemy o to, żeby ŁKS był wyżej i wydostał się z tego dołu tabeli.

 

Pozytywną wiadomością jest fakt, że ŁKS prawdopodobnie zagra w końcu w następnej kolejce przed własną publicznością w Łodzi.

 

Nareszcie, nie ma bowiem co ukrywać, że mecze w Bełchatowie, który wprawdzie nie jest zbyt daleko oddalony od Łodzi, to nie było to samo. Przed własną publicznością zawsze gra się lepiej, ten dwunasty zawodnik jest niezwykle potrzebny, zwłaszcza w trudnych momentach, gdy trzeba trochę wywrzeć presję na przeciwniku, kiedy trzeba go zdominować. Z tego co mi wiadomo, w poniedziałek ma zapaść decyzja, czy z Podbeskidziem zagramy w Łodzi. Jakakolwiek ta decyzja by nie była, my musimy koncentrować się na sobie, nie tracić bramek, grać mądrze oraz konsekwentnie i przede wszystkim samemu zacząć zdobywać gole.

 

 

Uczestniczył w rozmowie: BARTOSZ BURSKI



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama