Andrzej Juskowiak: Zawsze trzeba walczyć do końca
Piłkarze ŁKS-u przegrali z kretesem drugie spotkanie ligowe z rzędu. Po meczu ze Śląskiem Wrocław porozmawialiśmy krótko z Andrzejem Juskowiakiem, który oglądał niedzielny pojedynek. „Jusko” podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat spotkania.
Jak pan myśli, jakie są przyczyny kolejnej porażki ligowej ŁKS-u?
- W grze ŁKS-u brakuje mi teraz przede wszystkim przygotowania kondycyjnego i agresywności. Jak zawodnik nie jest agresywny, to znaczy, że nie jest dobrze przygotowany do sezonu. Jeśli brakuje mu zawsze metr, dwa do rywala, to przeciwnikowi jest wtedy na boisku zdecydowanie łatwiej. Przy takich wysokich porażkach, jakie ponosi ŁKS, fakt, że jego zawodnicy nie grają agresywnie jest bardzo zastanawiający.
Po porażce na inaugurację 0:5 z Lechem, wydawało się, że ŁKS po raz drugi nie popełni podobnych błędów i nie da się rozgromić rywalowi…
- Nikt nie lubi przegrywać i w meczu ze Śląskiem widowisko powinno wyglądać inaczej. Chociażby tak, jak w meczu z Lechem, kiedy pierwsze 20 minut ŁKS było stać na porządną grą i stworzenie kilku groźnych sytuacji. Natomiast we Wrocławiu przez całe 90 minut panował Śląsk i nie było w zasadzie momentu, w którym można by było stwierdzić, że ten ŁKS zagraża gospodarzom. Jedynie po wejściu Mięciela gra łodzian optycznie wyglądała lepiej. Zauważyłem, że dobrze się czuł wówczas Saganowski, cofnięty do linii pomocy. Widać, że Mięciel odnajduje się w polu karnym i być może to też dodało ŁKS-owi takiej pewności siebie, ale to było za mało. Teraz tylko należy postawić pytanie, czy w kręgu tych zawodników, jakich ŁKS posiada, będzie można coś zmienić, by gra ta wyglądała inaczej, a przede wszystkim skuteczniej.
Czy zauważył pan jako były napastnik jakiś pomysł w grze ŁKS-u do przodu?
- To raczej był chaos. Wiadomo, mecz nie potoczył się dobrze, szybko stracona bramka i to postawiło zawodników ŁKS-u w trudnej pozycji. Natomiast zawsze trzeba walczyć do końca i jedna stracona bramka nie może podłamywać całego zespołu. Trzeba grać dalej, stwarzać sytuacje. Zauważyłem, że każdy zawodnik ŁKS-u, który otrzymał piłkę, miał zawsze olbrzymi problem, żeby do kogokolwiek zagrać. Posiadał mało alternatyw, zawodnicy gdzieś się chowali za plecami rywali. Ełkaesiacy cały czas bardzo powoli operowali piłką i rozgrywali akcje.
Gospodarze na tle zespołu z Łodzi prezentowali się zdecydowanie lepiej…
- Śląsk jest zespołem, który rozegrał już kilka spotkań w europejskich pucharach i potrafi szybko przemieszczać się po boisku. Zawodnicy Oresta Lenczyka bardzo dobrze się ustawiali. Zresztą uważam, że linia pomocy Śląska jest jedną z mocniejszych w lidze i tutaj nie liczyłem na to, że w środku pola może zarysować się przewaga ŁKS-u. Były natomiast okazje, by szybciej rozegrać piłkę z kontrataku, a tego właśnie zabrakło w wykonaniu łodzian.
Radziłby pan działaczom ŁKS-u szukać nowego trenera czy dać pracować Dariuszowi Bratkowskiemu?
- Wydaje się, że ta opcja nie wniosła zbyt wiele. Bratkowski to trener, który był w ŁKS-ie od dłuższego czasu i miał duży udział w przygotowaniu zespołu do sezonu. Mówi się, że często efekt „nowej miotły” pomaga, zaś trener Bratkowski to nie jest nowy człowiek, zawodnicy go bardzo dobrze znają. Być może trzeba poszukać innego rozwiązania, ale to już leży w gestii włodarzy ŁKS-u.
ROZMAWIAŁ: BARTOSZ BURSKI
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










