Andrzej Juskowiak: Takie granie nie ma sensu!
- Ci kadrowicze, którzy otwarcie mówią, że nie przepadają za Arboledą, posunęli się za daleko. Nadrzędnym celem powinien być wynik drużyny narodowej. Jesteśmy za słabi, aby wybrzydzać i rezygnować z dobrych piłkarzy tylko dlatego, że ktoś lubi kogoś mniej. Poza tym, to dobrze, jeśli w szatni iskrzy, bo to wyzwala dodatkową złość w zawodnikach - uważa w wywiadzie dla zpierwszejpilki.com.pl Andrzej Juskowiak, były reprezentant Polski.
Piotr Tomasik: Jak pan ocenia występ Polski przeciwko Argentynie?
Andrzej Juskowiak: Na wstępie zaznaczmy, że nie była to Argentyna w najlepszym wykonaniu. A to miało wpływ na wydarzenia na boisku. Powiedzenie, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala, idealnie pasuje właśnie do takich meczów towarzyskich. Błąd, jaki popełnił obrońca Argentyny przy golu Mierzejewskiego, nie zdarzy się nie tylko na Euro, ale nawet w spotkaniu o jakąkolwiek stawkę.
Takie sytuacje też trzeba umieć wykorzystać. Jak więc wypadliśmy na tle gości z Ameryki Południowej?
- Wszyscy narzekali na brak zgrania, złe ustawienie kadry, ale mecz z Argentyną pokazał, że aż tak źle nie jest. Ten zespół rozumiał się na boisku, zawodnicy wiedzieli, jak grać. Nieźle wyglądała też gra w bocznych sektorach boiska. Tylko, że nasi skrzydłowi rywalizowali z takimi piłkarzami, których mogą nie znać wszyscy kibice z Argentyny... W naszym zespole była jednak widoczna chęć gry do przodu, a nie - samo przeszkadzanie i dopasowanie do rywala.
Czyli kadra dokonała postępu na przestrzeni osiemnastu miesięcy kadencji Smudy, które teraz mijają?
- Przez półtora roku można zrobić wiele, ale odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Wszystko okaże się za rok, na Euro. Bo sparingi a mecze towarzyskie to dwie różne rzeczy. Postęp jest na pewno w personaliach, bo pierwsza jedenastka powoli się krystalizuje, pojawia się coraz mniej znaków zapytania. Trudniej też wskoczyć do wyjściowego składu, bo są już tacy, którzy mają spore zaufanie trenera, mogą czuć się pewniej. Z Argentyną zobaczyliśmy raczej optymalną ekipę.
Czego brakuje tej optymalnej jedenastce?
- Wybitnych jednostek. Dotychczas kadra składała się z piłkarzy niezłych, ale dwóch, trzech grało na naprawdę wysokim poziomie. Były też potężne armaty - ostatnio Smolarek, wcześniej choćby Olisadebe. Potrzebny jest napastnik z pierwszego zdarzenia, a nie bramkarz. W piłce nie chodzi o to, żeby nie tracić bramek, ale aby je zdobywać. W tej roli widzę Lewandowskiego, który jest coraz lepszy, a Bundesliga znacząco go wzmocniła.
W ataku wiodąca postać od pewnego czasu jest widoczna na horyzoncie. W obronie, a zwłaszcza na środku, panuje kompletna posucha.
- Myślę, że taki Jodłowiec zagrał poprawnie. Smuda ma teraz dwa wyjścia - albo będzie szukał dalej, albo zacznie konsekwentnie stawiać na dany duet, żeby się zgrywał. Nie wiem natomiast, dlaczego selekcjoner pomija Wołąkiewicza, który mógłby bardzo mu pomóc, zwiększyłby konkurencję.
Manuel Arboleda? Pan zna go z Lecha.
- Jeżeli będzie miał polski paszport i utrzyma wysoką dyspozycję, to jak najbardziej. Ale nie można brać kogoś do kadry tylko dlatego, że ma nasze obywatelstwo. To, że zasługuje na powołanie, musi potwierdzić na boisku, ciężko na to zapracować. Arboleda jest agresywny w odbiorze i potrafi strzelić gola po stałym fragmencie gry. Ta druga cecha jest nam bardzo przydatna, bo zdobywanie bramek powinniśmy rozłożyć na większą liczbę piłkarzy. Obrońca, trafiający do siatki, to skarb... Pytanie tylko, czy Arboleda zdąży z dokumentami. Jeżeli miałby dostać paszport w kwietniu, to jego powołanie na Euro, zgrywanie na siłę z zespołem będzie bez sensu.
Piłkarze przyznają między wierszami, że Arboledy nie lubią. Nie ma obaw, że Kolumbijczyk popsułby atmosferę w szatni?
- Rywale go nie lubią, bo ciężko się przeciwko niemu gra. Ale ci, co są z nim w zespole, to się cieszą, bo tracą mało goli. Ujmę to inaczej - jeżeli piłkarz jest w wysokiej formie, powinien być w reprezentacji. Ci kadrowicze, którzy otwarcie mówią, że nie przepadają za Arboledą, posunęli się za daleko. Nadrzędnym celem powinien być wynik drużyny narodowej. Jesteśmy za słabi, aby wybrzydzać i rezygnować z dobrych piłkarzy tylko dlatego, że ktoś lubi kogoś mniej. Poza tym, to dobrze, jeśli w szatni iskrzy, bo to wyzwala dodatkową złość w zawodnikach.
Tak na koniec, dużo mamy do poprawy na rok przed Euro?
- Na pewno atak pozycyjny, z którym mamy problem od dawna. Łatwe to jednak nie jest, więc lepiej byłoby doskonalić ataki z kontrataku, szybkie wyprowadzenie piłki i schematy organizacji gry w obronie. Robienie większej rewolucji dziś już niczego dobrego nie przyniesie. Dlatego też wykorzystajmy do maksimum te nazwiska, które ostatnio w kadrze się przewijają. Możliwe, że do Euro nikt nowy już nie błyśnie na tyle, by dostać się do reprezentacji. Może to i dobrze? Ci sami piłkarze będą grali w jednym zestawieniu, zaczną tworzyć jedność... Oby tylko przeciwnicy byli wyższych lotów, bo z takimi rywalami nie ma sensu grać.
ROZMAWIAŁ: PIOTR TOMASIK
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










