Smuda sam sobie szkodzi
Kiedyś wybitny napastnik Wisły Kraków i reprezentacji Polski. Dziś - najbardziej szanowany w kraju piłkarski ekspert. Andrzej Iwan, szczerze i bez owijania w bawełnę, mówi o naszej kadrze, Franciszku Smudzie, jego układach menedżerskich czy telewizyjnych wystąpieniach.
Piotr Tomasik: Grudzień to czas podsumowań. Jak w wykonaniu polskiej reprezentacji wypadł rok 2010?
Andrzej Iwan: - Przeciętnie. Przed rokiem wyniki naszej kadry były na pewno lepsze, niż ostatnio. Ale należy pamiętać, że nasza drużyna to w tej chwili jeden wielki plac budowy. Jesteśmy na etapie poszukiwań, które nie spełniają ani oczekiwań mediów, ani kibiców. Smuda to jednak wybraniec narodu, więc dajmy mu szansę, pozwólmy pracować. Z trenerem jest jak z prezydentem. Żeby go odpowiednio ocenić, trzeba poczekać do końca kadencji.
Jan Tomaszewski mówi bez ogródek: to był rok stracony. Pan się pod tym podpisuje?
- Każdy rok po odejściu Michała Listkiewicza jest rokiem straconym. Hasło, że za półtora roku zorganizujemy Euro dla obecnych władz PZPN-u jest tylko przykrywką. Przykrywką, żeby nic nie robić. Bo polski futbol stoi w miejscu. Z wielkim rozmachem rozpoczęła się też inicjatywa budowy Orlików, ale to przecież pomysł polityków, a nie ludzi z piłkarskiej centrali. Już dziś widać, że zbliża się katastrofa przez brak dobrych zawodników. Co do pytania, wolę poczekać na końcowy wynik i wtedy ocenić Smudę. Niech skończy robotę, którą zaczął... No, chyba, że ktoś go wcześniej zwolni.
To możliwe?
- W polskiej piłce wszystko jest możliwe. Nie zdziwiłaby mnie taka decyzja. W chwili obecnej nie ma jednak powodów, aby pozbyć się Franza. Trzeba też przyznać, że gra polskiej kadry jest daleka od oczekiwań. Cały czas wygląda tak samo, nie ma poprawy. Nawet, gdy pokonaliśmy Wybrzeże Kości Słoniowej, to rewelacji nie było. Smuda podkreśla, że będziemy atakować, a my wciąż strzelamy bramki po kontratakach. Powodów do rozpaczy nie ma, choć na jakiekolwiek zmiany jest już za późno. Musimy zaufać Smudzie.
Zabroniłby Pan selekcjonerowi, który niekiedy kompromituje się w mediach, publicznych wypowiedzi? Może założyć mu knebel na usta?
- Niezły pomysł. Dyplomatą to on na pewno nie jest. Jeśli chce, to niech udziela wywiadów na temat niektórych piłkarzy, ale resztę spraw powinien zostawić innym. Rzecznik Agnieszka Olejkowska mówi mądrzej i przed kamerą wygląda ładniej. A Smuda ma parcie na szkło i często sam sobie szkodzi. Miejsce w telewizji niech odda innym.
Głównym zarzutem wobec selekcjonera jest częsta zmiana zdania, jak choćby w przypadku obcokrajowców. Pan Manuelowi Arboledzie w polskiej kadrze daje zielone światło?
- W żadnym wypadku. Smuda od początku był przeciwny naturalizacji, a teraz co? Jedyny, który pasuje do kadry, to Ludo Obraniak. Choćby za nazwisko. Reszta z Polską nie ma nic wspólnego. A spójrzmy na takiego Sebastiana Boenischa, który sam mówi, że woli Niemcy. Arboleda to jeszcze większe nieporozumienie, wręcz kompromitacja.
To w kraju mamy jakichś obrońców?
- Tak, obrońców krzyża... Tak serio, to kilku się znajdzie. Moim faworytem jest Arek Głowacki, a z Tomka Jodłowca też można zrobić dobrego stopera. Na pewno nie będą w gorszej formie, niż za pół roku Arboleda.
Dobrze, że odstrzelono Michała Żewłakowa?
- Od początku byłem jego przeciwnikiem. Jako człowieka darzę go dużym szacunkiem, ale wielkim piłkarzem to on nie był. To nie jest postać, za którą pójdą inni, którą pozostali będą naśladować. Podobnie Jacek Bąk. Obaj nie zawalali bramek, bo nigdy nie było ich tam, gdzie potrzeba. Zostawali w cieniu. Głowacki czasem strzeli samobója, ale jest wszędzie, walczy o każdą piłkę. Skoro Smuda postawił na Żewłakowa na początku, powinien być konsekwentny.
Mówi się, że najważniejszy w defensywie jest bramkarz, który obrońcami dyryguje. Ale my numeru jeden wciąż nie mamy.
- Mamy Artura Boruca, zdecydowany lider. Skoro jednak on odpada, to postawmy na Wojtka Szczęsnego. To będzie wielki zawodnik. No, i jest jeszcze Łukasz Fabiański. Reszta utalentowana, ale bez rewelacji. Polska szkoła bramkarzy polega chyba na tym, żeby nasi siedzieli na ławce, bo prawie żaden za granicą nie broni.
U Smudy jest ciągła rotacja, testowanych jest wielu piłkarzy. Dziś mamy chyba jednak do czynienia z selekcją negatywną, bo tych, którzy mogą się przydać, jest bardzo niewielu.
- Z nowych wierzę w Adriana Mierzejewskiego, Artura Sobiecha i Sławka Peszkę. Niektóre nazwiska wzbudzają jednak kontrowersje, jak choćby Bartek Kaniecki. Po kilku piłkarzach widać jednak, że w kadrze znaleźli się przypadkiem. Dla wielu to jednorazowa przygoda.
Przy ligowych powołaniach mogą decydować układy Smudy z menedżerami?
- To trudny temat, który wzbudza wątpliwości. Franz z jednym agentem współpracuje od wielu lat, ale wierzę, że to czysty układ. Pozostałych menedżerów trzyma na dystans, nie pozwala, żeby się do niego zbliżyli. Mam nadzieję, że o powołaniach decyduje tylko forma.
Do Euro 2012 zostało tylko półtora roku. Póki co reprezentacja Polski stanowi duży chaos. Zdążymy zbudować drużynę?
- Chaos powinien być na początku, a przecież Franz już po pierwszych dwóch meczach powiedział, że wybrał 30 zawodników. To przykład sytuacji, w której przydałby się ten knebel. Szeroką kadrę, która ciągnęłaby ten wózek do końca, powinniśmy mieć wybraną dziś. Plus małe roszady. Ale to akurat nie jest takie proste, bo my naprawdę nie mamy piłkarzy.
ROZMAWIAŁ PIOTR TOMASIK
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










