Sebastian Madera to człowiek, który amplitudę dobrych i złych wydarzeń mógłby sprzedać pod Hollywoodzką (właściwie Hollyłódzką) produkcję. Ostatnio jednak, defensor Widzewa spadł z wysokiego konia, a lwia część kibiców łódzkiego klubu postara się, by 26-latek szybko na tego rumaka nie wsiadł…
Madera - piłkarz ekstraklasowego średniaka – to jednak w polskim futbolu postać nietuzinkowa. Jego historia determinacji po groźniej kontuzji złamania kości strzałkowej i piszczelowej (po ostrym wejściu na treningu przez ówczesnego gracza Widzewa – Daniela Fabicha, którego dziś nikt w Łodzi nie pamięta) i odnowienie tego urazu dwa lata późnej podczas wypożyczenia do regionalnego KKS Koluszki oraz późniejsze powroty do zawodowej piłki to już nieopierzony scenariusz do niezłego filmu. Młody zawodnik po latach wrócił jednak do Łodzi (tym razem z Tura Turek), zaczął grać kolejno w rezerwach klubu, zespole Młodej Ekstraklasy, po czym wylądował na ławce łódzkiego klubu i w końcu wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie ekipy z alei Piłsudskiego. Regularna i pewna gra oraz superlatywy z ust nie byle kogo, bo Zbigniewa Bońka sprawiły, że sam zawodnik wielokrotnie przez piłkarskich ekspertów włączany był do kadry reprezentacji Polski (niestety talentu Madery nie dostrzega sam selekcjoner).
Piszę o tym wszystkim, ponieważ w ciągu kilku dwóch tygodni i serii porażek Widzewa, piłkarz przez wielu sympatyków został skazany na banicję. A wszystko zaczęło się w ubiegłą środę, kiedy podopieczni Radosława Mroczkowskiego wracali z pucharowego meczu z Legią (była to wówczas czwarta z rzędu porażka Widzewa). Zbulwersowani kibice, wybrali się pod stadion im. Ludwika Sobolewskiego, by tam wyjaśnić z piłkarzami tak słabą postawę w stolicy i poprzednich meczach… Z relacji samych piłkarzy wynika, że atmosfera gęstniała z każdą minutą, słowa stawały się coraz mocniejsze, a samym graczom brakowało argumentów na skuteczną walkę z fanatykami. W tej chwili przed szereg mocnymi słowy wychylił się właśnie Madera, który w niesympatyczny sposób artykułował swoje prawdy w kierunku łódzkich kibiców. Sami kibice zapamiętali mu tą postawę i w sobotnie popołudnie zgotowali swojemu niedawnemu idolowi prawdziwe piekło, choć piłkarza wcale nie było na placu gry! Ta sytuacja podzieliła środowisko „czerwonej” części Łodzi. Jedni bronili piłkarza, pamiętając jego dobrą grę dla klubu, inni wręcz odwrotnie – co rusz przeklinali w stronę ławki rezerwowych psując emocjonujący mecz (Widzew wygrał z „Pasami” 1:0). Dostało się również działaczom, a szczególnie familii Sylwestra Cacka, głównego akcjonariusza łódzkiego klubu. Ponoć piłkarze coraz głośniej domagają się wypłacenia swoich pensji, co bardzo rozzłościło tłumy przy al. Piłsudskiego, które poparły niezadowolenie piłkarzy wychodząc w przerwie meczu ze stadionu!
My, jako portal, nie opowiadamy się po żadnej ze stron, wszak nie mamy argumentów do obrony jednych i drugich. Trudno nam przytoczyć słowa, jakie rzucił Madera w środowy wieczór. Trudno też bronić piłkarza, który jednak nie powinien prowokować swoich fanów. Niemniej jednak dziś o konflikcie na linii Widzew – jego kibice, mówi już cała piłkarska Polska, a co gorsza, wciąż nie widać finału tego sporu…
Źródło: własne
Zobacz także:
- Widzew zawiesza współpracę z Fanatykami
- Zatrzymano szefa stowarzyszenia
- Spotkanie na szczycie w ŁKS-ie
- Bieniuk: Wyjaśniliśmy sobie parę spraw

Ekstraklasa
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrana wiadomość nie została jeszcze skomentowana.
Reklama










