Chcieli trenera, mają Bakera czyli jak (nie) rozstać się z klasą.
O tym, że dni trenera Jacka Zielińskiego w Lechu są policzone wróble ćwierkały już od dnia, w którym Kolejorz uległ Górnikowi Zabrze na wyjeździe 2-0. Zarząd ogłosił jednak wówczas absurdalną skądinąd informację, że trener ma teraz dwa mecze z Cracovią i Wisłą, i że póki co utrzymujemy status quo. No i o to nastąpiło coś na kształt katastrofy… dla zarządu oczywiście. Drużyna, która swą grą miała zwolnić trenera na nieszczęście zdobyła w dwóch meczach 8 słownie OSIEM bo to ważne bramek tracąc przy tym tylko dwie. Nastąpiło długo oczekiwane przełamanie. Piłkarze uradowani ściskali trenera, kibice gotowi byli jednak poczekać do zimy co by nie dostać Bakera a doczekać się trenera aż tu nagle łubudu. Jacek Zieliński zwolniony, albo i nie.. tzn. raczej tak, a może nie – ten chaos kontrolowany to tak specjalnie, gdyż o tym jak jest naprawdę dowiedzieliśmy się dopiero w środę, a plotki rozchodziły się we wtorek. I Tak było, że jest a może nie jest, że będzie albo i nie będzie … no i tak o to na oficjalnej stronie klubu pojawił się komunikat, o tym, że oficjalny komunikat będzie… w gazecie. Wyobraźcie sobie więc taką sytuację. Środa, Bułgarska, godziny przedpołudniowe do klubu wchodzi trener Jacek Zieliński, na progu wita go Marek Pogorzelczyk, pogaworzyli sobie trochę o meczach Ligi Mistrzów i nagle Pogo rzecze tymi slowy:
„ Jacek a co Ty tu właściwie robisz?
- no jak to co, przyszedłem się do treningu przygotować.
- Ale Jacek, co Ty gazety nie czytałeś? Specjalnie całą noc chłopaki wkładkę wsuwali.
- Marku jaką wkładkę?
- No wkładkę, już po Tobie nie ma trenera daliśmy im Bakera”
Tylko pozostaje mieć nadzieję, że trener Zieliński dowiedział się jednak o całym zajściu w trochę innych okolicznościach niż z prasy ale sądząc po całej otoczce i zachowaniu klubu, można by pewnie mieć poważne wątpliwości.
Jak mawia zatem młodzież… niezła maniana, a to niedobrze gdyż mañana( czyt. maniana po hiszpańsku jutro ) jest mecz z Manchesterem City w tych okolicznościach ciężko powiedzieć, coś o tym jak trener przygotuje drużynę, no i który właściwie ją przygotuje. Ale budujące jest to, że Jose Maria Bakero pamięta to miejsce i ten stadion. Oby tylko z tego pojedynku wyszedł zwycięsko jak z legendarnego spotkania Lecha z Barceloną, w którym onegdaj grał i wygrywał. Skoro więc Bułgarska jest dla niego szczęśliwa, to życzę szczęścia. Choć wygląda mi to na niezły pasztet.
Violetta Bocian
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










