Byle, jaka polska liga.
O polityce transferowej polskich klubów od dawna wiadomo, że rąk i nóg zdecydowanie w niej brak. Przed ważnymi meczami zamiast wzmacniać, sprzedaje się. Później niby się kupuje, żeby zamydlić oczy kibicom i tak w polskich drużynach pojawiają się takie nazwiska, o których słyszy się w jednym oknie transferowym, że kupiono a w następnym, że rozwiązano umowę. Chęć szybkiego zysku sprawia, że za szybko wysyła się piłkarzy na zachód, gdzie nie radzą sobie w swych drużynach i wracają do ligi, gdzie są już cieniami samych siebie i ich powroty wzbudzają wyłącznie uśmiechy politowania na twarzach kibiców.
Kończący się już sezon przyniósł między innymi wielki światły powrót Macieja Żurawskiego do Wisły, który na boisku nie odnajduje się w ogóle. Był też powrót Artura Wichniarka do Lecha, i nim jeszcze skończyła się runda jesienna, „króla Artura” już w Poznaniu nie było. Ten artykuł nie jest zainspirowany niczym szczególnym. Po prostu kończy się sezon, znowu ruszy karuzela transferowa i znowu zakręci się nie w tą stronę, co trzeba. Lech otrzymał podobno ofertę od Sampdorii na sprzedaż Artjomsa Rudnevsa za kwotę 3 mln EUR, dla prezesa Rutkowskiego to za mało sprzeda za 5. No i ok, dobrze, że nie chce oddać piłkarza za mniej niż jest wart, tyle tylko, że jeżeli wciąż myśli realnie o osiągnięciu jakiegoś sukcesu z drużyną to powinien mieć świadomość, że limit szczęścia może się skończyć.
O ile udało się zastąpić Lewandowskiego dość płynnie i bezboleśnie i Łotysz nie musi mieć żadnego kompleksu, to nie wiadomo czy trzeci raz uda się to zrobić a należy mieć świadomość, że na chwilę obecną w Poznaniu nie ma dwóch równorzędnych napastników jest Rudnevs a potem długo, długo nic. Nie wiadomo czy i kiedy w końcu zaskoczy Vojo Ubiparip. Bartosz Ślusarski zupełnie jak wtedy, gdy odchodził potrzebuje mniej więcej 100 sytuacji stuprocentowych by strzelić jedną bramkę.
To samo dotyczy Legii, ich transfery doprowadzają ich kibiców do białej gorączki, gwiazdy typu Arruabarrena nie sprawiają, że siła rażenia stołecznego klubu powala na kolana. Ostatni nabytek Alejandro Cabral największy sukces w karierze zawdzięcza Lady Gaga, która zaśpiewała piosenkę pt. Alejandro. Janusz Gol, goli zdecydowanie nie strzela a zastosowanie dla Manu znalazł już inny serwis piłkarski wskazując miejsce w/w w schowku na szczotki, jako mop. Na upartego w każdej drużynie można znaleźć takie hity transferowe ja się oparłam na „wielkiej trójce”, bo o nich mówi się najwięcej.
Nie mam przekonania, czy nowe okienko transferowe przyniesie lepsze rozwiązania, ale wiem jedno, to dzięki takim transferom mecze, które kiedyś elektryzowały cały kraj dziś są meczami do pierwszej wpadki, nudnymi, przegadanymi i kompletnie bez polotu. Kiedyś były to mecze pełne walki, ambicji, i mobilizacji, które wypełniały braki w umiejętnościach i chociaż przez chwilę udawało się zapomnieć, że jesteśmy na szarym końcu piłkarskiego łańcucha pokarmowego z naszą ligą, teraz mamy już tylko bezsensowną kopaninę i nadzieję, że kiedyś los się odmieni.
Piszę o tym też, dlatego, że według mnie to najgorszy sezon w historii polskiej piłki w ostatnich latach. Nikogo nie można wyróżnić, nikt nie ma wysokiej formy, nikt nie odstaje od innych i wreszcie nikt nie zasługuje na to by dobrze o nim powiedzieć. To samo tyczy się piłkarzy ani jednego, o którym można by powiedzieć, że jest lepszy od pozostałych, że ma nieprzeciętny talent, i jest gwarancją wysokich umiejętności. Dobrze, że jak każdy sezon, i ten niedługo się skończy.
Viola Bocian
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










