Stadion (po kiego nam) Narodowy
W Polsce nigdy się nic nie zmieni. Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. Właśnie rozgorzała dyskusja, który stadion ma nosić dumne miano "narodowego". Czy ten już istniejący, właśnie (czyli od kilkunastu lat) modernizowany (w Chorzowie), czy może ten powstający na gruzach dawnego Stadionu X-lecia (w Warszawie)? Za tym pierwszym przemawia historia oraz uchwała PZPN z 1993 roku, za tym drugim lokalizacja w stolicy i zarejestrowanie nazwy w urzędzie patentowym. Mnie zastanawia jedno - kogo to, do jasnej cholery, obchodzi??

Stadion narodowy zdjęcie z budowy z 31 stycznia 2011 Fot.: stadionnsrodowy.org.pl
Odpowiedź jest smutna - niestety, obchodzi to całą masę Polaków. Jedni opowiadają się za Chorzowem, inni za Warszawą. Obóz chorzowski podnosi tradycję, niezapomniane chwile w "kotle czarownic", chwalebne wiktorie drużyny z białym orłem na chorągwiach i piersiach. Oraz wspomnianą już uchwałę Polskiego Związku Piłki Nożnej z 1993 roku, która to uchwała ogłasza wszem i wobec, iż "Stadion Śląski jest stadionem narodowym dla piłki nożnej". Inni z kolei, obóz stołeczny, argumentuje, że "stadion narodowy" musi się znajdować w stolicy, że Stadion Śląski jest śląski (jak wszyscy wiemy od wypowiedzi jednego z polityków Ślązacy Polakami nie są, tylko wciąż coś knują z Wehrmachtem), że nazwa "Stadion Narodowy w Warszawie" już została opatentowana. Na dodatek w Chorzowie krzesełka będą w barwach żółtych i niebieskich, co - jak zapewne WSZYSCY Polacy wiedzą - oznacza przecież barwy Śląska.
Prawda jest prozaiczna. Pierwsza opcja jest PZPN-owska, druga - Ministerstwa Sportu. Obie instytucje się wzajemnie zwalczają i nie pałają sympatią. Jakie to polskie. Jak my pięknie potrafimy wszystko sobie sami popsuć.
Mnie ta cała dyskusja bawi przez chwilę, a po chwili obchodzi tyle, co pogoda sprzed dziesięciu lat. Jak dla mnie oba stadiony mogą być narodowe, oba mogą być bezimienne. Jeden może być "śląski", drugi "mazowiecki". Jeden może nosić imię Korfantego albo Witosa, drugi Starzyńskiego, Piłsudskiego czy Jana Pawła II. Jeden może być żółto-niebieski, drugi biało-czerwony - albo oba pstrokate. Nazwy mogą sobie pozastrzegać w sądach albo u Kazia spod budki z piwem. Nic mnie to nie obchodzi. Zupełnie. Powiem więcej - oba stadiony mogą być takie same. Oba mogą zostać zburzone i na ich miejsce wybudowane mogą być obiekty kameralne, bez tego całego bogoojczyźnianego nadęcia. Bo tak naprawdę po co nam w Polsce Stadion Narodowy?
Odpowiedź jest prosta: bo inni mają. Poza tym "stadion narodowy", jak to dumnie brzmi! To nic, że na co dzień Polacy jeden drugiego utopiliby w łyżce wody. Liczy się to, że mamy wielkie, biało-czerwone gniazdo na 60 tysięcy chłopa! Można tam zabrać kolegę zza granicy, żeby się pochwalić. Tylko że za granicą takich stadionów jest już całkiem sporo. Co więc jeszcze można zrobić ze Stadionem Narodowym? Zapełni się pewnie kilka razy w roku, a i to raczej nie w całości. Będzie kilka koncertów i jakieś imprezy? Chciałbym to zobaczyć. Że nie zarobi na siebie to rzecz pewna. Już dziś ostrożne szacunki wynoszą około 30 milionów złotych rocznie kosztów utrzymania obiektu w Warszawie. Tego w Chorzowie nikt już nie zlicza, bo to od wielu już lat skarbonka bez dna. Zastaw się, a postaw się?
Na to wygląda. Jak dla mnie to para w gwizdek i kasa wyrzucona w błoto. Wiem, wiem - EURO 2012 ma swoje prawa i muszą być stadiony. Musi być jeden w stolicy i to taki, który spełnia określone parametry. No dobrze, niech będzie. Ale po jaką cholerę, w imię czego, nazywać stadion "narodowym"? Czy po to, by dołączył do panteonu dóbr narodowych, gdzie już mamy bigos, oscypki, Małysza i Janka Kosa? A może po to, żeby poprawić nam wszystkim humor, bo przecież "Polak też potrafi"? Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i chwalił się swoimi stadionami w Monachium czy Gelsenkirchen! Co tam fałszywi Angole z tym swoim nędznym Wembley II czy zdradzieccy Francuzi ze Stade de France!
Jeden techniczny szczegół. Patrzę codziennie na powstający w stolicy stadion i zadziwiają mnie przyczepiane sukcesywnie do niego biało-czerwone płachty. Już niedługo cała zewnętrzna powierzchnia bryły tego obiektu zostanie nimi zasłonięta. Na początku ja i wielu moich znajomych myślało, że są to robocze siatki, które mają chronić robotników przed upadkiem z wysokości albo coś w tym stylu. Ale nie - siatki te mają stanowić stały element "dekoracyjny". Nie wiem, jaki będzie efekt finalny, ale teraz wygląda to fatalnie. "Stadion narodowy" owinięty roboczą siatką? Tylko w Polsce.
Jedno jeszcze mnie zastanawia. Kiedyś "stadion narodowy" był w Chorzowie i nikomu to nie przeszkadzało. Tłumy z całej Polski jeździły do Chorzowa dopingować "biało-czerwonych". Teraz najpewniej "Narodowy" będzie w Warszawie i zaczyna się szopka. Jedni obrażają się na drugich. Ślązacy już zapowiadają w internecie, że ich "stadionem narodowym" wciąż będzie Śląski, reszta Polski im odpowiada, żeby się w takim razie bujali. A wszystko przez to, że "Warszawa" zapomniała o Chorzowie przy rozdzielaniu EURO 2012 poszczególnym miastom. Obecna heca z nazwą tylko pogłębia podziały.
Podsumuję to wszystko krótko. Zamiast Stadionu Narodowego wolałbym oglądać zwycięską reprezentację Polski. Obojętne gdzie. A najchętniej na Wembley, Stade de France czy innej Allianz Arenie.
Zapraszamy na: www.footballblog.pl
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










