Przaśna, ale własna. Wraca Ekstraklasa

Narzekamy na tę naszą Ekstraklasę, wieszamy na niej psy i czasem nawet wyzywamy od ostatnich. Podziwiamy Bundesligę za organizację, ilość kibiców i poziom, dwie drużyny Primera Division za zdominowanie piłkarskiej Europy, Premier League za kupę szmalu, jaką w nią wpompowano oraz za wielkie emocje i grę niemal przez 12 miesięcy w roku. Jednak i tak największe emocje wzbudza w polskich kibicach Ekstraklasa, nasza ojczyźniana, zgrzebna liga. Właśnie startuje - 25 lutego odbędą się pierwsze mecze zaległej XVI kolejki. Kolejne spotkania 26 i 27 lutego.
To nic, że w Niemczech obejrzeliśmy właśnie kolejkę numer 23, w Hiszpanii - 24, we Włoszech - 26, a w Anglii 27. To nic, że nasze nowe stadiony mają masę niedoróbek, a murawa na obiekcie mistrza Polski po dwóch meczach nadaje się do kolejnej wymiany. To nic, że w stolicy powstanie kolejny stadion na ponad 30 tysięcy kibiców (po Stadionie Narodowym i stadionie Legii - tym razem dla Polonii Warszawa) w sytuacji, kiedy średnia frekwencja na Konwiktorskiej to obecnie 2-3 tysiące widzów. To nic, że Ekstraklasa nadal nie ma głównego sponsora i że nie wiadomo, kto od przyszłego sezonu będzie transmitował mecze polskiej ligi. To nic, że podniecamy się incydentem w postaci gry polskiej drużyny w pucharach na wiosnę. Takich "to nic" mógłbym wymienić jeszcze tysiąc. Albo i dwa. Tylko co z tego, skoro i tak kibice są wierni polskim klubom i rozpoczynająca się runda oznacza dla nich westchnienie radości i okazję do wprawienia się w stan pewnej nieważkości.
Znów kilku piłkarzy nam odeszło z Ekstraklasy, kibice pewnie zatęsknią głównie za Kamilem Grosickim, Pawłem Brożkiem czy Sławomirem Peszko. Ale mamy i kilka potencjalnych nowych gwiazd z zagranicy, jak Jaliens, Melikson, Hubnik czy Puri. Wróciło kilku Polaków "z nazwiskami" - Murawski czy Janczyk. Oczywiście i "młode wilki" powinny zacząć się wreszcie odważniej dobijać do pierwszych składów i być może reprezentacji - jak choćby Możdżeń, Kucharczyk, Sobota, Kamiński czy taki Rybus. Jak zwykle rozgrywki zapowiadają się emocjonująco - tym bardziej, że tabela po rundzie jesiennej nieco nam wywróciła ustalony od lat układ sił w Ekstraklasie. Co prawda rzutem na taśmę do czołówki doszlusowały Wisła Kraków i Legia Warszawa, ale już taki Lech Poznań okupuje miejsce tylko 2 punkty powyżej strefy spadkowej. Na czele Jagiellonia, wysoko Korona i Lechia. Bełchatowa nie liczę, bo jak zwykle zacznie rozdawać punkty bardziej potrzebującym.
Kto będzie mistrzem, a kto spadnie? Przed rozpoczęciem sezonu 2010/2011 przeprowadziliśmy małą sondę - jej wyniki są do obejrzenia tutaj. Na dziś wydaje się, że spore szanse na mistrza ma Jagiellonia, która co prawda pozbyła się Kamila Grosickiego, ale doszedł Bartłomiej Grzelak i kilku zawodników z zagranicy. Pamiętając o dobrej ręce trenera Probierza trzeba założyć, że uda się utrzymać dobrą formę zespołu i grupie pościgowej może być bardzo ciężko zdetronizować klub z Białegostoku. Wisła i Legia to dwie wielkie niewiadome, po przeprowadzonych transferach bardzo trudno określić, jak te dwa zespoły zaprezentują się w rundzie wiosennej. Spore aspiracje zgłasza kielecka Korona, głośno pokrzykują również znad morza (Lechia Gdańsk) oraz z Konwiktorskiej, gdzie Józef Wojciechowski rozwija swoje skrzydła coraz bardziej. Poza Bełchatowem w środkowej strefie tabeli pewnie spokojnie usadowią się Śląsk Wrocław, Górnik Zabrze i Zagłębie Lubin, które zabawią się w "janosików".
A drużyn, dla których każdy punkt będzie na wagę złota, mamy całkiem sporo - wszystkie ekipy od miejsca 11 w dół tabeli. Co prawda nie sądzę, żeby Lech walczył o utrzymanie, ale jego dorobek punktowy jest obecnie tak mizerny (a krajowa forma jeszcze gorsza), że przynajmniej na początku rundy wiosennej ciułanie punktów będzie dla "Kolejorza" celem samym w sobie.
Do spadku szykują się kluby śląskie - Polonia Bytom i Ruch Chorzów, które powalczą z Cracovią i Arką Gdynia. I raczej wśród tych właśnie klubów szukałbym tegorocznych spadkowiczów. Ale czy nie emocjonująco by było, gdyby do tych zespołów dołączyły takie marki jak Widzew czy Lech? To byłby naprawdę niezapomniany sezon - mistrzem zostaje Jagiellonia, na pudle jeszcze Korona i Lechia, a do I ligi spadają Lech i Widzew...
Tak czy siak fajnie, że polskie kluby wracają na boiska. Ile można patrzeć na Bundesligę czy Premier League? No dobra, można długo - ale prawdziwe emocje wzbudzają rozgrywki lokalne. Na zasadzie, że bliższa ciału koszula. Ja tam się cieszę.
Tomasz Szatański
Zapraszamy na: www.footballblog.pl.
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










