Prawdziwy Ronaldo zakończył karierę
Dochodzę do wniosku, że jestem już bardzo starym człowiekiem. Kiedy kariery piłkarskie kończyli zawodnicy starsi ode mnie, zwłaszcza tacy, którzy zaczynali być sławni zanim osiągnąłem futbolową świadomość, wszystko miało ręce i nogi. Czułem pewne prawidłowości historyczne. Teraz odchodzą na sportową emeryturę piłkarze, których początki doskonale pamiętam. Którzy niemal na moich oczach ewoluowali, dorastali, osiągali swoje najwieksze sukcesy. Frustruje mnie to. Dziś sfrustrowała mnie informacja o tym, że karierę zakończył sławny Ronaldo, jeden z najlepszych piłkarzy świata.
Dodatkowo frustrację potęguje we mnie świadomość, że dla wielu współczesnych Ronaldo jest tylko jeden i wcale kariery jeszcze nie kończy - i nazywa się Cristiano Ronaldo. Pamiętam do dziś zdziwienie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem w ogóle o tym zawodniku. Jak on śmiał nazywać się tak samo, jak PRAWDZIWY Ronaldo, ówczesny bóg z Brazylii, dwukrotny złoty medalista mundiali (raz zdobył srebrny medal po sławnym finale w 1998 roku przeciwko Francji), El Fenomeno?! Dla mnie to było niemal świętokradztwo. Dziś CR7 jest na pierwszych stronach gazet, a PRAWDZIWY Ronaldo kończy swoją karierę.
Nie ma sensu przytaczać tutaj całej biografii tego najlepszego w ostatnim 40-leciu piłkarza świata rodem z Rio de Janeiro. Napiszę o swoich wrażeniach. Pierwszy raz usłyszałem o nim, kiedy grał w PSV Eindhoven. Jeszcze wtedy szczuplutki młokos siał popłoch w szeregach obronnych drużyn z całej ligi holenderskiej. Pamiętam do dziś, jak powołany do reprezentacji w 1994 roku całe Mistrzostwa Świata w USA przesiedział na ławce rezerwowych, pomimo ogromnych nacisków ze strony prasy i ekspertów na trenera Carlosa Alberto Parreierę, żeby dać smarkaczowi zagrać choćby przez chwilę. Czułem wtedy niesmak, tym bardziej, że Brazylia zdobyła złoty medal - i co prawda Ronaldo mógł się tytułować mistrzem świata, ale co to za frajda, kiedy się nie zagrało ani minuty?
Okazja do powetowania sobie tych upokorzeń przyszła już cztery lata później, kiedy Ronaldo i Brazylia znów dotarli do finału Mistrzostw Świata - jednak przed meczem z gospodarzem turnieju, Francją, doszło do jednego z najbardziej tajemniczych epizodów w historii mundiali. Ronaldo, najlepszego zawodnika ekipy brazylijskiej, dopadła tajemnicza choroba. Tuż przed finałem miał podobno napady padaczkowe, dostał jakieś zastrzyki, lekarze odmawiali zgody na jego wyjście na boisko. W końcu jednak piłkarz zagrał, ponoć dlatego, że wymusił to na trenerze Brazylii koncern Nike, sponsor reprezentacji. Ronaldo snuł się po boisku, dodatkowo staranował go Barthez, "Canarinhos" polegli z kretesem aż 0:3. Jednak tajemnicy tego, co się działo naprawdę przed tym meczem, nikt nigdy oficjalnie nie rozwikłał.
Ronaldo zdobył "pełnoprawne" mistrzostwo świata na kolejnym mundialu. W 2002 roku w finale Brazylia pokonała Niemców, a "El Fenomeno" zdobył dwa gole. Pamiętam, że na głowie wystrzygł sobie wtedy taki śmieszny trójkącik, a w świat poszedł news, że przez ten eksces jego własne dziecko go nie poznało w telewizji.
Ronaldo był na pewno najlepszym piłkarzem świata w tych latach. W 97 meczach kadry strzelił 62 gole.
Robił również oszałamiającą karierę w klubach. Po PSV Eindhoven trafił do Barcelony, później zaliczył Inter Mediolan, Real Madryt oraz AC Milan. Karierę zakończył w Corinthians Sao Paulo. Zdobył w sumie 352 gole w 511 spotkania (dane za: Wikipedia).
Co jeszcze zapamiętam z historii Ronaldo? Przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze to, że gdyby nie jego poważne kontuzje (np. dwa razy zerwane więzadła krzyżowe w kolanie, chyba najgorsza piłkarska kontuzja), jego kariera byłaby jeszcze bardziej okazała. Poza tym piłkarz generalnie o siebie nie dbał, lubił się bez umiaru zabawiać w wolnym czasie oraz miał tendencje do tycia. Ale kiedy był zdrowy - nie miał godnych siebie obrońców.
Druga historia, jakiej nie zapomnę, to niefortunne zdarzenie z trójką transwestytów, których Ronaldo omyłkowo wziął za wyjątkowo atrakcyjne dziewczyny lżejszych obyczajów i zaprosił do swojego apartamentu na noc. Kiedy się wreszcie zorientował, jaką pomyłkę popełnił, zaproponował panom po 300 funtów i wyprosił. Dwóch sobie poszło, faktycznie, ale trzeci (niejaki Andre, który jednak wolał być nazywany Andreą) zażądał jeszcze dodatkowych 15 tysięcy za dyskrecję. Jak widać cała sprawa wyszła na jaw, więc albo Ronaldo okazał się skąpcem, albo Andre/a kłamcą.
Na zakończenie kariery Ronaldo wrócił do drużyny, błysnął niezłą formą i strzelił całkiem sporo bramek. Jednak musiał zawiesić ostatecznie buty na kołku, gdyż (jak sam powiedział podczas konferencji prasowej) "...ciało nie pozwala". Wygląda na to, że to naprawdę koniec. Jeden z najlepszych piłkarzy, jakich nosiła Matka Ziemia, naprawdę powiedział "pas".
Ronaldo był napastnikiem kompletnym. Potrafił wszystko - kiwnąć dowolną ilość zawodników przeciwnika, huknąć potężnie zza linii pola karnego, ośmieszyć rywala na połowie metra kwadratowego, błyskawicznie uciec goniącym go rywalom, strzelić gola każdą częścią ciała. Nieprawdopodobna łatwość we wszystkim, co robił na boisku, była wręcz nieprzyzwoita. Kiedy zbliżał się z piłką do przeciwnika, w oczach rywala natychmiast pojawiała się obawa, wręcz lęk przed ośmieszeniem. Sama jego obecność paraliżowała zawodników drużyn przeciwnych. A po straconym golu nie pozostawało im nic innego, jak oddać hołd "El Fenomeno".
A ten obecny "Ronaldo", ta słaba podróbka PRAWDZIWEGO Ronaldo, może mu co najwyżej buty wiązać.
Tutaj mała (naprawdę maleńka) próbka umiejętności Ronaldo:
Zapraszamy na: www.footballblog.pl.
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama











