Polska (liga) dla Polaków
Grzegorz Lato chyba postanowił zostać politykiem, i to z dość skrajnymi przekonaniami. Właśnie ogłosił, że będzie walczył o to, by ograniczyć ilość zagranicznych piłkarzy grających w polskich ligach.
Co prawda szef Polskiego Związku Piłki Nożnej doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że niczego klubom narzucić nie może, ale liczy na dogadanie się. Takie po ludzku dogadanie się. Żeby marnej klasy nieudacznicy z zagranicy nie blokowali miejsca w składach polskim brylantom, talentom co się zowie. Bo cierpi na tym cała polska piłka, polska reprezentacja. Dokładnie takie samo zdanie ma Franciszek Smuda.
Szczerze mówiąc bawią mnie takie zapowiedzi i narzekania. Podobnie jak bawi mnie taki parytet w polityce - że 35% obsady na listach wyborczych muszą zajmować kobiety. Kogo tam by interesowało, czy i jakie mają kwalifikacje. Mają być, bo tak trzeba i już. Lato prawdopodobnie chciałby, żeby podobnie było w futbolu. Na przykład minimum 50% (tu widzę problem, bo jest nieparzysta liczba graczy) zawodników miała polski paszport. Dlaczego mnie to bawi?
Bo przypomina mi to leczenie gangreny za pomocą plastra z opatrunkiem. Takie ustalenia nic nie dadzą bez gruntownych, systemowych reform w polskiej piłce. Bo zapisać sobie możemy i 100% polskich graczy w klubach. Tylko co z tego, skoro poziom wyszkolenia młodych zawodników jest fatalny? Co z tego, że klub pozwoli grać młodym Polakom, jeśli przez to obniży się poziom i wyniki okażą się być niesatysfakcjonujące?
Wiem, wiem, młodzi muszą grać. Ale też nie za wszelką cenę. Dziś futbol to również biznes, często prywatny. Właściciel łoży na klub, ale oczekuje wyników. Lato mówi, że za jego czasów po boiskach biegało mnóstwo młodych, świetnych polskich piłkarzy. Zdaje się jednak zapominać, że za jego czasów nie było prywatnych klubów i wynik ekonomiczny stawiano daleko, daleko. Teraz warunki zmieniły się dramatycznie.
Inna sprawa to sprowadzanie do Polski słabych cudzoziemców. Jednak - jak wyżej - ekonomiczne podejście do piłki sprawia, że ci słabi szybko są z klubów odprawiani. Nawet w Ekstraklasie widać już postęp, trafiają tu coraz sensowniejsi gracze.
Nie wierzę, że polscy trenerzy są w stanie odsunąć od składu zdolnych polskich młodziaków kosztem słabszych obcokrajowców. Posada trenera zależy od wyników, więc sztuczne osłabianie drużyny nie jest po prostu w interesie szkoleniowców. Być może problem tkwi w tym, że polscy trenerzy nie potrafią właściwie ocenić możliwości juniorów, którzy ocierają się o podstawowy skład? Może polscy trenerzy są w tej materii niedouczeni? Może kierują się stereotypami?
Inna sprawa - jakie korzyści ma klub z promowania młodych polskich piłkarzy? Ja widzę raczej niedogodności. Przykład, który znam z autopsji: Tomasz Wieszczycki. Piłkarz wybitny, uzdolniony wielce. Wypatrzony już za młodu, promowany, szybko awansowany do pierwszej drużyny ŁKS i grający w reprezentacjach Polski. Facet, który w piłce mógł osiągnąć dużo więcej. Ale zajechany, wyeksploatowany maksymalnie, wyżyłowany. Wykorzystywany bez sensu i bez pojęcia w juniorach, seniorach i kilku reprezentacjach naraz. Nic dziwnego, że zdrowia nie starczyło. W Polsce nie ma systemu właściwego prowadzenia uzdolnionych zawodników. Jest młody, jest zdolny? To niech gra wszędzie, gdzie tylko można go upchnąć. Nikt się nie martwi tym, że jego organizm dopiero się kształtuje i nie może być nadmiernie eksploatowany.
To wszystko są uchybienia systemowe. To system trzeba zmienić, a nie uruchamiać parytety czy tym podobne bzdury. Pod pojęciem systemowym rozumiem nie tylko kwestie szkoleniowe, ale również program promocji polskich piłkarzy - na przykład "system motywacyjny" dla klubów, które stawiają na swoich wychowanków czy zdolnych juniorów. Żeby faktycznie to się opłacało. Żeby się opłacało utrzymywać te wszystkie akademie piłkarskie, inwestować w rozwój młodzieży. Żeby młodzi byli dopieszczani, mieli swoje piękne boiska, znakomite warunki do rozwoju. Tego wszystkiego w Polsce nie ma.
Więc pitolenie i biadolenie Franka i Grześka, te ich głodne kawałki o ograniczeniu liczby obcokrajowców - traktuję jako objaw frustracji oraz braku kompetencji. Mam nadzieję, że obaj panowie dadzą sobie spokój i zabiorą się do normalnej, ciężkiej pracy. Obaj mają na głowie EURO 2012 - Lato organizacyjnie, Smuda reprezentacyjnie. Jest więc pole do popisu. Publiczne narzekanie do niczego dobrego nie doprowadzi.
Aczkolwiek, już podsumowując, oczywiście nie twierdzę, że nie ma problemu. Młodzi zdolni polscy zawodnicy powinni być szkoleni, wychwytywani i promowani. Reprezentacja kraju musi mieć z takich ludzi pożytek, żebyśmy nie musieli się wstydzić za jej wyniki lub naturalizować kolesi, którzy z Polską mają tyle wspólnego, co ja z Antylami Holenderskimi.
I już na sam koniec "żart" Franciszka Smudy, kompletnie nieśmieszny. Powiedział on, że większy sens zaczyna mieć dla niego wyjazd na mecz Bundesligi, bo tam zobaczy więcej grających Polaków niż w Ekstraklasie. Szczerze? Nie miałbym nic przeciwko temu. Póki co nie zanosi się, żeby liga niemiecka miała być słabsza niż polska, więc jeśli zawodnicy znad Wisły w większej ilości pojawiają się na boiskach naszych zachodnich sąsiadów, to mnie to tylko cieszy. I na pewno nie jest to powód do zmartwień. A daleko nie jest - poza tym Franz lubi tam jeździć. W czym więc problem?
Tak więc panowie - do pracy. Nie kompromitujcie siebie i polskiej piłki.
Zapraszamy na: www.footballblog.pl.
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










