Nowe stadiony nam się zwrócą. Soczystym pawiem
Jestem zagorzałym zwolennikiem nowoczesnych stadionów w Polsce. Poważnie. Aż mi serce rośnie, kiedy budzę się rano i pierwszą myślą jest: "kurczę, za kilka miesięcy będziemy mieli piękne i funkcjonalne obiekty, gdzie zagrają piłkarze, gdzie odbywać się będą koncerty największych światowych gwiazd, gdzie wreszcie będą chciały reklamować się najpotężniejsze światowe koncerny i marki". Chwilę później jednak przychodzi otrzeźwienie. Stadiony są co prawda nowoczesne i ładne, ale... one nigdy na siebie nie zarobią. Zwróci się może ułamek kosztów. Reszta pójdzie w błoto.
Czytam i słucham. Mam przecież i oczy i uszy. Zewsząd atakują mnie informacje o opóźnieniach, przekroczeniach kosztów, kłótniach między inwestorami i wykonawcami. Najpierw były problemy ze stdionem w Poznaniu, przecież wcale nie budowanym od podstaw. Nie dość, że trawa nie chce tam rosnąć (wbrew reklamie), to jeszcze koszty znacznie przekroczyły 700 milionów złotych. Potem wybuchła afera z obiektem w Gdańsku - PGE Arena miała być... areną meczu Polska - Francja. Spotkanie już zostało przeniesione do Warszawy, a kolejny termin oddania stadionu do użytku (2 czerwca 2011) już przestał być aktualny.
Teraz mamy problem ze Stadionem Narodowym, gdzie Narodowe Centrum Sportu wystosowało bardzo ostre w formie i treści pismo do generalnego wykonawcy (konsorcjum Alpine-Hydrobudowa-PBG). Chodzi o wady kontrukcyjne schodów i instalacji, co grozi przynajmniej trzymiesięcznym opóźnieniem terminu uruchomienia najważniejszego sportowego obiektu w Polsce. Co więcej, mecz otwarcia (Polska - Niemcy), który miał oficjalnie zainaugurować funkcjonowanie Narodowego (6 września 2011) nie odbędzie się najprawdopodobniej w związku z tym. To znaczy odbędzie się, ale nie na Stadionie Narodowym.
Stosunkowo najciszej jest o Stadionie Miejskim we Wrocławiu, co wcale nie oznacza brak problemów. Po prostu ten obiekt ma być oddany najpóźniej, a do meczu otwarcia (prawdopodobnie Polska - Włochy) ma dojść dopiero w listopadzie. Tym niemniej wykonawca (konsorcjum Mostostalu) na początku kwietnia oszacował opóźnienie w realizacji inwestycji na 103 dni. Pięknie.
Koszt budowy wspomnianych czterech stadionów oscyluje w granicach grubo ponad 4 miliardów złotych (Poznań 700 milionów, Gdańsk 700 milionów, Wrocław 850 milionów, Warszawa 1,9 miliarda). Oznacza on gigantyczne zadłużenia samorządów, które w większości będą właścicielami obiektów. Jak te pieniądze mają być zwracane bankom - nie mam zielonego pojęcia. Ale słabo to widzę.
Nie rozumiem również wysokości tych kosztów. Dlaczego polskie stadiony są tak horrendalnie drogie? Gdzieś znalazłem wyliczenia, że np. nowy stadion w Wolverhampton będzie kosztował (w przeliczeniu, 37 tysięcy miejsc) około 180 milionów złotych. Co oznacza koszt na jedno miejsce - 4800 zł. A nasze nowe stadiony? Wrocław i Gdańsk - 16-20000 zł, Warszawa - 34000 zł! O co tu chodzi?
Tomasz Szatański
Zapraszamy na: www.footballblog.pl
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










