Jan Paweł II a piłka nożna
1 maja to Święto Pracy - które paradoksalnie obchodzi się pierdząc w kanapę i leniuchując przed telewizorem. Kiedyś jeszcze lud przymuszony wylegał na pochody, machał chorągiewkami, nosił transparenty. Teraz model spędzania pierwszomajowego, nikomu niepotrzebnego "święta" jest zgoła odmienny. Ale 1 maja 2011 zapisze się w annałach tym, że miliony Polaków wyjdą ze swoich domów. Nie pójdą jednak na pochód, a do kościołów i na rozmaite place - to dzień ogłoszenia świętym papieża Jana Pawła II. Człowieka, który gdyby nie powołanie do świętości, mógł być... świetnym bramkarzem.
Dotarłem właśnie do rankingu wielkich osobistości życia publicznego, które pomimo wielkiego talentu piłkarskiego wybrały inną drogę życiową, umieszczonego w serwisie goal.com. Jan Paweł II zajął w tym rankingu pierwsze miejsce - co zresztą nie dziwi, bo umieszczenie świętego na dalszej pozycji otarłoby się przecież o bluźnierstwo:) A już poważniejąc - polski papież wyprzedził w tym zestawieniu tak znane z miłości i skłonności do futbolu postacie, jak Rod Stewart, Julio Iglesias, Albert Camus, Steve Waugh, Nicky Byrne, Sean Connery, Luciano Pavarotti, Simen Agdestein czy Alan Prost.
Oczywiście ranking ten to po prostu fajna zabawa, a nie jakieś poważne opracowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że Karol Wojtyła za młodu wykazywał spore talenty futbolowe. Często można go było spotkać na boisku, gdzie stawał głownie między słupkami i według wielu mógł zostać naprawdę znakomitym bramkarzem. Nie został nim jednak - i dobrze, bo jako papież z pewnością bardziej wpłynął na losy świata niż gdyby został nawet najlepszym tego świata w historii golkiperem.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że Jan Paweł II jako papież wielokrotnie dawał świadectwo swojej słabości do futbolu. Gościł futbolistów na audiencjach, łaskawie przyjmował od nich wszelkiego rodzaju pamiątki, pozował do zdjęć. Był pierwszym w historii papieżem, który wybrał się na stadionowe trybuny i obejrzał na żywo mecz piłkarski - 29 października 2000 roku zaszczycił swoją obecnością towarzyskie spotkanie Włochy - Reszta Świata, rozgrywane na stadionie olimpijskim w Rzymie. Wcześniej celebrował na tym obiekcie mszę świętą.
Bardzo ciepło wspomina papieża Zbigniew Boniek, który mieszka w stolicy Włoch od dawna i na Plac Świętego Piotra ma raptem 3 kilometry. Kilkukrotne spotkania z Janem Pawłem II, rozmowy i humorystyczne sytuacje jeden z naszych najlepszych piłkarzy często wspomina w wywiadach. Nie tak dawno temu opowiadał o papieskiej audiencji dla piłkarzy Juventusu Turyn bodajże w 1983 roku. Ówczesny Juventus był potęgą, w jego składzie grało sześciu mistrzów świata z Hiszpanii (1982). Boniek schowany gdzieś z tyłu, z przodu największe sławy piłkarskiego świata. I nagle papież pyta: "A Boniek gdzie?".
Jednak największe szczęście miał chyba inny piłkarz - irlandzki bramkarz Shay Given. Jan Paweł II udzielił mu bowiem papieskiego błogosławieństwa podczas ślubu.
Papież miał swoje sympatie kibicowskie. Nie ukrywał, że najbliższe jego sercu są Cracovia i Barcelona. Przez wiele lat zresztą był honorowym członkiem "Dumy Katalonii" i co roku otrzymywał z klubu specjalny karnet. Jednak trudno powiedzieć, by Jan Paweł II przejawiał inklinacje kibicowskie - papież wielokrotnie w swoich homiliach potępiał wszelkie przejawy rasizmu i brutalizacji zachowań pomiędzy kibicami różnych drużyn. Pomimo deklarowanej sympatii do Cracovii dał się na przykład sfotografować w szaliku konkurencyjnej krakowskiej Wisły.
Zresztą z tymi klubami związana jest chyba najtragiczniejsza historia, jaka wiąże polskiego papieża z piłką nożną. Otóż po jego śmierci 2 kwietnia 2005 roku w Polsce zapanowała ogólnokrajowa żałoba. Na stadionie Cracovii odbyła się wielka pokazówka - ponad 25 tysięcy kibiców wielu klubów wzięło udział w mszy świętej w intencji zmarłego. Pod koniec nabożeństwa wszyscy wymieniali się szalikami, stworzyli nawet łańcuch z klubowych szalików. Krzyczeli "Pojednanie dla papieża!". Wtedy też kibice obu krakowskich klubów publicznie zadeklarowali "zakopanie toporów wojennych", właśnie w imię zmarłego Jana Pawła II. Wszystkie media pokazywały wzruszonych szalikowców Wisły i Cracovii, którzy ściskali się i zachowywali naprawdę w sposób cywilizowany. Niestety, miłość trwała krótko. Dziś już nikt nie pamięta o tamtych deklaracjach. Nawet śmierć papieża, wielkiego kibica tych klubów, nie pomogła w przełamaniu wieloletnich animozji i nienawiści. Może wyniesienie Jana Pawła II na ołtarze przypomni wszystkim o tym, że w życiu liczą się wartości, a nie zaszlachtowanie kibola innego klubu.
Dość o kibolach.
Dla mnie sympatia papieża do piłki nożnej i futbolistów była ujmująca. Wzruszało mnie to, że Jan Paweł II, pomimo wielu obowiązków, znajduje czas na zainteresowanie się wynikami czy losami klubów. Że potrafi z taką swobodą rozmawiać z przyjmowanymi zawodnikami o piłce, o ostatnich meczach. Że jest w tym wszystkim autentyczny, prawdziwy. Dlatego teraz, kiedo go już z nami nie ma, trochę mi tego wszystkiego brakuje.
Zapraszamy na: www.footballblog.pl
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama











