Czy prawdziwy piłkarz może być gejem?
Zastanowiła mnie niedawna dyskusja w niemieckim futbolu na temat homoseksualismu w piłce nożnej. Niektórzy piłkarze (Mario Gomez, Manuel Neuer) czy działacze (Theo Zwanziger, prezes Niemieckiej Federacji Piłkarskiej) zachęcają piłkarzy o homoseksualnej orientacji do tzw. coming outów, czyli publicznego przyznania się do swoich seksualnych preferencji. Odmiennego zdania jest Philipp Lahm, który w mediach odradza pilkarzom-gejom taki krok. Powiem wprost - nigdy ten temat nie zaprzątał mi głowy, ale chyba problem jest. No bo jak? Mają się ujawniać czy nie?
Kiedyś na Wyspach grał Justin Fashanu, angielski piłkarz nigeryjskiego pochodzenia. Niezły napastnik, który nastrzelał trochę goli dla Norwich City i Notts County. Był pierwszym czarnoskórym piłkarzem w Anglii, za którego klub zapłacił ponad milion funtów (Nottingham Forest). Był również pierwszym znanym zawodnikiem, który zdecydował się na wspomniany już coming out (22 października 1990 roku). Już wcześniej wszyscy podejrzewali go o odmienną orientację, co było początkiem końca pięknie zapowiadającej się kariery. Z hukiem wyleciał z Nottingham, gdzie nie chciał go widzieć na oczy Brian Clough. Zawodnik stał się pośmiewiskiem kibiców i innych piłkarzy oraz obiektem mało wybrednych żartów. Zmieniał kluby, wyjechał do USA, ale chciał grać na wysokim poziomie. Wrócił do Anglii, przyznał się oficjalnie do bycia gejem i to okazało się gwoździem do trumny. Nigdzie nie zagrzał już miejsca, nigdzie go nie chciano. W końcu jakiś chłopak bezpodstawnie oskarżył Fashanu o molestowanie. Sąd oddalił oskarżenie, ale niedługo później piłkarz się powiesił.
Smutna historia, ale chyba dość symptomatyczna. Nie wierzę, że w futbolu, który na profesjonalnym poziomie trenują setki tysięcy zawodników, wszyscy są heteroseksualni. Jednak od samobójczej śmierci Justina Fashanu żaden choćby troszkę znany piłkarz nie przyznał się do bycia gejem. Dlaczego? Dla mnie to oczywiste - bo piłkarze mają olej w głowie. Wolą ukrywać swoje preferencje, bo w innym przypadku staną się, dokładne jak Fashanu, obiektem kpin, lżenia i poniżania. Stracą milionowe kontrakty, szacunek kolegów i przeciwników z boiska oraz podziw kibiców. Od 1998 roku nie zmieniło się w tej materii dokładnie nic.
Arkadiusz Onyszko napisał w swojej książce "Fucking Polak": "...Nienawidzę gejów (...) Nie mógłbym siedzieć w ich towarzystwie (...) Nigdy nie spotkałem piłkarza geja. W futbolu nie powinno być dla nich miejsca". Jestem przekonany, że tego samego zdania jest niemal 100% piłkarzy i kibiców. Według nich futbol to sport dla prawdziwych mężczyzn, a geje (raczej pedały) to nie są prawdziwi mężczyźni. Geje to szmaty. Geje nie potrafią grać w piłkę. Prawdziwi piłkarze gardzą gejami. Pedałami.
Co więcej, takie zachowania i poglądy piłkarzy mają swoje odzwierciedlenie na trybunach. Kibice chętnie obrażają zawodników drużyn przeciwnych określając ich mianem "pedałów". Być może wynika to z faktu, że część kibiców wywodzi się ze środowisk zbliżonych do skrajnej prawicy, gdzie panuje pogłąd, iż homoseksualistów powinno się w najlepszym wypadku wysyłać na przymusową kastrację.
Z drugiej strony ci sami ludzie tolerują na przykład obcałowywanie się zawodników po strzelonym golu (tu natychmiast przychodzi mi na myśl Grzegorz Lato namiętni całujący Andrzeja Szarmacha po golu strzelonym przez tego ostatniego w meczu z Włochami podczas mundialu w RFN w 1974 roku) czy zawodników absolutnie metroseksualnych (na przykład David Beckham). Ci sami ludzie podniecają się posągowo zbudowanym Francesco Tottim, którego półnagie zdjęcia zdobią kolorowe magazyny. Sami piłkarze zaś bez skrępowania kąpią się wspólnie nago pod prysznicami, często podziwiając i porównując długość swojego przyrodzenia. Skąd wiem? Z autopsji:)
Sytuacja diametralnie się zmienia, jeśli by się okazało, że jeden z drużyny jest gejem. Dlaczego? Z jakiego powodu? Staram się wczuć w sytuację. Sam kiedyś trenowałem i tak się zastanawiam, czy gej w drużynie by mi przeszkadzał. I powiem wprost - nie. Oczywiście pod jednym zasadniczym warunkiem: że nie dobierałby się do mnie i że nie miałby erekcji mu na mój widok. Naturalnie twierdzę tak teraz, dwadzieścia lat po zakończeniu swojej "kariery". Nie wiem, jakbym reagował mając lat dwadzieścia.
Jednak, wracając do początku tego artykułu, podzielam zdanie Philippa Lahma - piłkarze-geje nie powinni się ujawniać. W piłce, wbrew apelom FIFA i UEFA, nie ma miejsca na tolerancję, zwłaszcza seksualną. Przynajmniej jeszcze nie. Najprawdopodobniej będzie tak, jak kiedyś z piłkarzami o innym kolorze skóry - w końcu są traktowani nie gorzej niż biali (choć rasistowskie teksty padają wciąż dość często). Ale jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim piłkarz bez obaw o represje przyzna się do odmiennej orientacji seksualnej.
Czy to jest w ogóle potrzebne? Czy takie coming outy czemuś dobremu mogą posłużyć? Kiedyś może tak, oczywiście. Mam w pracy kumpli-homoseksualistów. Świetnych fachowców. Cenionych i docenianych. I dyskretnych. Nie obnoszą się ze swoją orientacją, bo nie muszą tego robić. Nie muszą nikomu niczego udowadniać. Są oceniani wyłącznie za to, jakimi są pracownikami. I dokładnie tak samo powinno być w futbolu. Mnie nie interesuje, czy zawodnik X czy Y sypia z panami czy z paniami. Jego sprawa. Dla mnie ważne jest to, jakim jest piłkarzem.
Dlatego mam gdzieś gadki zarówno przeciwników gejów w piłce, jak i skrajnych zwolenników głośnego opowiadania o swojej odmiennej orientacji. Nie ma się czym podniecać. Liczy się futbol. Nie można deprecjonować piłkarzy dlatego, że są gejami. Nie można również stawiać ich na piedestale z tego powodu.
Tomasz Szatański
Zapraszamy na: www.footballblog.pl
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










