Ulepili po jednym bałwanku
Lech Poznań zremisował z Juventusem Turyn 1:1 i tym samym awansował do kolejnej rundy Ligi Europejskiej. Wczorajszy mecz, meczu jednak nie przypominał. Bardziej wyglądało to na walkę o utrzymanie się na nogach, a niektórzy z piłkarzy czuli się jakby zdobywali Mont Everest. Sukcesu Lecha, w żadnym stopniu, to jednak nie umniejsza i z czystym sumieniem trzeba przyznać - Lech Poznań, już dziś, można nazwać solidną europejską drużyną.
Kiedy wczoraj w godzinach porannych nie wiadomo było czy mecz się odbędzie, niewielu z nas przypuszczało, że około godz. 23:00 na stadionie przy Bułgarskiej będzie więcej śniegu niż kibiców. O ile jeszcze w pierwszej połowie wszystko wyglądało jak mecz piłki nożnej, o tyle drugą połowę można nazwać już zupełnie czymś innym. Kiedy wcześniej oglądałem skoki z Kuopio, a następnie mecz Lecha, doszedłem do wniosku, że miejsce rozgrywania tych dwóch imprez można spokojnie zamienić i nikt by się nie zorientował. Przypuszczam nawet, że to na skoczni w Finlandii, piłkarzom obydwu drużyn grałoby się lepiej niż przy Bułgarskiej.
Obydwa zespoły ulepiły po jednym bałwanku i mecz zakończył się remisem 1:1, który okazał się zwycięskim dla piłkarzy mistrza Polski. Można by rzec, że to piłkarze Lecha bardziej "gryźli śnieg" niż zawodnicy Juventusu i stąd ten korzystny rezultat, ale prawda jest taka, że brawa należą się obydwu ekipom, bo grając w tak ekstremalnych warunkach, chwilami naprawdę dali dawkę dobrego, europejskiego futbolu. Kto był najlepszym zawodnikiem na boisku? Zdecydowanie Milos Krasić. Chłopak wyglądał na boisku niczym czeski hokeista. Objeżdżał Luisa Henriqueza jak początkującego łyżwiarza figurowego. Naprawdę wydawało się, że Serb wychował się w takich warunkach, jakie zastał w dniu wczorajszym w Poznaniu (w sumie dużą część swojej kariery spędził w rosyjskim CSKA Moskwa - warunki jeszcze bardziej arktyczne niż te wczorajsze).
Lech Poznań dokonał rzeczy z gatunku "mission impossible". Na kolejkę przed końcem fazy grupowej Ligi Europejskiej zapewnił sobie awans z grupy, gdzie pod względem budżetu sportowego i marki zawodników skazany był na pożarcie. Wygrana z Salzburgiem i Manchesterem City, oraz dwa remisy z Juventusem sprawiły, że Lech jest już rozpoznawalną marką w Europie, której powinny obawiać się już nawet wielkie firmy europejskiego futbolu. Z niecierpliwością czekam na luty i kolejnych przeciwników głodnych zimowych szaleństw...
Zapraszamy na: sebastianczaplinski.blogspot.com
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama











