Dwa nazwiska, ilu piłkarzy?
O dwóch obrońców wzmocniła się wczoraj nasza Ekstraklasa. Dwóch zawodników, o których można powiedzieć: "piłkarz z nazwiskiem". I obym był złym prorokiem, ale niestety tak to się może skończyć - że po boiskach, zamiast tych piłkarzy będą biegać koszulki z nazwiskami.
Pierwszy to Michał Żewłakow, rekordzista pod względem występów w Reprezentacji Polski, swego czasu piłkarz m.in. Anderlechtu czy Olympiakosu. Od niedawna nie miał jednak żadnego klubu, odkąd zdecydował się zerwać kontrakt z Ankaragucu, do czego miał zresztą prawo (bo klub nie wypłacał zaległych pensji). Pocieszające jest to, że do Ekstraklasy wraca jako prawdziwa gwiazda, człowiek który jednak coś w futbolu osiągnał, pograł na dość wysokim poziomie i swojej kariery nie musi się wstydzić. To zdecydowanie nie jest facet, który za granicą tylko grzał ławę i teraz wraca z podkulonym ogonem.
Tylko, że nie jest powiedziane, że ten doświadczony piłkarz musi się w naszej lidze ponownie sprawdzić. 35 lat to dla zawodnika z pola wiek schyłkowy. Wprawdzie w Polsce niekjtórych zawodników, jak Tomasza Hajtę czy Piotra Świerczewskiego ekspolatowano do samego końca, ale czy na tle tej słabej ligi jakoś znacząco się wyróżniali? Co do Żewłaka można mieć takie same obiekcje, zwłaszcza że on sam wybitnym piłkarzem nigdy nie był. Był solidny, był zdeterminowany, był wytrzymały - i to są zalety. Ale w wieku 35 lat, te zalety bledną zdecydowanie, zwłaszcza jeśli nie są poparte wielkim talentem. W każdym razie Żewłak przydać się może bardziej jako autorytet czy nauczyciel dla młodych, bo w końcu trudno żeby jakikolwiek szacunek u zawodników wzbudzał Skorża.
32-letnim zawodnikiem wzmacnia się też Wisła, a wątpliwości przy tym transferze są zgoła odmienne od pozyskania Żewłakowa przez Legię. Do Białej Gwiazdy trafia Michael Lamey, holenderski prawy obrońca, z całkiem ciekawym CV - grał już w PSV, Arminii, AZ Alkmaar, Duisburgu czy Leicester - a przecież zawodnik, który zaliczył choćby jeden mecz w Premiership, który trafia do naszej ligi to rzadkość. Z tej strony mamy więc transferową rewelację. Ale jest też druga strona medalu - Lamey to człowiek-szklanka, bardzo często kontuzjowany. Stąd pewna obawa, że pomimo dobrego CV może okazać się po prostu piłkarzem, który na murawę będzie wchodził co kilka tygodni. Zresztą dobre CV o niczym nie świadczy, czego najlepszym przykładem jest chociażby Serge Branco.
W naszej lidze mamy więc dwóch obrońców więcej - dwóch obrońców z nazwiskami. Teraz powstaje pytanie: na ile to będą piłkarze, a na ile tylko nazwiska?
Przemysław Żaba
Zapraszamy na: zabiaperspektywa.blox.pl.
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










