Solidarność – naszą siłą
Każdy z nas ma w sobie odrobinę szaleństwa. Weźmy na przykład kibiców Łódzkiego Klubu Sportowego, którzy przemierzyli pół Polski (ok. 369 km) w drodze do Nowego Sącza, aby ostatecznie w geście solidarności z miejscowymi fanami okradzionymi przez ochronę z meczowej oprawy, po minucie opuścić bramy stadionu Sandecji.
WROGOWIE SYSTEMU
O tym „chuligańskim” incydencie nie napisze artykułu żaden z dziennikarzy Gazety Wyborczej, nie zrobi reportażu żadna stacja telewizyjna. Massmedia w dzisiejszym, pozbawionym jakichkolwiek wartości moralnych świecie nie rozumieją już takich słów jak solidarność, honor czy braterstwo, które dla „stadionowej dziczy” nadal są droższe od pieniędzy. Tutaj możemy dopatrywać się ogniwa zapalnego konfliktu na linii: nowoczesny, materialny świat, kontra konserwatywni kibice, których szacunku kupić się nie da. Najlepszym przykładem na potwierdzenie mojej tezy jest film, który w ubiegłym roku debiutował na polskich ekranach. „Skrzydlate świnie” to nie tylko Paweł Małaszyński w roli „kibola” i jego popisy kaskaderskie zwieńczone skrojeniem flagi z jadącego pociągu. To dowód na to, jak bardzo zdeformowany, mijający się z rzeczywistością obraz środowiska kibicowskiego funkcjonuje w głowach osób, które swoją wiedzę o nim opierają na tym, co uda im się wyczytać w GW oraz w innych „przychylnych” nam mediach. Czy wśród Twoich znajomych – kibiców, byłbyś w stanie wskazać osobę, która od dziecka chodząc na mecze ukochanego klubu, deklarując tym barwom miłość i wierność , mogłaby go sprzedać za kilkanaście papierków? Odpowiedź na to pytanie różni nas w znaczącym stopniu od reszty społeczeństwa, która wraz z nadejściem nowych czasów płynnie i bez zbędnych protestów przeszła do oddawania hołdu nowemu, staremu bożkowi – mamonie. Dziś trudno zrozumieć osoby, które dla takich błahych dla większości wartości jak: Bóg, Honor, Ojczyzna, byłyby w stanie bez chwili zawahania oddać swoje życie. Wbrew wszelkim popierającym i pogłębiającym te patologiczne zmiany w imię postępu politykom, mediom, celebrytom, to nie my w tym konflikcie jesteśmy katami wobec „dobrych” lub patologią wśród „normalnych”. Są nimi osoby, które dały się zwieść i uwierzyły w powtarzane po tysiąckroć kłamstwa. „Kibole, faszyści, nietolerancyjny zaścianek” – staliśmy się wrogami systemu, a nie jego zdobyczą. To nie my czujemy strach oglądając kolejny odcinek serialu o „stadionowych bandytach”, tylko oni widząc dziesiątki tysięcy osób zwiastujących na ulicach polskich miast rychły koniec pewnej epoki. To nie my zeszliśmy do podziemia ogłupiając społeczeństwo odpowiednio spreparowaną „prawdą” za pomocą gazet, telewizji czy Internetu. Aż w końcu to nie my boimy się słownej konfrontacji – nawet na wygodnym dla naszego przeciwnika medialnym gruncie.
BRACI SIĘ NIE TRACI
Żyjemy w świecie, w którym wszystko odwróciło się do góry nogami. Nie zważając na notorycznie rzucane nam pod nogi kłody, możemy chodzić ulicami naszych rodzinnych miast z podniesioną głową. Godnie znosząc próbę czasu staliśmy się nie tylko „zacofanymi półgłówkami” w zaślepionych oczach przeciętnego Kowalskiego, ale i przede wszystkim ostatnim bastionem hołdującym tradycjom naszych dziadów, dumnym ze swojej polskości i patrzącym bez kompleksów w stronę jakże nowoczesnego zachodu. Staliśmy się ostatnią szansą na przywrócenie normalności w Polsce, która na skutek działań obecnego establishmentu ugruntowała sobie stabilną pozycję w „europejskim salonie” – nic nie znaczącą, „na kolanach”. Broń Boże nie przesadzam z tymi wzniosłymi słowami, ponieważ kto jak nie my – odważni, młodzi, zdeterminowani i coraz to lepiej zorganizowani ludzie miałby podnieść rękawicę rzuconą w stronę tego co naszym sercom jest najbliższe? Mogę Was zapewnić, że wyjdziemy z tej wojny z tarczą. Wygramy, bo musimy wygrać. Innej opcji nie ma.
NASZ CZAS
Nigdy nie byłem zwolennikiem mieszania sportu z polityką i na odwrót. Obecna sytuacja nas jednak do tego zmusiła. Warto zastanowić się nad tym, czy obrana forma protestu jest optymalna. Przepraszam, nie forma, lecz miejsce. Brak dopingu wpływa negatywnie przede wszystkim na mobilizację naszych klubowych zawodników przez co poziom rozgrywek spada jeszcze niżej niż dotychczas (tak, jest to możliwe). Warto zadać sobie pytanie: Kogo chcemy w ten sposób przekonać do swoich racji? Kibiców z przeciwległej trybuny, czy tych przed telewizorami? A może delegata PZPN? Czy z własnej woli rezygnując z prowadzenia dopingu, którym do niedawna zachwycała się cała zachodnia Europa, nie dajemy przypadkiem premierowi tego czego chciał? Powinniśmy wyjść z naszą inicjatywą naprzeciw szarym obywatelom, którzy w głowach mają zakodowany obraz kibica przedstawiony w przytoczonym przeze mnie na początku artykułu filmie. Wiadomo, że wśród nas również znajdują się „czarne owce”, których niezrozumiałe dla mnie i większości kibiców wybryki odbijają szczególne piętno na reputacji całego środowiska. Nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że z tą patologią trzeba walczyć. Tak jak z łapówkarzami, pijanymi kierowcami, pedofilami… Czas najwyższy wyprowadzić rodaków z błędu i pokazać im kim tak naprawdę jesteśmy. Patriotami, osobami działającymi na rzecz rozwoju naszego lokalnego środowiska, ludźmi odpowiedzialnymi, którzy nie boją się stawianych przed sobą wyzwań. Zacznijmy burzyć propagandową machinę naszego przeciwnika potężnym młotem prawdy. Stać nas na to.
Miłosz Łaski
Polecamy również inny tekst autora "'Kibole' kontra 'Salonowa Koalicja'"
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










