Generacja siedząca
Czasy się zmieniają – ten fakt nie ulega najmniejszym wątpliwościom. Jako dzieciak biegający za piłką (czyli wcale nie tak dawno temu) wyobrażałem sobie przyszłość zupełnie inaczej. W związku z tym nie wiem, czy w dalszej części felietonu stać mnie będzie na obiektywne opisanie otaczającej mnie rzeczywistości i powstrzymanie się od nadmiernego generalizowania ludzi zarówno tych w moim wieku, jak i tych z „młodszego pokolenia”. Wszystkich dotkniętych moim subiektywizmem oraz ogólnym potraktowaniem tematu – serdecznie przepraszam.
ZA PAN BRAT Z FUTBOLÓWKĄ
Część oficjalną mamy za sobą. Postaram się teraz przejść do meritum moich dywagacji, czyli… piłki nożnej (a to niespodzianka). Dzieci z podstawówek, gimnazjaliści, licealiści od kilku tygodni odpoczywają oddając się beztroskiemu wakacyjnemu szaleństwu. Zasłużoną (w mniejszym lub większym stopniu) przerwę od szkolnych obowiązków polscy uczniowie spędzają… I tu pojawia się pierwsza różnica. Sięgając wspomnieniami kilka lat wstecz, aż chciałoby się dokończyć to zdanie: grając w piłkę z kolegami. Teraźniejszość okazała się jednak dużo bardziej brutalna niż mogło mi się to wydawać kilka lat temu, kiedy rano wychodziłem z domu trzymając piłkę pod pachą, a wracałem wieczorem z obtartymi kolanami i cieszyłem się z podwórkowego zwycięstwa bądź pałałem rządzą zemsty po przegranej. To był standard. Oj, nie miała wówczas lekkiego życia moja futbolówka, którą „katowałem” dzień w dzień do upadłego. Co dziwne ta schematyczność spędzania wolnego czasu nigdy mnie nie znudziła. I tak już od kilku lat tęsknym okiem spoglądam przez okno w stronę asfaltowego boiska, na którym „działa się magia” i nie widząc żadnego młodego człowieka, czuję się zawiedziony otaczającą mnie rzeczywistością. „Każde pokolenie ma własny czas;
Każde pokolenie chce zmienić świat; Każde pokolenie odejdzie w cień; A nasze ? Nie” – choć nie pałam szczególną sympatią do zespołu KOMBI to widzę jakiś głębszy sens w przywołanym przeze mnie refrenie piosenki . Jakże nieporównywalnie większy bagaż „życiowych doświadczeń” mógł zebrać chłopiec zakochany w magii futbolu, od tego marnującego swoje dzieciństwo przed ekranem komputera? Odpowiedź na to pytanie dołuje mnie w porównywalnym stopniu co zmęczona „chorobą filipińską” (no bo czym, że przecież innym?) twarz Aleksandra Kwaśniewskiego.
WOLNOŚĆ W MASZYNIE
Wszelkiej maści media informują - komputer pobudza wyobraźnię, wyzwala w dziecku ciekawość, poszerza jego zainteresowania. Nie śmiem wdawać się w polemikę z niepodważalnymi (do siły „Pudziana” trochę mi brakuje, a przecież powszechnie wiadomo, że wyznawcy ery komputera mają problemy z nadwagą) autorytetami, ale czy przypadkiem uprawianie sportu oprócz poszerzania wyobraźni nie wpływa również pozytywnie na rozwój ciała młodego osobnika? Ma się rozumieć, że wysportowana sylwetka to już przeżytek minionej epoki? Słuchając fali nawoływań do prowadzenia aktywnego trybu życia oraz widząc pustość tych słów dochodzę do przykrych wniosków – tak. Dziś bardziej liczy się „wyrzeźbiona” od trzymania myszki dłoń dziecka niż jego prawidłowy rozwój, którego gwarantem jest uprawianie sportu. Do czego to prowadzi i czemu się tak nad tym rozwodzę? Odpowiem na to pytanie opowiadając pewną historyjkę z życia wziętą – takie do wyobraźni przemawiają chyba najlepiej. Pewien znany mi gimnazjalista miał swego czasu problemy ze zdaniem do następnej klasy. Czekała go sierpniowa poprawka. Pani dyrektor szkoły do której uczęszczał zaniepokojona lekceważącym stosunkiem ów ucznia do nauki postanowiła spotkać się z jego mamą, aby przedstawić nie łatwą sytuację w jakiej znalazł się jej syn oraz zaoferować swoją pomoc w przygotowaniach do „ostatniej szansy” na promocję do następnej klasy. W tym spotkaniu uczestniczył również sam zainteresowany, który propozycję pani dyrektor skomentował krótko i dosadnie następującymi słowami: „Dajcie wy mi wszyscy święty spokój. Mam 72 level Metina (internetowa gra MMOG) i to się liczy.” No cóż… Wniosek chyba nasuwa się sam: nie tylko czasy się zmieniają - priorytety też.
ZŁOTY ŚRODEK
Wraz z nadejściem nowej epoki, w której komputery, platformy PlayStation, Xboxy są równie dostępne i powszechne jak woda w rzekach zmieniła się również w zauważalnym stopniu mentalność Polaków. Granie w piłkę nożną po części zostało zmarginalizowane i zaszufladkowane, jako sport dla ludzi biednych, których nie stać na zakup osiągnięć postępu cywilizacyjnego. Podobnie ma się kwestia pojmowania dobrego smaku w temacie form spędzania wolnego czasu. Dziś jest to pójście do multipleksu, centrum handlowego, parku rozrywki, a nie wizyta na stadionie. Tym o to sposobem naszą Ojczyznę spotkała fala narodzin piłkarskich gwiazd – w popularnej Fifie, czy w cieszącym się równie dużym zainteresowaniem PES-ie. Szczerze powiedziawszy zamiast tysięcy wirtualnych Messich i Ronaldów wolałbym jednego realnego piłkarza w biało-czerwonym trykocie. Na tym zakończę moje dzisiejsze dywagacje. Teraz idę pograć na Orliku w piłkę z kolegami. W końcu dla kogoś zostały wybudowane… Nawet jeśli mieliby z nich korzystać tylko i wyłącznie „stadionowi bandyci”. Bo przecież nie zaczyna się budowy domu od (przyznaję) pięknie zdobionego dachu tylko od fundamentów, których brak udowodniłem w tym felietonie. Prawda panie Tusk?
Miłosz Łaski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










