Pięć grzechów głównych
Coraz mniej kibiców pamięta mecze Legii (1995/96) i Widzewa (1996/97) w elitarnej Lidze Mistrzów. Trudno się temu dziwić gdyż od ostatniego występu polskiej drużyny w Champions League minęło… 13 lat. W najbardziej elitarnych rozgrywkach klubowych na świecie grają drużyny z: Białorusi, Słowacji, Ukrainy, Rumunii, ale próżno w tym gronie szukać drużyn znad Wisły. W czym więc tkwi problem polskiej piłki nożnej i polskiej ligi, że nawet mimo reformy Platiniego nie możemy się przebić do klubowego raju? Poniżej lista pięciu grzechów głównych polskich klubów.
1. Zbyt wysokie pensje piłkarzy. Piłkarze grający w polskiej ekstraklasie nie są w stanie osiągnąć poziomu swoich kolegów zza granicy. Mimo wszystko zawodnicy czołowych polskich klubów zarabiają bardzo duże pieniądze. Dobrym przykładem może być Euzebiusz Smolarek. Zawodnik ten przez pół roku szukał klubu, mimo tego miał o sobie bardzo wysokie mniemanie i nie chciał przyjąć pierwszej lepszej oferty. Po krótkim epizodzie w greckiej Kaavali trafił do Polonii Warszawa. Tutaj na starcie dostał 400 tys. Euro za sezon gry. Efekt? 13 spotkań i tylko 3 gole. Nie jest to z pewnością wynik godny bohatera eliminacji EURO 2008. Jego pensja jest zdecydowanie zbyt wysoka w porównaniu z jego dyspozycją. Smolarek nie zasługuje na takie pieniądze, zwłaszcza, gdy popatrzymy na budżety polskich klubów.
2. Słabe zaangażowanie na treningach. Wynika to bezpośrednio z punktu pierwszego. Jeśli zawodnik zarabia ok. miliona złotych rocznie to nie wkłada w trening 100%. Polscy ligowcy uważają, że takie pieniądze im się po prostu należą bez względu na to, jaką formę będą prezentować. Na ten problem uwagę zwrócił były trener Wisły Kraków- Dan Petrescu. Rumun stwierdził, że z klubem nie osiągnął zamierzonych rezultatów gdyż zawodnicy narzekali na ciężkie treningi, które im aplikował. Podobnego problemu Petrescu nie miał w Unirei Urziceni i wprowadził ją do Ligi Mistrzów. Przykład ten ilustruje, że zawodnicy z ekstraklasy nie rozumieją do końca starej ludowej maksymy - „Bez pracy nie ma kołaczy”.
3. Beznadziejny system szkolenia mlodzieży. System szkolenia młodzieży w naszym kraju ewidentnie szwankuje. Ze świecą szukać w kadrze klubów pierwszoligowych wychowanków grających regularnie w pierwszym zespole. Ostatnimi czasy trend ten uległ lekkiemu odwróceniu, o czym świadczą przypadki Zagłębia Lubin i Lecha Poznań. Niestety jednak nadal w klubach dominuje przekonanie, że lepiej kupić zawodnika z jakiegoś egzotycznego kraju afrykańskiego czy też z Ameryki Południowej, niż zainwestować w najmłodsze grupy adeptów piłki nożnej. Ściągnięcie piłkarzy z zagranicy jest tańsze. Jest to myślenie pozbawione przyszłości. Rola dobrego szkolenia młodzieży to podstawa futbolu w dzisiejszych czasach, o czym mogą świadczyć przykłady Ajaxu Amsterdam z lat 90. czy obecnej Barcelony, a inwestycje w młodzież na pewno się zwrócą. Potrzeba tylko trochę cierpliwości.
4. Zbyt krótkie rozgrywki ligowe. Problem o znaczeniu podstawowym. Jeśli liga nadal będzie liczyła szesnaście zespołów to polskie kluby będą co najwyżej trzecią ligą europejską. Rozgrywki w Anglii, Hiszpanii czy we Włoszech trwają przez cały rok (z wyjątkiem wakacji). W Polsce natomiast runda jesienna kończy się na początku grudnia. Kolejna zaczyna się natomiast dopiero w lutym. Nie da się tak łatwo nadrobić dwóch miesięcy. Może się o tym boleśnie przekonać Lech Poznań w starciu ze Sportingiem Braga. Taka sama sytuacja występuje na początku rozgrywek. Polskie kluby zaczynają sezon od… starć w europejskich pucharach. W miarę dobrą formę łapią już jednak w momencie, w którym liżą rany po odpadnięciu. Z problemem tym można walczyć różnymi sposobami. Jednym z nich jest zwiększenie ligi do np. 18 zespołów gdyż na zapleczu ekstraklasy jest kilka klubów, które aspirują do awansu. Innym rozwiązaniem jest zmniejszenie ligi do 10 zespołów i zastosowanie modelu szkockiego. Można też wprowadzić dodatkowe rozgrywki o jakąś poważną stawkę w przerwie zimowej (dobrą próbą był Puchar Ekstraklasy).
5. Osłabianie składu przed najważniejszymi meczami. Wspomniał o tym w swoim felietonie Tomasz Szatański, ale punkt ten niejako podsumowuje moje rozważania, więc poniekąd powtórzę myśl Tomasza. Polskie kluby przed meczami kwalifikacyjnymi do Ligi Mistrzów z reguły wyprzedają swoje największe gwiazdy (najświeższy przykład to Sławomir Peszko). Jeśli drużyna, która zdobywa mistrzostwo Polski jest, co roku za słaba to logiczne jest, że nowy mistrz powinien się wzmacniać. Niestety szefowie polskich klubów od lat powielają te same błędy. Kiedy tylko pojawi się jakaś korzystna oferta za pojedynczego piłkarza, to zarząd klubu bez namysłu sprzedaje takiego zawodnika. Gdzie tu logika? Przecież pieniądze zarobione z transferu są niczym w porównaniu z profitami płynącymi z występów (nawet porażek) w Lidze Mistrzów czy Lidze Europejskiej. Włodarze wolą jednak pewny zysk niż niepewny awans. Nie ma ryzyka nie ma zabawy. W tym wypadku bardzo dochodowej zabawy.
Z okazji trwających Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam Drodzy Czytelnicy a także sobie, żeby w polskiej piłce w końcu coś ruszyło się do przodu, aby wprowadzone zmiany wyszły nam wszystkim na dobre.
Michał Buczek
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










