Zrobił swoje

Wczoraj cały wieczór nie mogłem pozbyć się uśmiechu – oto Euzebiusz Smolarek, cudowne dziecko polskiej piłki rozmienione na drobne w kilkunastu średniakach, wychuchany i wymuskany, postrzegany jako metroseksualny i chuchrowaty wali w łeb Mańka Arboledę. Arboleda, współczesny gladiator z klatą jakiej Maciej Iwański nie widział nawet na fotach, z charakterem i agresją polskiego (bo wmawiają nam, że to Polak) odpowiednika Nemanji Vidica czy innego grającego w Anglii zabijaki… złożył się w harmonijkę. Dwa razy. Pod ciosami 68-kilowego Smolarka.
W którą stronę galopuje ten chory futbol? Z jednej strony mamy Euzebiusza i od krytyki tegoż właśnie rozpocznę, gdyż jeślibym tego nie zrobił po raz kolejny zostałbym uznany za troglodytę hołdującemu kultowi siły. Pierwszy zarzut – jak to możliwe, że chłopak który zwiedził szatnie na najfajniejszych stadionach w Europie, liznął piłki na poziomie, o którym nie śnią nawet jego koledzy z drużyny, a przede wszystkim z ligi, gra sobie na wyższych, bądź niższych szczeblach lat już ładnych kilka i daje się sprowokować. Wybaczcie, ale prowokować to się dają ludzie z reprezentacji U21, ale nie dojrzali, ukształtowani piłkarze w dodatku tacy od których oczekuje się spokoju i opanowania nawet w kryzysowych sytuacjach. Pomijając teorię spiskową, którą uknuć nie jest wcale trudno. Najpierw konflikt z Arboledą w mediach, skierowanie uwagi na mecz, na ich konkretny pojedynek po czym lufka i po pierwsze udowodnienie swoich teorii, że Maniuś to płaczek, a po drugie trzy bądź cztery mecze urlopu decyzją Komisji Ligi. Smolarek odchodzi w blasku, bo ostatni mecz mu nieźle wyszedł, a z tego wszyscy będą pamiętać czyn, którym bądź co bądź zdobył serca wielu kibiców mających już po uszy płaczliwego Uwaziaj uwaziaj. Może nawet DżejWu się nie wkurwi, jak to ma w zwyczaju gdy Ebi zawodzi.
Ale jest też druga strona, którą też trzeba jasno potępić. Maniuś, najbardziej polski z Polaków, świetny obrońca wyspecjalizowany w „ekspediowaniu piłek pod bramkę przeciwnika” oraz… No właśnie. Przypominam sobie publiczny lincz, jakiego doznał swego czasu Marco Materazzi – że ohyda, prowokacja, żenada, kompletne skurwysyństwo. Ale nie u Mańka. Arboleda padł niewinną ofiarą, a czemu mamy potępiać to, że jest sprytny i wsadził Smolarkowi palec w tyłek. Ale zostawmy to, przecież to nie wina Arboledy, że Kołtoń (którego skądinąd bardzo szanuję i lubię) i spółka kochają go miłością szczerą i cierpliwą. Bardziej boli mnie, że padł mit Arboledy – twardziela, Arboledy – człowieka z zasadami i charyzmą, Arboledy – zbawcy kadry i wroga nieczystej gry. Okazało się, że nasz kochany Maniuś jest zwykłym prowokatorem plus niezłą panną, która pada po ciosie gościa mojej postury. Tak nie zachowuje się twardziel, ideał i obrońca twardego oraz męskiego futbolu. Złożyć się jak harmonijka aż dwa razy, szarpać, gadać, płakać i łkać? Tak gra Vidic? Tak gra bezpardonowy Lucio? Ostry i stanowczy? Wolne żarty.
Obaj panowie swoim zachowaniem potwierdzili moją opinię, że w tej lidze próżno szukać wielkich charakterów. Świr, Hajto, Wiśniewski, Węgrzyn i Wam podobni - gdzie jesteście?!
Kuba Olkiewicz
Fot.: ASInfo
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










