mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Kuba Olkiewicz

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2011-01-25 08:31:45

Walijski Czarodziej


ryan_giggs_wikipedia_org_big_blog.jpgJest 1998, nie pamiętam pory roku, ale chłód nie wgryzał się w kości, choć kurtkę z pewnością trzeba było przywdziać. Zresztą, były to czasy, gdy mamusia dbała o to, bym w kurtce łaził nawet w temperaturach niebezpiecznie zbliżających się do 20-25 stopni. Jak wiadomo odzież wierzchnia lądowała wtedy szybko gdzieś na schronie, podczas gdy ośmioletni Kubuś zaczynał tańczyć z piłką o mało się o nią nie zabijając.

Jako, iż miałem wtedy większą wiedzę teoretyczną aniżeli praktyczną na temat futbolu, doskonale orientowałem się kogo widzę przed sobą, a dokładniej pod sobą. Zimne mury stadionu przy al. Unii 2 nie oddawały zupełnie wewnętrznego ciepła, ba, ognia który palił się we mnie na tyle gorąco, że był namacalnie widzialny w moich oczach. Błysk w oku na widok piłki był rzeczą zrozumiałą, a gdy w dodatku prowadził ją ten zawodnik… Ukochany ŁKS mierzył się z Manchesterem United i choć szans na awans praktycznie nie miał, walczył i ostrzeliwał raz po raz bramkę Czerwonych Diabłów.

Jasne, oddałbym nawet mojego ulubionego resoraka byle Rodowici Łodzianie mogli przejść dalej, nie ukrywam jednak również, że - może poza Grzesiem Krysiakiem, wiecznym numerem jeden w sercu – mój ulubiony piłkarz na murawie nosił t-shirt w kolorze krwistej czerwieni. Ryan Giggs. Już samo imię i nazwisko brzmi tak jakby koło ucha świstał transsyberyjski pociąg albo inny TGV. W tych kilku literach zawiera się szum wiatru rozcinanego przez rozpędzoną ludzką maszynę mijającą kolejnymi zwodami rywali. Jeśli z kogokolwiek poza ojcem mały i gruby Kubuś chciał brać wzór to był to z pewnością Ryan Giggs. Saganowski też był fajny, ale mi bardziej podobało się bieganie po skrzydle aniżeli strzelanie goli.

Miałem wtedy niemalże dziewięć lat – dokładnie tyle ile mały Ryan, gdy został wypatrzony przez skautów Manchesteru. Kibicował Czerwonym Diabłom, lecz trafił do szkółki „Citizens”. Utrzymał się tam do 1986 – właśnie wtedy przeszedł do drużyny w której jest do dziś. Siedemnastoletni Ryan (już nie Wilson, ale Giggs, po rozwodzie rodziców przyjął nazwisko matki) to nie – jak zwykło się mawiać w polskiej piłce – kandydat na piłkarza, ale ewidentne wzmocnienie ekipy Aleksa Fergusona. Debiutuje w 1991, chwilę później zalicza pierwszy występ w pełnym wymiarze czasowym, zdobywa gola, zaczyna swoje magiczne tańce na lewej flance. Numer 11 w United już w pierwszym sezonie mógł razem ze starszymi kolegami świętować zdobycie Pucharu Zdobywców Pucharów, a także Superpucharu Europy. Grywał w reprezentacji Anglii do lat szesnastu, potem jednak zdecydował się na występy dla swojej prawdziwej Ojczyzny, Walii. Skazał się na reprezentacyjny niebyt, na każdym kroku podkreślał jednak, iż nie żałuje decyzji a występy w Walii to dla niego zaszczyt. W rozgrywkach klubowych młodego pokolenia zdominował ligę wraz ze swoimi kolegami – Davidem Beckhamem, Gary Nevillem, czy Nicky Buttem. Dzieci Fergusona na długie lata opanowały zresztą także dorosłe ligi. Giggs został wybrany młodym piłkarzem roku w Anglii, a przecież konkurencja zawsze była tam dość mocna. Powtórzył to osiągnięcie, zostając przy okazji prawdziwym idolem wszystkich nastolatek, które były zafascynowane błyskotliwym skrzydłowym Manchesteru. Choć rolę playboya utracił na rzecz Beckhama, na boisku zaś większą charyzmą imponował Cantona, nie da się zaprzeczyć, że Giggs i tak był kluczowym elementem układanki Fergusona w tamtych latach. Bobby Charlton powiedział, że „kto wie, może będą mnie kiedyś nazywali drugim Ryanem Giggsem”, Keegan, że „Giggs nie jest drugim Bestem. On jest drugim Giggsem”, Kaka przyznawał, że na playstation zawsze dryblował lewoskrzydłowym Manchesteru, Del Piero zwierzył się, że płakał na meczu tylko dwa razy – gdy Baggio przestrzelił karnego w MŚ oraz gdy obserwował wyczyny Ryana.

Podczas swojej gry dla Czerwonych Diabłów Giggs zdobył wszystkie krajowe trofea: Puchar Ligi Angielskiej w 1992, 2006, 2009, Mistrzostwo Anglii w 1993, 1994, 1996, 1997, 1999, 2000, 2001, 2003, 2007, 2008 i 2009, oraz cztery Puchary Anglii w 1994, 1996 i 1999, 2004 roku. W latach 1999 i 2008 świętował wraz z drużyną zdobycie najbardziej prestiżowego klubowego trofeum na świecie - Pucharu Europy. Początkowo miałem zamiar pozostawić to bez komentarza, ale warto dodać, że strzelał gole, asystował i mknął po skrzydle w każdej możliwej edycji Ligi Mistrzów, Ligi Angielskiej, Pucharu Anglii, Pucharu Ligi, Tarcz Wspólnoty… Gdy grał Manchester, grał też Giggs. Zazwyczaj efektownie i efektywnie. 23 większe tytuły, pewnie z milion mniejszych. Jeśli Jordan z pięcioma pierścieniami mistrzowskimi jest legendą koszykówki, jak nazwać Giggsa, który ligę wygrał jedenaście razy?! Prywatnie? Odkąd Ferguson wyciągnął go za uszy z domówki (konkretnie z szafy) nie pije, nie pali, oszczędza lewą nogę nawet w aucie przesiadając się coraz częściej na automatyczną skrzynię biegów. Dwójka dzieci, Order Imperium Brytyjskiego, jedna żona, żadnych skandali, aktywna działalność na rzecz UNICEFu. Przez Manchester przewijały się kolejne gwiazdy, może nie zawsze był numerem jeden, może nie zawsze brylował – nie było jednak sezonu w którym by nie ugrał choć kilku punktów dla swoich Diabłów. Ile lat błyszczał Ronaldo? Ile Ronaldinho? Ile Cristiano Ronaldo? Ile jeszcze pogra na swoim poziomie Messi? Śmiem wątpić, że ktokolwiek będzie w stanie powtórzyć osiągnięcie Giggsa jakim są dwie dekady oszałamiającej gry w jednym klubie. Za każdym razem gdy pojawiały się transferowe plotki, on ucinał je podpisując kolejne kontrakty. Zawsze był przykładem profesjonalizmu i gry fair play. Zagrał w sumie niemal 900 razy z czerwoną kartką schodząc z boiska… raz. Ronaldinho był najlepszy, grał przez pewien okres na poziomie do jakiego ani Giggs, ani nikt inny nie potrafi się zbliżyć. W kontekście całej kariery, Ryan kasuje jednak wszystkich. Prócz znakomitej gry ofensywnej potrafi wrócić za akcją i efektownym wślizgiem odebrać piłkę. Wstać, pomknąć skrzydłem, przedryblować trzech rywali i dograć koledze do pustej bramki lub samemu zakończyć akcję golem. Wejść na szczyt nie jest wbrew pozorom ciężko o czym przekonują Adriano, Robinho, Ibrahimovic i gromada innych. Utrzymać się na nim jest jednak dużo trudniej, a czynić to przez tak długi okres czasu jak Giggs jest rzeczą niemalże niemożliwą. Był Cantona i Robson, byli Beckham, Yorke, Cole, potem nadszedł Tevez, Rooney, Valencia, Nani… Zawsze asystuje im Giggs.

- Oczywiście jest Pele i Maradona, ale dla mnie najlepszy jest właśnie on. – mówi Wes Brown.

Tymczasem przedłużył kontrakt z ManU o kolejny rok, pewnie strzeli jeszcze kilka goli w lidze, dołoży parę w Lidze Mistrzów, kto wie czy nie zdobędzie następnych tytułów. Ale czy on w ogóle jeszcze je liczy?

EDIT: W meczu z Birmingham wygranym 5:0 strzelił gola i miał asystę. Miły prezent z okazji przedłużenia umowy.


Kuba Olkiewicz
Fot.: Wikipedia

 

Reklama



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama