Problemy kadrowe
Kadra Reprezentacji Polski wyjechała za Ocean szlifować formę przed turniejem, który odbędzie się za dwa lata w kraju nad Wisłą. W dodatku na te prestiżowe zawody zjadą się ekipy wyłącznie ze Starego Kontynentu, nie ma mowy o tym, by w fazie grupowej trafić na Chile, a w ćwierćfinale na Brazylię. Jest sam środek rundy, drużyny walczą właśnie o jak najwyższe lokaty przed zimowym okienkiem transferowym, łatwiej przecież ściągnąć zawodnika do ekipy wicelidera, niż do zespołu pałętającego się w ogonach tabeli. Słowem, klubowe rozgrywki idą pełną parą, reprezentacja zaś ma przed sobą jeszcze sporo czasu na selekcję i dotarcie trybików przed Euro 2012. Mimo to jakaś mądra głowa podejmuje decyzję o wycieczce do Ameryki Północnej, by w tamtejszych warunkach zmierzyć się z ekipami Ekwadoru i USA.
Zastanawiają mnie co najmniej trzy kwestie. Pierwsza z nich, to zagadnienie fizjologiczne. Jakim prawem ktoś zdecydował, by wysłać chłopaków będących w środku sezonu, nie przyzwyczajonych do wędrówek samolotowych uwzględniających zmianę czasu, do USA, narażając ich na drastyczny spadek formy, a nawet utratę miejsca w składzie. Dlaczego mimo szumnych zapowiedzi, że na silnej piłce klubowej zbudujemy trzon mocnej reprezentacji w tą właśnie piłkę klubową ktoś wbija całkiem grubą szpilkę? Czytałem wiele kontrargumentów, mówiących m.in. o tym, że co nas nie zabije to zapewne wzmocni. Jasne, nowe doświadczenia są przydatne, lecz zaowocować mogłyby w przypadku gdyby za rok czekał nas gościnny występ w Copa America, bądź też okazałoby się, że część kadry wytransferowana została do River Plate i Fluminese, skąd będą przylatywać na mecze reprezentacji w Europie. Ok, niech chłopaki się przyzwyczajają do latania. Realia są jednak takie, że przez najbliższe dwa lata wszystkie mecze o punkty zagramy w strefie środkowoeuropejskiej, w dodatku rywalizując z zespołami ze Starego Kontynentu. Nie widzę więc sensu w wymierzaniu policzka w krajowe rozgrywki w nagrodę otrzymując dwa sprawdziany z, na chwilę obecną, zupełnie zbędnymi nam rywalami. Miejmy nadzieję, że powołani zawodnicy na co dzień występujący poza granicami kraju nie stracą miejsca w składzie, pamiętajmy, że niewielu w ogóle ma cokolwiek do stracenia.
Druga kwestia - finansowa, czyli jak-to-w-ogóle-możliwe-do-jasnej-choroby. Jak to w ogóle możliwe do jasnej choroby, że kadra licząca nieco ponad 20 osób, ze sztabem szkoleniowym pewnie około 30 ciągnie za sobą 14-osobową delegację działaczy. Dało się jeszcze jakoś wytłumaczyć jeżdżenie po Europie krok w krok za naszą eskadrą orłów, ba, nawet na upartego można by stwierdzić, że przyniosło to efekt w postaci organizacji wielkiej imprezy w 2012, ale eskapadę za Ocean w 14 głów? Jak mawiają - starczyłoby do oblężenia Paryża, a przecież chodzi tylko o towarzyski występ? No ale z drugiej strony sami oficjele przyznali, że polonusów oni dobrze znają, to są przecież wszystko przyjaciele z dawnych lat, trenerzy, piłkarze... Po przeczytaniu tejże wypowiedzi poczułem się naprawdę wspaniale - odnowione po latach znajomości, nawiązane ponownie sieci kontaktów, kto wie, może nawet odrodzone romanse, a to wszystko przy okazji jednego meczu. Zaczynam rozumieć sens wyjazdu i to jak bardzo był potrzebny. Szkoda jedynie, że cały bankiet (bo to nie jakaś biba, czy impreza, ale bankiet!) kosztował spore pieniądze. Z drugiej strony czemu ganić PZPN ?
Trzeci mój wielki problem - brak logiki w działaniu. O ile się nie mylę w naszym kraju ma zostać zorganizowana jakaś większa potupanka, gdzie zjadą się naprawdę przednie ekipy i dość wymagający kibice. Niektóre miasta twierdzą, że są już prawie, tuż tuż, za 10 minut gotowe. Absolutnie naturalnym pomysłem wydaje się więc organizacja czym prędzej jakiegoś test-meczu z udziałem Polski na jednej z tych bajecznych aren. Choćby po to by sprawdzić formę krajowej publiki. Jeśli zaś z jakichś powodów użycie nowych stadionów jest niemożliwe, dlaczego nie zagrać meczu pożegnalnego na którymś z zasłużonych antyków? Wydarzenie zapewne przyciągnęłoby widzów, piłkarze nie mieliby problemu z lataniem, działacze nie wydali by tak dużo na bale.
Z USA odnieśliśmy "zwycięski remis" 2:2. Biorąc pod uwagę, że Stany od lat już, z całkiem niezłym efektem, równają do światowej czołówki, podczas gdy nasza repra jest na froncie kompletnie odwrotnym wynik może zadowalać. Zastanowić się jednak należy, czy koszt tej chwili radości nie jest zbyt wygórowany. Możliwe, że egzotyczna wyprawa nie będzie miała negatywnych skutków, kadrowicze wzajemnie się dotrą i zintegrują podczas śmigania po Chicago, a dobra atmosfera wśród działaczy udzieli się całemu obozowi. Nie możemy w żadnym wypadku wykluczyć takiej opcji, a jeśli ona nastąpi - będziemy musieli schylić kornie głowę przed geniuszem osób decyzyjnych. Niestety zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest wystąpienie katastrofy - czy to pod postacią utraty miejsca w składzie przez Błaszczykowskiego, czy też pod postacią ligowej padliny, jaką prezentować zaczną kadrowicze, czy pod dowolną inną. Osądzić winnych jednak nie sposób. Nie mogę także przy okazji pisania o tych "problemach kadrowych" nie przypomnieć genialnego skeczu Manna i Materny -
Aktualne?
Pozdrawiam, Kuba
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










