Polska Myśl Szkoleniowa
Polska Myśl Szkoleniowa ™ to temat rzeka, który prawdopodobnie można by rozwinąć w pracę magisterską, jeśli nie doktorską. Jego przedstawiciele to zaś kasta wyjątkowo niejednolita i różnorodna.
Z jednej strony mamy przecież teoretyków w garniturach, którzy spędzają całe dnie na rozpracowywaniu przeciwnika i planowaniu jak dużą swobodę taktyczną pozostawić swojemu lewemu pomocnikowi, a jak zmobilizować najefektywniej prawego stopera. Każdy trening konstruują pieczołowicie dobierając trenerów od przygotowania fizycznego, zajęć fitness, psychologów oraz dietetyków, z mediami zaś rozmawiają dużo i ochoczo. Ich atrybuty to laptop i pióro Parkera.
Z drugiej zaś flanki stoi cała armia panów w sportowych dresach. Nienaganna sylwetka, klubowe dresy i buty sportowe na nogach to zewnętrzne oznaki uczucia do piłki nożnej, od razu rzucające się w oczy. Zazwyczaj przedstawiciele tego nurtu to trenerzy starsi, wciąż jednak lubujący się w zapachu trawy o poranku, gdy gonią właśnie swoich piłkarzy w jakimś wydolnościowym teście. Zazwyczaj dobrze żyją ze swoim składem – czasem podłączają się do gry w „dziadka”, czasem pójdą na drużynową kolację, dołożą się do „wkupnego”, gdy przychodzą nowi gracze. Nie rozstają się z piłką i pachołkami, śpią zaś ze stoperem na szyi.
Niezależnie jednak od tego, który ze stylów prezentują, od pewnego czasu trenerzy mogą być pewni jednego – pracodawca musi zatrudnić ich przynajmniej na sezon. Szczytna idea lansowana przez Andrzeja Strejlaua została wreszcie wprowadzona w życie, by ludzie z ławki rezerwowych też mieli pewien pozór bezpieczeństwa i zapewnienie stabilizacji. Warunki ich pracy także się poprawiają – problemem nie jest już synchronizacja treningów tak, żeby każdy mógł zdążyć z pracy i zaplanowanie obozu w taki sposób, by prezes sypnął na tenże pieniędzmi nie zastawiając przy tym w lombardzie fury masażysty. Nie trzeba już latać za kierownikiem drużyny, trując o nowe korki dla napadziora, o rękawice dla golkipera. Wrocławska prokuratura uratowała zaś coachów od nieprzyjemnego obowiązku prowadzenia klubowych składek i opłacania rywali tudzież sędziów. Trener może więc z powodzeniem skupiać się na swojej robocie.
Profesjonalizacja przynosi zaś wymierny efekt w postaci podwyższenia standardów w zawodzie. Równając do zachodnich wzorców, trenerzy opłacani są coraz lepiej, a przede wszystkim coraz więcej znaczą. Charyzma, elokwencja i błyskotliwość stają się równie cenne jak znajomość piłkarskiego rzemiosła i zdolność przekazywania swojej wiedzy podopiecznym. Za złe wyniki coraz częściej obwinia się trenera, a kluby bardzo powoli i niechętnie, ale jednak przyzwyczajają się do tego, że budowa drużyny nie trwa pół roku. Wyjątkiem jest Janusz Palikot polskiej piłki, mister JW Konstrukcja, który sądzi, że najlepiej utrzymywać "efekt nowej miotły" przez cały sezon, zmieniając trenerów raz na miesiąc maksymalnie. W środowisku krąży opinia, że gdy księżyc jest w pełni, pan Wojciechowski dostaje szału i zmienia trenera. A że cykl księżyca trwa akurat miesiąc...- Żywot trenera taki już jest, że prawą ręką podpisujesz kontrakt, a w lewej już trzymasz spakowaną walizkę. - narzekał Dusan Radolsky. Biorąc pod uwagę to, że pracował w Polonii taki osąd nie dziwi.
Zmiany na stołkach to jednak chleb powszedni od wielu lat, nikogo karuzela nie dziwi. Zaskakujące są jednak okoliczności, bo oto rewelacyjny Jose Bakero zalicza pierwsze potknięcie i zostaje wyrzucony. Fani Polonii krzyczą "Bakero wróć!". Za pięć dwunasta, tuż przed meczem z Manchesterem City zostaje wyrzucony z Lecha Zieliński, na jego miejsce trafia właśnie legenda Barcelony. Reakcja kibiców? "Chcemy trenera, a nie Bakera". Co ciekawe, do Polonii trafić ma... Jacek Zieliński. Nawet Monthy Python po uprzednich konsultacjach z Hitchcockiem nie mógłby napisać ciekawszego scenariusza. Tym bardziej, że na drugim planie rozegrał się bardzo ważny wątek poboczny - oto Juri Szatałow w pocie czoła przygotowuje Polonię Bytom do meczu z Craxą. Na kilka dni przed tymże dezerteruje jednak i obejmuje drużynę rywala. Manewr taktyczny godny Maty Hari, albo średnio ambitnego kina szpiegowskiego klasy B. Historia zakończyła się wprawdzie happy-endem, bo zdrajca został pokonany, lecz taka sytuacja w lidze to zawsze jakiś dodatkowy smaczek i atrakcja.
Jak dalej potoczą się losy naszych bohaterów? Hasło brzmi jak slogan z reklamy tasiemca, lecz na dobrą sprawę właśnie takie najbardziej do naszego podwórka pasuje. Telenowela trenerska musi trwać i kwestią czasu pozostaje kiedy znów zobaczymy ciekawe roszady na krzesełkach ławek rezerwowych. Czy w dresie, czy w gajerze, szkoleniowiec nie ma łatwego zycia...
Pozdrawiam,
Kuba Olkiewicz
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










