O C B?
Czytając doniesienia prasowe, komentarze ekspertów, medialnych autorytetów oraz innych mądrych (och jakże mądrych!) i gadających (jak dużo i barwnie gadających!) głów zastanawiam się – co ja takiego zrobiłem? Piszę ja, bowiem jestem kibolem. Długo się przed tym broniłem, uciekałem po krzakach i chowałem za szafą, ale w końcu mnie dopadliście. Chodzę na mecze. Drę puchę. Przeklinam, ba, bluźnię nawet! Mam parę wyjazdów. Jestem kibolem. Jestem potencjalnym narybkiem organizacji przestępczej! Jestem bandytą i marginesem społeczeństwa! Jestem narkomanem, może nawet dealerem, półmózgiem, może nawet bezmózgiem, debilem – z możliwości awansu na skończonego debila i wreszcie – grande finale – jestem przyczyną upadku polskiej piłki.
Tak często muszę prostować niedociągnięcia, przekłamania i nadużycia, że wpadam w rutynę. Wybaczcie więc bezpośredni ton i może nawet bezczelność komentarzy. Na ruszt trafiają tezy kolegi Derkowskiego, który jest rozkochany w antyfaszystach z St. Pauli, którzy wsławili się m.in. założeniem przedszkola w dzielnicy seks-szopów, publicznymi kopulacjami oraz napadami na prawicowych działaczy przeprowadzanych wspólnie z bojówkami Antify.
„Mecze są bardzo często przerywane”
Które? Z jakiego powodu? Od dymu rac? A czyż nie jest to śliczny widok? Pomijając, że przerwy na pirotechnikę zdarzają się też we Włoszech czy Francji, a niektóre kraje już zastanawiają się nad zalegalizowaniem stadionowych opraw. Tutaj mecz jest przerwany bo kubkiem dostał sędzia. Ale to lewicowi chłopcy z Hamburga, kochane ziomeczki, więc wszystko jest w porządku? Jakby to był fan w Polsce to byśmy mieli zawieruchę większą niż z kolegą Staruchowiczem. Że jak to w ogóle możliwe, że to kibolstwo, stadionowa mafia i bydło.
Dalej:
„Gdyby w Polsce do czegoś takiego doszło, o krzesełkach na stadionie pewnie moglibyśmy zapomnieć.”
Odpowiem linkiem: www.youtube.com/results?search_query=derby+telebim&aq=f
Derby oglądane na telebimie to już niemalże norma w miastach, gdzie są utrudnienia z liczbą biletów dla gości. Byłem na takich „prawie-na-żywo” derbach już dwa razy i nie wyrwałem ani jednego krzesełka. Ale jestem pewnie wyjątkiem, w dodatku niewidomym, gdyż nie dostrzegłem, że wkoło nikt inny także nie rozpoczął radosnej demolki. Czy warto chwalić transseksualizm to sobie pogadamy jak już społeczeństwo europejskie będzie piosenką przeszłości – starzejąca się ludność naszego kontynentu to nie tylko powszechność antykoncepcji i zmiana priorytetów, ale przecież także poważne problemy z instytucją rodziny – niestety ta nie będzie się powiększać w małżeństwie homoseksualnym bądź za sprawą transseksualisty. Ale to temat na inną dyskusję.
Zamykanie trybun ja sam zamykam w haśle „piłka nożna dla kibiców”. Nie ma kibiców, nie ma futbolu, to proste jak drut.
Co do Starucha – ja postuluję o dwuletni zakaz stadionowy dla Rooneya za ostatni wyskok z łokciem, o dożywotni (bo przecież to recydywista) zakaz udziału w imprezach masowych dla Lee Bowyera i o grzywnę (najlepiej gigantyczną) dla Zidane’a, który przecież ciepnął włoski materac w chwili doniosłej, a jego haniebne zachowanie obserwowały dzieci na całym globie. Tak to już jest, że wśród mężczyzn czasem trzeba wymienić po ciosie. Każdy kto zwiedził choć jedną piłkarską szatnię i wie co to „wkupne”, bądź „urodzinowe” wie, że piłkarze to są chopy, jak mawiają Ślązacy. Kibice to też chopy. Często nawet się wzajemnie znają ze spelun, z barów, z pijalni piwa i z podwórkowych ławek. Więcej – często nawet się bili między sobą za dawnych lat. Ja wszystko rozumiem, wiem że Staruch musi jakąś karę otrzymać, ale na Boga, nie róbmy z liścia wojny atomowej. Zwyczajna pyskówka, zwyczajny klaps, zwyczajna kara za wyjaśnianie brudów w złym miejscu. Pomijając, że Rzeźnik akurat jest chłopakiem, który w kaszę sobie dmuchać nie da i pewnie sam czuję się dość nieswojo, gdy robi się z niego cipę w mediach, przepraszam za dosadność słownictwa.
Co do Litara też już nie prostuję, nie wspominam o tym, że gość na Lechu barwy Polski hańbił ledwo trzymając się na nogach, że w bucie miał wódkę, że kobiety raczej lwicami salonowymi nie były – po prostu nie mam już sił na apelowanie o minimum obiektywizmu. Co zaś tyczy się artykuliku w gazetce Korony – był kontrowersyjny, ale taki jest urok demokracji. Wolność mojej pięści, kończy się na Twoim nosie. Skoro niektórzy mogą apelować o powieszenie narodowców, czemu drudzy nie mogą apelować o twardą politykę imigracyjną? Tym bardziej, że zagrożenie ze strony obcokrajowców faktycznie istnieje – zapytajcie Sarkozy’ego albo dowolnego Londyńczyka o białym kolorze skóry.
Teraz kolega Szatański, który zaplusował chęcią pokazania drugiej strony kibica. Niestety znów jednostronnie podszedł do incydentu Staruch vs Rzeźnik.
„Wyjaśnili sobie nieporozumienia? Zajście, podczas którego kibol bije piłkarza, nie jest "nieporozumieniem". Nieporozumienie jest wtedy, kiedy ja niewłaściwie kogoś zrozumiem. A jeśli ktoś komuś przyłoży w pysk, to jest to pobicie. Myślałem, że kibole lubią nazywanie spraw po imieniu. Czyżby coś się zmieniło?”
Jak ktoś nazywa swojego przełożonego kurwą i mu pyskuje to jest to bez wątpienia nieporozumienie. Podobnie jak wtedy, kiedy przełożony odpowiada strzałem w pysk.
„Strony działały w afekcie? W afekcie mógł działać piłkarz, który pyskował lżącym go kibolom. Jednak pobicie Rzeźniczaka miało miejsce w momencie, kiedy piłkarze wychodzili na tzw. rozbieganie po meczu, zatem już po upływie jakiegoś czasu od spotkania. Było sporo czasu na uspokojenie nerwów. Na pewno kibol nie działał w afekcie.”
Kibol nie działał w afekcie ponawiając krytykę Rzeźniczaka. Afekt wywołało w nim kolejne pyskowanie od strony mojego imiennika z Legii. Dopiero wtedy padł cios.
„Kibolom dobro klubu leży na sercu? Wolne żarty. A nawet jeśli, to cholernie osobliwie to okazują. Lżąc i bijąc piłkarzy. Kibolom coś faktycznie leży, ale nie na sercu. Tylko na mózgu. Móżdżku.”
Możliwe, że jestem w błędzie bo mam dość niewielki móżdżek – kto więcej robi dla Legii, pseudopiłkarze, czy kibice, z których to kieszeni ten klub od wielu lat istnieje i trzyma się w czubie, którzy to wyrobili klubowi markę, dzięki której nazwa „Legia” jest atrakcyjna dla sponsorów, którzy są z tym klubem i będą z nim nawet gdy karta przestanie żreć? Dla piłkarzy to są dwa, trzy, góra cztery lata z kariery. Dla kibiców to wielokrotnie całe życie plus tysiące wydanych złotówek. Które potem trafiają do piłkarzy.
Wracam do łupania kamienia i obijania piłkarzy. Aloha.
Kuba Olkiewicz
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










