Dirty Dozen
Parszywa dwunastka to klasyka kina wojennego i nie tylko. Tuzin straceńców mających za zadanie samobójczą misję to ludzie wykolejeni, skrzywdzeni przez los, ale także i Ci którzy sami krzywdzili. Każdy z nich o innym temperamencie, każdy o innej osobowości, część okrutnych, a przecież budzących w gruncie rzeczy sympatię. Widząc przeróżne jedenastki najlepszych, najpiękniejszych i najdroższych postanowiłem skonstruować swój. Skład tych, którym zdarzał się błądzić, czyli właśnie moja parszywa dwunastka.
Jak każdą drużynę tak i tą zaczynam tworzyć od trenera. Brygadą wykolejonych może dowodzić tylko silny autorytet, który mocną ręką ściśnie swoje rozbrykane gwiazdy, ale pozostanie także ich przyjacielem, z którym można kraść konie. Długo zastanawiałem się, czy bardziej odpowiedni będzie Mourinho, który skupi na sobie uwagę mediów, czy może Ferguson, którego słynna "suszarka" potrafi poruszyć nawet Rooney'a, który to z kolei nie wygląda na człowieka łatwo dającego się złamać i pouczać. Podczas rozważania który z nich lepiej poradzi sobie z moją brygadą straceńców przypomniałem sobie o nieco zapomnianym, przebywającym aktualnie na piłkarskim zesłaniu Giovannim Trapattonim. Jeśli zdjęcie wyraża tysiąc słów, to najlepiej będzie zamilknąć i pokazać to:
Skoro miejsce na ławce trenerskiej jest już obsadzone czas na kolejny ważny wybór - golkipera. Zazwyczaj staram się szerokim łukiem omijać truizmy, tym razem jednak przypomnę, że dobry bramkarz to połowa drużyny. Tu więc także miałem niemały dylemat - biorąc pod uwagę krążące w piłkarskim środowisku powiedzenie, że w każdym zespole musi być dwóch szaleńców - bramkarz i lewoskrzydłowy - stanąłem przed problemem nadmiaru kandydatów. Bo przecież i Skorpion Higuita i niesamowity Barthez, i znany z zamiłowania do prowadzenia głębokich dyskursów filozoficznych Bernard Lama... Cudze chwalicie, swego nie znacie - pomyślałem jednak ganiąc się w duchu i spojrzałem między słupki naszej reprezentacyjnej bramki. Czyż do mojego składu nie idealnie pasuje Boruc? Człowiek - legenda Celticu Glasgow, uwielbiany za swoje harde przekonania, za prowokacyjny styl życia i to, co w każdym łotrze kochamy najbardziej - złote serce. Potrafi rozwścieszczyć pół Szkocji publicznie wykonując znak krzyża tuż przed trybuną Rangersów, by tydzień później zostać bohaterem broniąc na ulicy przypadkową kobietę w ciąży. A to kogoś skrzyczy, a to kogoś pobije, w bramce spisuje się fantastycznie, by po chwili wpuścić "kapcia" pod brzuchem. Czy do parszywej dwunastki mogłem wziąć kogoś innego?
Obronę skonstruowałem prosto i konkretnie, nie bawiąc się w technicznych stoperów czy ofensywnie usposobionych bocznych obrońców. Moja defensywa to trzy dęby, których rozłożyste korony silnych ramion nie przepuszczą żadnego napastnika, niezależnie czy będzie on z piłką, bez piłki, czy odbiór będzie czysty, czy też z faulem. Zostając przy rodzimych gwiazdach - Dr Jekyll i Mr Hyde polskiej piłki, wybitny reprezentant niosący śmierć swoim autem, gwiazda Schalke szmuglująca kontrabandę, najbardzej waleczny, ale i niezbyt profesjonalny poza placem gry. Tomasz Hajto to postać kontrowersyjna, ale bezsprzecznie jedna z większych w polskiej piłce ostatnich lat. Dzisiejsi obrońcy reprezentacji mogą pomarzyć o osiągnięciach Gianniego, a niestety także o jego ambicji i woli walki. Nikola Mijailovic to z kolei postać znana z agresywnej gry w obronie i jeszcze bardziej agresywnej gry poza boiskiem. Najciekawsze fakty z jego życia to m.in. pierwszy gol w dwa tygodnie po debiucie, w meczu w którym w 29 [sic!] minucie został usunięty z boiska, pobicie studenta UJ, wielokrotne zsyłki do rezerw za spóźnienia, nieprofesjonalne prowadzenie, kłótnie z agencją menedżerską, z Marcinem Baszczyńskim, szalone rajdy w volskwagenie ulicami Krakowa kończące się strzałami ostrzegawczymi policji. Po drugiej stronie zaś serce do gry, walka i lojalność - odrzucał oferty m.in Dinama Bukareszt, czy ostatnio FC Vaslui. Aktualnie kapitan Korony Kielce. Sądzę, że z Hajtą uzupełnialiby się doskonale, a trener Trapattoni nie musiałby kląć i krzyczeć, tak jak musiał to robić w Bayernie. Tym bardziej, że tercet egzotyczny uzupełniłby prawdziwy rzeźnik - dwanaście czerwonych kartek, a także najszybsza w świecie żółta - po trzech sekundach meczu z Chelsea. Brutal, prowokator i szaleniec, to tylko niektóre z epitetów na jakie zasłużył sobie swoją "zdecydowaną grą w obronie". Po zakończeniu kariery został aktorem, brał udział w brytyjskim Big Brotherze, napisał książkę. U mnie zajmowałby się tym, co wychodziło mu najlepiej i w czym pozostaje niedoścignionym wzorem i mistrzem - zastraszaniem rywali.
Obrona, która prawdopodobnie miała by najmniej straconych bramek w dowolnej lidze świata (o ile sędziowie nie byliby zbyt okrutni) byłaby nieco osamotniona w działaniach defensywnych. Pomoc bowiem poskładałem wybitnie nastawioną na "ofens". Lewe skrzydło obsadziłbym piątym Beatlesem, niegrzecznym chłopcem z Manchesteru - Georgem Bestem. Maradona good, Pele better, George Best - hasło wyjaśnia moje ślepe uczucie do magika Czerwonych Diabłów. Legendarny piłkarz, jak każdy w mojej drużynie, miał również ciemną stronę, która ostatecznie zaprowadziła go do drużyny występującej daleko od ziemskiego padołu łez. Zamiłowanie do używek pozostających daleko poza orbitą zainteresowań zwyczajnych sportowców spowodowało przedwczesny zgon w 2005 roku. George wiedział o swoich słabościach, a jego cytaty jak np. "Wydałem dużo pieniędzy na wódę, babki i szybkie samochody – resztę po prostu roztrwoniłem." czy "Rzuciłem kobiety i alkohol i było to najgorsze dwadzieścia minut mojego życia" to absolutne klasyki. O ile nie byłby kompletnie pijany, zapewne wkręcałby w ziemię kolejnych obrońców. Do parszywej dwunastki pasuje jak ulał. Na drugą stronę wrzuciłbym zaś tego, który miał szansę przyćmić nawet Pelego. Śpiewający Ptak czyli Garrincha to według wielu ekspertów najlepszy drybler w historii. Niestety już między dwoma swoimi największymi osiągnięciami, czyli Mistrzostwami Świata 1958 i 1962 przeżywał poważne problemy ze swoim alkoholowym demonem. Wspaniałą grę przeplatał wielkimi skandalami, coraz większym wyniszczeniem swojego organizmu oraz stopniowym upadkiem. Jak niemal każdy futbolowy bandyta miał także złote serce - gest nazwany jego imieniem do dzisiaj gości na stadionach.
W środku nie mogłoby zabraknąć człowieka-skandalu, który gorszył przez lata flegmatycznych sympatyków futbolu na Wyspach. Paul Gascoigne to niewątpliwie legenda piłki nożnej w niesamowity sposób łącząca boiskową inteligencję z jej pozaboiskowym brakiem. Jego najlepszą wizytówką mogłyby być słowa Sir Alexa Fergusona, którzy przyznał, że jego największym błędem było nie ściągnięcie "Gazzy", gdy była ku temu okazja. Niepokorny pomocnik nie potrafił jednak poradzić sobie ze sławą - wychowany w biednej rodzinie zachłysnął się bogactwem i rozmieniał talent na drobne. Problemy z alkoholem, kokainą, kobietami i samym sobą doprowadziły go aż do próby samobójczej. Ciągłe wchodzenie w konflikt z prawem, liczne odwyki oraz bezustanna atmosfera skandalu wokół niego sprawiły, że część osób nie pamięta o jego niesamowitych wyczynach na boisku. U mnie trzymany za nos przez Trapattoniego osiągnąłby zapewne więcej niż z samym Fergusonem. O ile nie skończyłby jak para moich skrzydłowych.
Przed nim jako playmaker zagrałby jeden z czołowych imprezowiczów Argentyny, bliski przyjaciel boskiego Diego - Claudio Caniggia. Ten zaś oprócz alkoholu, który mógłby zostać honorowym oficjalnym napojem mojej drużyny upodobał sobie przeróżne narkotyki oraz dziewczęta, które ponoć można było liczyć w setkach. Dyskwalifikowany na rok za obecność niedozwolonych substancji we krwi, słynne pocałunki z Diego po kazdej bramce oraz odmowa ścięcia swoich długich włosów to delikatniejsze spośród skandali w których uczestniczył. Efektownym zakończeniem reprezentacyjnej kariery była czerwona kartka za krytykowanie sędziego z ławki rezerwowych. Na boisku jednak czarował jak mało kto, a duet z Maradoną to chyba najbardziej udana współpraca między dwoma piłkarzami w historii. Bez żadnej wątpliwości to najlepszy piłkarsko duet narkomanów, ale umówmy się że w tej kategorii obaj panowie nie mają szczególnej konkurencji. W mojej drużynie jednak zabrałbym nieodłącznego partnera Caniggi. W przodzie bowiem mam dwóch pewniaków. Pierwszy z nich to rodzimy napastnik, Igor Sypniewski. Pił strzelając gole Manchesterowi, pił w hotelach w Grecji zdobywają kolejne mistrzostwa, pił odradzając się w Szwecji, a także tworząc nową siłę w swoim ukochanym ŁKS-ie. Dość długo udawało mu się łączyć alkohol i boiskową formę, ostatecznie jednak upadł niemal na samo dno. Osobiście dane mi było obserwować jak Igor miast strzelać bramki w ekstraklasie, na którą wciąż miał papiery wolał wypić browar z kumplami z Kozin i grać na tamtejszych osiedlowych boiskach. Konflikty z prawem nie są mu obce, podobnie jak chłodne mury łódzkiego więzienia. Bez wahania jednak można stwierdzić, że był jednym z najbardziej utalentowanych polskich napastników, a obecne gwiazdy jak Lewandowski czy Brożek mogłyby się od niego sporo nauczyć. Aktualnie Igor stara się wyjść na prostą, a jego upór i ambicję należy docenić - walczy ze swoim nałogiem od lat, wciąż przegrywa, a mimo to wstaje i znów próbuje. Jego słodko-gorzka historia czyni go jednym z symboli naszego miasta, które również od zawsze ma potencjał, od zawsze go marnuje i od zawsze stara się dorównać tym normalnym. Jego partnerem w ataku byłby inny symbol - Paolo di Canio. Nieugięty wojownik przeciw poprawności politycznej, o stałych, niezmiennych poglądach, nie poddający się modom oraz wpływom grup. Nonkonformista, przy czym znakomity snajper, a także uosobienie ducha gry fair play. Jego niezapomniane złapanie piłki w ręce przeszło do historii i stworzyło nielada zagwozdkę dla wciąż krytykujących go środowisk lewicowych.
Mimo, że to Parszywa Dwunastka wolałem zaopatrzyć się w ławkę rezerwowych. Otwierał by ją Strunz, który jest prawdziwym pupilem mojego trenera i zapewne wspomagałby go poza boiskiem w każdym aspekcie. Odsyłam do pierwszego filmiku, odnośnie Trapattoniego. Następnymi zawodnikami byliby Kieron Dyer i Lee Bowyer, którzy mieli by za zadanie tworzyć pozytywny "team spirit" (odsyłam -> http://www.zpierwszejpilki.com.pl/freekick/4/256/ ) Na ławce chciałbym mieć też Patryka Małeckiego. Staram się dość oszczędnie dzielić nienawiść między ludzi, nie tworząc sobie wrogów i mając pozytywne podejście do napotykanych na swej drodze osób. Napastnik Wisły jednak całym swoim zachowaniem sprawił, iż ma u mnie przekichane. Niesamowitą radość sprawiłoby mi wobec tego usadzenie butnego i zwyczajnie chamowatego Małego na ławce rezerwowych.
Dobrze byłoby także mieć drugiego bramkarza. The Monk załatwia sprawę:
Pozdrawiam, Kuba Olkiewicz
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










