mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Kuba Olkiewicz

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2011-02-05 22:06:47

Bloody Hell


Sir Alex Ferguson w szale radości po zwycięstwie w Lidze Mistrzów nieco ponad dekadę temu zdołał jedynie wysapać – „Football. Football. Bloody hell.” Jego słowa idealnie oddają zapewne uczucia jakie targały wszystkimi osobami śledzącymi dwa spośród sobotnich meczy – FC Koeln – Bayern oraz Arsenal – Newcastle. Zarówno zwycięzcy, jak i pokonani zgodzą się, że tych spotkań w inteligentny sposób opisać się nie da, a na usta ciśnie się tylko właśnie legendarne – jasna cholera. To niemożliwe.

sir alex ferguson topnews_in.jpg
Fot.: topnews.in

Zacznijmy od sytuacji angielskiej. 45. sekunda meczu Newcastle - Arsenal, Arshavin obsługuje prostopadłym podaniem Theo Walcotta, który nie zwykł marnować podobnych sytuacji. Dwie minuty później Rosjanin po raz kolejny popisał się asystą, tym razem przy golu Johana Djourou. Sroki w biało-czarnych pasiastych koszulkach nie wyglądały na ptaki pragnące tego dnia latać w chmurach. Szczerze powiedziawszy zdecydowanie bliżej było im do nielotów, pokracznych pingwinów, bo przecież barwy się zgadzają. Kanonierzy tymczasem wytaczali swoje najcięższe działa. W 10. minucie, gdy mniej punktualni kibice właśnie zasiadali w fotelach z pilotem w ręku, van Persie zdobywał właśnie trzeciego gola, udowadniając tym samym fanatykom z Londynu, iż krytyka jaką wylano w ostatnich dniach na Wengera nie była do końca uzasadniona. Ciekawe co też siedziało w głowach piłkarzy Arsenalu, gdy Latający Holender podwyższył na 4:0. „Ile im jeszcze wciśniemy? Co by tu odwalić? Może konkurs „rybek” z Fabregasem? Tu „tunel”, tam „tunel”. O, a teraz górą… Ole... A co na kolację?” Ta ostatnia myśl, pewnie kołatała się głównie po łepetynce Szczęsnego, który to stał bardziej samotny niźli palec drwala w bramce, mogąc swoje umiejętności zaprezentować jedynie raz przez całą połowę gry. Arsenal tymczasem jego vis a vis sprawdzał aż dziewięciokrotnie. Wnikliwi obserwatorzy ze strony Eurosportu stwierdzili, że na trybunach opustoszało, sam zaś podejrzewam, że zawinąć się do domu mógł nawet Wenger. ;)

Druga połowa zaczęła się niewinnie – klepanko Kanonierów, jakieś wątłe próby Newcastle, czas sobie płynie, wszystko w jak najlepszym porządku. Istniały spore szanse, że skończy się 5:1, może 5:2. Tymczasem Joey Barton miał zgoła inne plany na ten mecz. W zupełnie niegroźnej sytuacji postanowił bowiem sprawdzić wytrzymałość kości Diaby’ego. Czarnoskóry gracz jak widać poziom wapnia w organizmie ma na odpowiednim poziomie, przekroczony został jednak próg jego cierpliwości. Bez zastanowienia sprowadził Bartona do ziemi (co samo w sobie było całkiem odważne, biorąc pod uwagę, że Barton siedział w więzieniu za bójki, w jednej z nich wybijając jednemu z przeciwników zęby, drugiemu zaś zadając ponad dwadzieścia ciosów), tym razem jednak arbiter nie pozwolił na drugą rundę i usunął z boiska krewkiego gracza prowadzącej drużyny. Sroki poczuły pismo nosem i ruszyły do ataku, tym bardziej, że sędzia chyba nieszczególnie lubił Arsenal. Rzut karny dla Newcastle, Barton i gol. Leon Best – mamy 2:4. 83. minuta i drugie wapno. 3:4. Joey Barton odkupił chyba po części swoje bluzgi kierowane w stronę fanów Newcastle kilka lat wstecz, tym bardziej, że tuż przed końcem spotkania Święty Jakub, patron stadionu drużyny w biało-czarnych trykotach po raz kolejny postanowił wspomóc swoich podopiecznych. Piękny wolej z dystansu i bach. Cztery do czterech. Przewaga czterech goli roztrwoniona w mniej niż pół godziny. Burton, kryminalista, skandalista, cham i chuligan, jak określają go bulwarowe media trafia dwa rzuty karne, wcześniej doprowadzając do wyrzucenia z boiska gracza Arsenalu. – Football. Bloody hell. – pomyślał zdruzgotany Wenger. – Football. Bloody hell. – wykrzyknął rozentuzjazmowany Alan Pardew.

Ten sam dzień, w Kolonii miejscowy FC Koeln podejmuje faworyzowany Bayern Monachium. Mecz zapowiadany jako wielki pojedynek skrzydłowych – Ribery’ego i Peszki… No dobrze, żartuję. Spotkanie było zapowiadane jako pojedynek Dawida z Goliatem. Istotnie Bayern nie jest aż tak wielki jak Goliat, brakuje mu punktów nawet, by doścignąć podium, a z drugiej strony Koeln radzi sobie średnio, ale potrafiło na przykład pokonać pewnie Werder, nikt jednak nie spodziewał się, że i tym razem pokusi się o niespodziankę, tym bardziej, że w ostatnim meczu nastąpiła katastrofalna wpadka z St. Pauli. Peszko, Matuszczyk i niedoceniony w Monachium Podolski kontra jego byli koledzy, gwiazdy reprezentacji Niemiec – Lahm, Schweinsteiger, Thomas Muller… Od początku przeważającą stroną byli gospodarze, przed meczem stawiani w roli outsiderów. Bayern nie mógł sobie poradzić w czysty sposób z graczami ofensywy Koeln i o włos, a straciłby Badstubera. Ostatecznie obrońca został ukarany jedynie żółtą kartką, a monachijczycy rozochocili się na tyle, że strzelili gola. Mario Gomez i Hamit Altintop sprawili wspólnie, że sensacja stała się bardzo mało prawdopodobna. 0:2 do przerwy i widoki raczej na powiększenie przewagi gości, aniżeli wyrównanie – w szatni jednak musiało się stać coś dziwnego, by nie powiedzieć – mistycznego. Po 10 minutach huraganowych ataków słabeusz z Kolonii, ów Dawid z pierwszych zdań akapitu strzelił pierwszą bramkę, siedem minut później – drugą. Asystował Peszko, zresztą niezwykle aktywny, gasł z minuty na minutę Ribery…Trzecia bramka, Bayern na łopatkach, przewaga Borussi coraz większa, mina van Gaala coraz gorsza. Co myślał? Bloody hell, nie wiem.


Kuba Olkiewicz



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama