Biali jak kefir i sześcioletni antysemici
Sprawy kibicowskie to w naszej redakcji prawdziwa kość niezgody. Po raz kolejny bowiem nie do końca zgadzam się z moim kolegą Jakubem Derkowskim, do którego to felietonu chciałbym się odnieść poniżej. Choć powoli zbliżamy się do jakiegoś konsensusu, póki co wciąż jest wiele kwestii, z którymi na pewno się nie zgodzę. Jako, iż odpowiedź na moje semantyczne wynurzenia zawierała zarzuty na dwóch płaszczyznach - dotyczącej typowo kibiców, jak i tej dotyczącej wszystkich łodzian, postaram się skontrować również dwuczęściową refleksją.
Biali jak kefir
Jeśli chodzi o wizerunek polskiego kibica poza granicami to wbrew temu, co chciałyby nam zaszczepić media głównego nurtu jest on całkiem niezły, co wiem ze swojego osobistego doświadczenia. Incydenty taki jak ten poddębicki po pierwsze zdarzają się niezwykle rzadko, po drugie zaś nigdy nie są umyślne. W kontekście Euro 2012 bardziej bałbym się o infrastrukturę, szczególnie drogi i hotele, nie zaś o to jak ludzie postrzegać będą polskich kibiców. Fanatyczny doping, przemyślane oprawy i bezgraniczna lojalność wystarczają bowiem póki co byśmy we wszystkich rankingach godnie rywalizowali z kibicami włoskimi oraz bałkańskimi.
Co do samych Poddębic – nie przypominam sobie by była to „kolejna ofiara”. Wręcz przeciwnie, na łódzkim podwórku, bardzo dobrze mi znanym, dotychczas mord zdarzył się… raz i to we wczesnych latach osiemdziesiątych. Bestialską zbrodnię popełnili warszawscy bandyci pod szalikami Legii, która bardzo szybko odcięła się od nich sugerując, że z prawdziwymi fanatykami nie mieli oni wiele wspólnego. Z powodu tzw. „hobby” chuliganów życia naprawdę nikt nie traci, a zgony zdarzają się równie często jak w boksie, czy też w walkach w formule MMA, w których to zresztą często uczestniczą Ci sami ludzie. Jeśli chodzi o szkodliwość dla „zwykłego kibica” to niestety dla mediów jest ona praktycznie zerowa.
Wspaniałym przykładem jest choćby Lech Poznań, który potrafi zapełnić swoje stadiony po brzeg, a tajemnicą poliszynela jest, iż jego kibice raczej nie stronią od rozrywek poza stadionem. Konstrukcja problemu „bandytyzmu stadionowego” jest bardzo zbliżona do zjawiska komunistycznej walki z urojonym wrogiem. Mimo, iż na stadionach od wielu lat nie dzieje się nic zdrożnego poza incydentalnymi wypadkami, które zdarzyć mogą się przecież nawet podczas zwykłej demonstracji politycznej, gdy jednej ze stron puszczą nerwy, bądź też gdy owoce przyniesie prowokacja policji, czy też ochrony, media wciąż biją na alarm. Dlaczego mami się opinię publiczną bajkami o tym, że na stadionach jest niebezpiecznie, skoro ja siedząc od dekady pośród najbardziej fanatycznych kibiców nigdy w życiu nie czułem się zagrożony jakąkolwiek krzywdą? Dlaczego obiegowa opinia kreowana w wielkich koncernach medialnych ma brzmieć – na stadionie to różnie bywa, cegłówką w łeb zawsze można dostać, skoro znam wiele rodzin bez obaw stawiających się na każdym meczu, nawet tych odbywających się poza miastem? Fakty są następujące: jeśli ktoś nie szuka guza, to na pewno na stadionie go nie znajdzie, awantury na obiektach sportowych są już przeszłością, a rzadkie, wręcz unikalne przypadki odstąpienia od tej reguły i tak dotyczą jedynie ludzi zainteresowanych tego typu działalnością. Ilu kibiców uczestniczy w bitwie na stadionie, jeśli już do takiej dochodzi? Czy naprawdę można być aż takim ignorantem, by sądzić że garstka, 100, może 200 osób będzie w stanie spokojnie dobiec do sektorów zajmowanych przez zwyczajnych kibiców by uczynić im krzywdę? Widziałem burdę (?) na stadionie raz, jeden jedyny przez 15 lat chodzenia na mecze Łódzkiego KS-u. Odbyła się ona na meczu z Lechem właśnie, trwała około 10, może 15 sekund i uczestniczyło w niej „na oko” mniej więcej 50 osób. Dziennikarze zapewne widzieli już przerażone rodziny uciekające w popłochu przed chuligańską dziczą niszczącą wszystko co wpadnie jej w szpony, ja jednak… Wciąż dopingowałem! Ja i mi podobni ludzie staliśmy o 20, może 25 metrów od awantury i nawet nie zorientowaliśmy się w pierwszej chwili, iż cokolwiek złego dzieje się tuż obok nas…
Oczywiście, zdarzały się mniejsze incydenty, zazwyczaj jednak prowokowała je ochrona – na ten temat nie będę się rozwodził, gdyż póki co jeszcze go nie poruszyliśmy. Jeśli będzie taka wola – kiedyś poświęcę mu więcej miejsca. Wrócę natomiast do zmowy milczenia – czyż właśnie to, że „nikt nie chce mieć problemów z policją” nie świadczy o tym, że nikt nie czuje się prawdziwie poszkodowany? Co oznacza w takiej sytuacji „poszkodowanie”? Odwołam się jeszcze raz do porównania z ringiem bokserskim – czy naprawdę znokautowany zawodnik powinien zgłosić do prokuratury akt oskarżenia o pobicie przez rywala? Chuligani swoje „ustawki” (nienawidzę określenia, dla mnie uosabia medialną ignorancję) traktują właśnie jak sport. Trudno, by czuli się poszkodowani przegrywając w uczciwej według nich rywalizacji.
Jeśli chodzi o „mięso armatnie” dostrzegam pewną niekonsekwencję. Z jednej strony Jakub oświadcza, iż kibole to według niego najniżsi rangą członkowie mafii, potem jednak zaznacza, że nie traktuje ich jako kibiców. W czasach nowomowy tak nachalnej jak w poprzednim ustroju, powyższe stwierdzenia można traktować dwojako. Jednym sposobem interpretacji jest „kibice, którzy walczą w ustawkach to marionetki w rękach gangów”, drugi zaś to „marionetki w rękach gangów to nie kibice”. Jeśli mój dyskutant miał na myśli, iż ludzi związanych z gangami nie można traktować jako kibiców, bowiem zazwyczaj stadion to dla nich jedynie region działania jeśli chodzi o sprzedaż narkotyków, czy też inne interesy to oczywiście się z tym zgadzam. Kojarzenie jednak ludzi bijących się za swój klub wyłącznie jako dealerów walczących w ten sposób o awans w strukturach przestępczości zorganizowanej to zwyczajna ignorancja związana z nieznajomością tematu. Nie twierdzę, że „chłopcy” to świętoszki uczestniczące w niedzielnym kółku różańcowym na co dzień parające się filantropią i kontemplacją otaczającego świata za pomocą sztuki. Stanowczo oponuję jednak ku stwierdzeniu, że każdy z nich pragnie dorobić się na prochach i tabletkach. Naprawdę nietrudno jest to zauważyć – spójrzmy na błahe z pozoru wydarzenie jakim jest marsz wyzwolenia konopi, uznawanej u nas w kraju, moim zdaniem niesłusznie, za narkotyk. Kto oponuje najzagorzalej przeciwko legalizacji trawy? Właśnie środowiska fanatycznych kibiców, szczególnie tych walczących za klub. Czy naprawdę można sądzić, że dealerzy uczestniczą w manifestacjach wycelowanych w… swoją klientelę? Ktoś powie, że to wyjątki, lecz moim zdaniem wyjątki to właśnie ci, którzy zaczynali od bicia kibiców rywala, a kończyli na biciu stręczonych przez siebie kobiet. Wyjątki to ci, którzy odpuścili swoje twarde zasady, które manifestowali przez lata na stadionie i poza nim, by dorobić się szybkich pieniędzy ubrudzonych białym proszkiem.
O „Człowieku” już nie ma co deliberować, wiadomo, że nie wszystko było jasne od początku i każdemu mógł się przydarzyć tego typu błąd, tym bardziej, że w Krakowie wszystko jest nieco inne niż w pozostałych większych miastach.
Sześcioletni antysemici
Antysemityzm starcie drugie. Otóż właśnie „that’s the point”. To nie jest antysemityzm. Przywołam jeszcze raz przykład – czy nazywanie się hanysem w miastach gdzie Ruch Autonomii Śląska nie jest zbyt mile widziany to oznaka nienawiści do Ślązaków, czy może raczej lokalny regionalizm, niegroźny prztyczek w nos i obelga stosowana w bardzo hermetycznym środowisku. Co do prawdziwości stereotypu Żyda nie będę się sprzeczał, lecz zaznaczę tylko, że znikąd on się nie wziął. Jeśli chodzi o „dorobienie się” łódzkich wyznawców starozakonnej wiary to niestety sam spryt rzadko kiedy wystarczał. Zwróćmy uwagę, że sukces w Ziemi Obiecanej odnosili także Polacy, czy też Niemcy, nie byli jednak nienawidzeni w takim stopniu jak Żydzi. To zresztą bardzo delikatny temat, na który wpływ miało tysiące czynników, dlatego też w pełni zrozumieją go pewnie wyłącznie lodzermenschowie. Co do ciemiężenia Polaków to tutaj odsyłam jednak do przedwojennej historii. Wystarczy zapytać kogokolwiek pamiętającego te czasy by dowiedzieć się, że żydowscy lichwiarze i pracodawcy nie należeli do ludzi łatwych i życzliwych. Oczywiście nie uprawnia to do antysemityzmu w dzisiejszych czasach, tłumaczy jednak skąd pejoratywne zabarwienie tego określenia. Nie przekonuję nikogo, że nazwanie kogoś Żydem mając na myśli „Ty jesteś taki obleśny, chciwy i cwaniacki jak Żyd” jest dobre. Wręcz przeciwnie, ten stereotyp nie funkcjonuje, jest już martwy w naszym społeczeństwie w którym Żydów i żydów od lat nie ma. Jeśli jakikolwiek jest, to wiąże się raczej z aktualnymi działaniami rządu Izraela i żadnego odzwierciedlenia na trybunach nie ma.

Fot.: nasygnale.pl
To do czego zmierzam i co tłumaczę to fakt, iż kibicowskie „ty żydzie” z wiarą starozakonną nic wspólnego nie ma, podobnie jak określenie „ty debilu” nie ma za zadanie szykanować ludzi dotkniętych dysfunkcją debilizmu, określenie „ty frajerze” od dawna odcięło się od dawnego, więziennego znaczenia, a zwrot „ty idioto” nie ma już nic wspólnego z dawną chorobą zwaną idiotyzmem. Antysemityzm pewnie gdzieś jest, ale szukanie go w potocznym określeniu niejednokrotnie bezrefleksyjnie powielanym jest strzałem w okienko, ale to w bloku za boiskiem. Miast krzyczeć o antysemityzmie należałoby raczej uświadamiać dzieci o prawdziwym znaczeniu tej „obelgi”, a wtedy same przestałyby go używać. Jeśli pytam się brzdąców na podwórku kto to jest żyd, a oni mi mówią, że Widzewiak, to ja nie uważam ich za antysemitów, ale za chłopaszków nauczonych przez starszych, że słowo „żyd” nacechowane jest pejoratywnie. Jakbym mu wytłumaczył, że „żyd” nie jest obraźliwe, a Widzewiaka bardziej dotknie „pedał” to dzisiejszych sześcioletnich antysemitów zastąpili by… sześcioletni homofobowie.
Kuba Olkiewicz
Felieton jest odpowiedzią na wpis Jakuba Derkowskiego "Nie wybielajmy ich".
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama











