mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Jakub Derkowski

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2011-05-29 00:07:19

Zygmunt, pamiętaj o Śląsku, proszę!


Śląsk Wrocław herb

I znowu wróćmy do klubu z miasta, w którym studiuję, czyli do Śląska. O wrocławskim klubie ostatnimi czasy jest bardzo głośno jak nigdy dotąd. Odkąd wrocławianie wdrapali się na pozycję wicelidera w Ekstraklasie, dziennikarze wreszcie ich zauważyli. Przez cały sezon praktycznie nic o nich nie pisano, a media wolały się zajmować nieudolnością Bakero, Skorży czy coraz bardziej komicznym wypowiedziami Józefa Wojciechowskiego lub Franciszka Smudy albo palcem Arboledy w pewnym miejscu. W dodatku sportowym „Gazety Wyborczej”, po raz pierwszy od najlepszych czasów trenera Tarasiewicza, Śląsk został umieszczony na pierwszej stronie. Musiał ustąpić, co zrozumiałe, nieco miejsca Wiśle, która wtedy zapewniła sobie mistrzostwo Polski.

Niestety, we Wrocławiu nie jest tak różowo, jak by się mogło wydawać. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się wręcz idealne: swietne miejsce w tabeli, nowiutki stadion w trakcie budowy, dobry trener, a do tego obrzydliwie bogaty właściciel, jeżeli nie najbogatszy w Polsce (nie jestem na bieżąco z listą najbogatszych Polaków, ale kiedyś obiło mi się o uszy, że właściciel Polsatu lub Leszek Czarnecki to ten najbogatszy spośród biało-czerwonych). No i właśnie, jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Po pierwsze, miejsce w tabeli. Tu sytuacja chyba jest najklarowniejsza. Śląsk ma obecnie 46 punktów na swoim koncie. Tyle samo ma Legia Warszawa, która i tak ma zapewniony udział w europejskich pucharach, dzięki zdobyciu Pucharu Polski. Punkt mniej ma Jagiellonia, a pod nimi z 43 punktami plasują się Lechia Gdańsk i Widzew Łódź. Najbliższy mecz we Wrocławiu z Arką Gdynia firmowany jest przez „Przegląd Sportowy” jako najważniejsze wydarzenie dla tego klubu od 30 lat. I nie dziwota. Jeżeli wygraja ten mecz, nie dość, że uzyskają prawo do występów w Lidze Europejskiej w następnym sezonie, to jeszcze zapewnią sobie wicemistrzostwo Polski, pierwsze od 1982 roku. Rywal nie jest wcale trudny, zwłaszcza po ostatniej klęsce z Legią 2:5 gdynianie chyba nie zdołają się pozbierać. Za zespołem Lenczyka przemawia też fakt, że będzie gospodarzem spotkania, a na Oporowskiej z pewnością będzie komplet widzów, którzy zapewnią żywiołowy doping. Jedynym minusem Dolnoślązaków jest brak ich „mózgu”, czyli Sebastiana Mili, który z powodu kartek musi pauzować. Moim skromnym zdaniem, przy „nosie” Lenczyka nie ma co się o chłopaków z Wrocławia bać.

Druga sprawa to stadion. Oczywiście na wizualizacjach wygląda pięknie. Na mój gust, jeżeli niczego nie spieprzą, powinien wyglądać lepiej niż Narodowy czy PGE Arena, nie mówiąc już o miejskim w Poznaniu, który przypomina raczej sen pijanego architekta. Większych opóźnień też uda się, mam nadzieję, uniknąć mimo srogiej zimy i opieszałości pierwszego wykonawcy Mostostalu Warszawa. Prezydent Dutkiewicz słusznie rozwiązał kontrakt z tą firmą, podpisując umowę z niemieckim Max Boegl, który jak przystało na niemiecką rzetelność, zdołał nawet odrobić straty swojego poprzednika. Problem leży gdzie indziej. Czy uda się zapełnić 40-tysięczny stadion na meczach ligowych, skoro przy obecnej pojemności ponad 8 tys. widzów komplet zdarza się od święta.

Po trzecie, trener. Lenczyk na tle polskiej szarzyzny jest znakomity, ocierający się o geniusz. Ma autorytet, uznanie, a przede wszystkim jest niezależny i ma swoje zdanie. I te dwie ostatnie cechy chyba najbardziej uwierają wrocławskich działaczy. Zamiast znanego i obdarzonego silnym charakterem człowieka, który nie ma „parcia na szkło”, woleliby ostatnią łajzę, która zgodzi się na wszystko, byle tylko mieć posadę. Już w prasie można wyczytać, że Lenczyk jeszcze nie ma przedłużonego kontraktu, że władze klubowe szukają jego zastępcy w razie, gdyby się „nie dogadali”. Co to znaczy „nie dogadali”? Wiadomo, szkoleniowiec chciałby mieć w swoim ręku dużo większą władzę, niż ma obecnie. Najważniejsze dla niego teraz jest to, by mógł decydować o transferach, a to dla szefa rady nadzorczej Śląska Józefa Birka jest nie do pogodzenia. Najbardziej boi się, że finanse klubu mogą tego nie wytrzymać, które i tak są nader skromne. Jednak zatrzymajmy się na chwilkę i zapomnijmy o marnym budżecie klubu. Trener Lenczyk przy tak słabej kadrze osiągnął tak wiele, a co dopiero by się działo, gdyby miał przy sobie takich zawodników jak chociażby Lech Poznań. Wróćmy jeszcze do tematu domniemanego następcy Lenczyka. Według niektórych dziennikarzy miałby nim być Waldemar Fornalik. Tak, taki to by im pasował. Najspokojniejszy z trenerów Ekstraklasy to eufemizm.

Last but not least to właściciel klubu z Oporowskiej. Kiedy w kwietniu 2009 roku Zygmunt Solorz inwestował w Śląsk, wydawało się, że przed zespołem rysuje się świelana przyszłość. Pojawiły się głosy, że oto we Wrocławiu znów będzie wielki klub na miarę lat 70-tych. Nowy właściciel miał wprowadzić klub na salony Ekstraklasy swoim ogromnym kapitałem. Marzenia sobie, a rzczywistość sobie. Solorz okazał się być zupełnie innym typem biznesmena niż choćby Józef Wojciechowski czy Bogusław Cupiał. Chociaż to, że jest inny niż JW to można mu zapisać na plus, bo nie wtrąca się niepotrzebnie w wewnętrzne sprawy klubu, ale, niestety, z drugiej strony nie jest tak zakochany w futbolu jak właściciel Wisły Kraków. Dla niego ta inwestycja to wyłącznie przedsięwzięcie biznesowe, i jeżeli Śląsk, załóżmy, spadłby do I ligi, bez żalu sprzedałby swoje udziały w nim.

Jego przyjście nie oznacza też bynajmniej wielkich profitów finansowych, ponieważ budżet klubu nadal jest bardzo mały, jak na miejsce zajmowane w tabeli. Jakiś miesiąc temu działacze musieli prosić miasto o milion złotych pożyczki. Gdyby Solorz nie był tak zaabsorbowany swoim Polsatem (ponoć teraz na pierwszym miejscu dla niego jest przejęcie Polkomtelu, żeby móc zbudować potęgę na rynku szybkiego internetu), to może spojrzałby na południe Polski, gdzie niespodziewanie jedno z jego dzieci urosło do niezłych rozmiarów. Liga Europejska to transmisje w telewizji na całą Polskę, a więc też okazja dla promocji marki Polsatu. Poczatkowo Śląsk miał być finansowany z galerii handlowej budowanej koło stadionu. Ale, po pierwsze, stadion jest na lekkim „zadupiu” i, po drugie, ileż to galerii już jest we Wrocławiu. Mnóstwo.

Zatem rzucenie troszkę kasy na Oporowską nie zaszkodzi, ponieważ tam drzemie duży potencjał, który trzeba czym prędzej wyzwolić. Oczywiście, przy zachowaniu odpowiednich warunków, czyli przy zatrzymaniu trenera, kupieniu paru dobrych zawodników i wypromowaniu w mieście klubu na tyle, żeby ludzie chcieli przychodzić (tutaj najważniejsza jest atmosfera na meczach i ceny biletów, bo piłka nożna to nie jest dyscyplina dla rozleniwionej klasy średniej).


Jakub Derkowski



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama