Snajperska posucha
Do końca sezonu piłkarskiego zostało jedynie sześć kolejek. Kiedy zerknie się na statystyki najlepszych strzelców, na pierwszym miejscu plasują się Tomasz Frankowski i Andrzej Niedzielan (po dziesięć bramek) [felieton został napisany na podstawie statystyk po 24. kolejce Ekstraklasy - przyp. red.] . Obaj to starzy wyjadacze, mający za sobą występy w reprezentacji Polski. Za nimi znajdują się obcokrajowcy, czyli Artjoms Rudnevs i Abdou Traore. Młodego Polaka, który strzelił przyzwoitą ilość goli można ze świecą szukać. Pierwszy, na jakiego się natknąłem, studiując ligowe statystyki, to Artur Sobiech, który ma na swoim koncie osiem trafień. Taką samą liczbę goli zdobył środkowy pomocnik Przemysław Kaźmierczak. Posucha jest straszna i chyba potrwa długo.
Pierwszy, na jakiego się natknąłem, studiując ligowe statystyki, to Artur Sobiech, który ma na swoim koncie osiem trafień. Taką samą liczbę goli zdobył środkowy pomocnik Przemysław Kaźmierczak. Posucha jest straszna i chyba potrwa długo.
O czym świadczą te wyliczenia? Po pierwsze, na długo chyba będziemy musieli się pożegnać z czasami, kiedy najlepszy snajper ligi zdobywał około 20 goli lub więcej. Ostatni Mohikanin w tej kategorii odszedł rok temu do Borussii Dortmund, gdzie niedawno świętował zdobycie mistrzostwa Niemiec. Po drugie, jak napisałem wcześniej, zaraz za liderami tabeli strzelców są obcokrajowcy, co też jest znamienne. Coraz mniej dobrych polskich piłkarzy biega po naszym krajowym podwórku. Po trzecie, praktycznie nie widać młodych polskich snajperów. Szkolenie u nas, jeżeli nie sięgnęło dna, to jest bardzo blisko tego pułapu. Wśród juniorów nie ma talentów na miarę wspomnianego Roberta Lewandowskiego, zatem przyszłość naszej kadry widzę raczej w ciemnych barwach.
Czołowi strzelcy ligi, jak na ironię, w obecnej rundzie są w słabiutkiej formie. Taki Niedzielan osiem bramek strzelił jesienią, a wiosną, kiedy tylko znajduje się w okolicach bramki przeciwnika, zachowuje się jak uczniak przestraszony swoim szczęściem, że jest przy piłce i ma szansę zdobyć gola. Frankowski to bardzo podobny przypadek. Także wygląda, jakby stracił pewność siebie, jakby zapomniał, że to on jest ten słynny „Franek łowca bramek”. Zaraz za nimi czyha Łotysz Rudnevs, który podobnie jak Lech, gdyby grał wykorzystując cały swój potencjał, mógłby mieć na koncie jakieś 15 do 20 bramek.
Dopiero dochodząc do poziomu ośmiu goli trafiam na perspektywicznego Polaka, którego przyszłością nie jest emerytura, ale długie lata gry, być może z sukcesami. Chodzi o Artura Sobiecha, który jako jeden z wielu ekskluzywnych zakupów Józefa Wojciechowskiego, miał zawojować ligę i być postrachem ligowych bramkarzy. Jak na kwotę 3 mln złotych, osiem goli to z pewnością nie jest promocyjna cena. Średnio jedna bramka kosztowała 375 tys. złotych. Zaraz za nim jest niepokorny Patryk Małecki, którego zadaniem raczej nie jest strzelanie bramek, ale asystowanie, z czego akurat bardzo dobrze się wywiązuje, przy okazji strzelając gole. Wiślak jest akurat wyjątkowym przypadkiem na tle ligowej szarzyzny. Jak wiemy, wyjątek potwierdza regułę.
Najbardziej przerażące jest to, że za supertalenty uważani są chorzowscy napastnicy. Maciej Jankowski i Arkadiusz Piech według wielu to wspaniali snajperzy, szczególnie ten pierwszy, który jest traktowany jak przysłowiowa „nadzieja białych” (bo ma 21 lat). Nie wiedzieć czemu, niedawno w prasie pojawiła się informacja, że oboma zawodnikami interesują się zagraniczne kluby. Niby z jakiego powodu? Jeszcze zrozumiem to, że Piechem interesuje się ukraiński klub. Tam bardzo często dokonywano nieprzemyślanych zakupów za ciężką kasę. Jednakże Jankowskim interesują się uchodzące za odpowiedzialne i wzorcowo zarządzane kluby niemieckie, a mianowicie FC Koeln i Hoffenheim. A ile strzelili szanowni panowie dotychczas? Ten młodszy sześć bramek, a starszy pięć. Sześć goli ma na swoim koncie Miroslaw Radović, który napastnikiem nie jest. Pięć zdobył na przykład Mateusz Bartczak, który jest defensywnym pomocnikiem. Wydaje mi się, że wszyscy tzw. „eksperci” od piłki nożnej doznali pomieszania pojęć. Nie potrafią odróżnić słabego od dobrego grajka. Może jest to spowodowane poziomem naszej ligi, który choć jest wyrównany, to wszystkie kluby są po równo słabe.
Na koniec małe porównanie z innymi europejskimi ligami. Kiedy w Polsce najlepszy strzelec uzbierał 10 oczek, w takiej Hiszpanii Messi trafiał do siatki aż 31 razy. Dymitar Berbatow w Premiership strzelił 21 bramek, Edinson Cavani w Serie A 26, Moussa Sow w Ligue 1 21, Mario Gomez w Bundeslidze 26, Nene w lidze portugalskiej 20, a Bjorn Vleminckx w Eredivisie 23. Mimo nowych stadionów, coraz większych nakładów na naszą piłkę, coraz większej liczby sponsorów, poziom polskiej piłki jest żenująco niski. Zamiast wydawać pieniądze na szkolenie młodych zawodników i rozbudowywanie baz szkoleniowych, a nawet budowanie szkółek piłkarskich dla najmłodszych (nie mówiąc już o akademiach), właściciele klubów wolą przepuszczać kasę na ogromne areny, które nawet nie wiadomo, czy uda się zapełnić po zakończeniu Euro, i na spektakularne transfery piłkarzy z zagranicy, którzy często okazują się gorsi od rodzimych.
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










