mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Jakub Derkowski

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2011-04-06 11:14:11

Rzecz o mych smutnych kibolach


Darkowski Jakub Kącik kwadratura piłki logo

Tytuł tego felietonu to parafraza książki Gabriela Garcii Marqueza „Rzecz  o mych smutnych dziwkach”. I, broń Boże, nie mam zamiaru porównywać kiboli do dziwek, a treść opowiadania wcale nie pasuje do tego, co widzimy na stadionach w ostatnich dniach, miesiącach itd. Po prostu próbuję zrozumieć, dlaczego kibole - którzy przecież są mniejszością na stadionach – terroryzują resztę kibiców, którzy chcieliby w spokoju obejrzeć mecz, nacieszyć się nim, i nie słuchać ciągłych bluzgów, dochodzących z sektora tzw. najzagorzalszych fanów.

Może naszych rodzimych kiboli pomoże zrozumiec przykład naszych zachodnich sąsiadów, którym pod względem kultury kibicowania kultury kibicowania, niestety, nie dorastamy do pięt. W ostatniej kolejce w meczu FC St. Pauli z Schalke sędzia dostał kubkiem w głowę, przez co mecz musiał zostać przerwany. Co ciekawe, całe Niemcy są w szoku, ponieważ tam takie incydenty zdarzają się, jak to się mówi, raz na ruski rok. Ostatnio podobny kibolski wyskok miał miejsce 30 LAT TEMU (słownie trzydzieści). Wiem, zaraz pojawią się głosy, że Niemcy to co innego, że tam zupełnie inaczej traktuje się ludzi itd. Jednak różnica jest tak ogromna, że aż niewyobrażalna. U nas co rusz zdarzają się jakieś incydenty. Mecze są bardzo często przerywane.

Przypomnę może bardzo sympatyczne wydarzenie z kibicowskich dziejów St. Pauli. Otóż dwadzieścia lat temu, ze względów bezpieczeństwa, nie mógł zostać rozegrany mecz Herthy Berlin właśnie z St. Pauli. Spotkanie zostało przeniesione na stadion HSV. Kibice, zwani Piratami, zbojkotowali je, i wdarli się na stadion swojego klubu, włączyli światła, zasiedli na trybunach i słuchając relacji i przeżywali spotkanie tak, jakby odbywał się na ich stadionie. Gdyby w Polsce do czegoś takiego doszło, o krzesełkach na stadionie pewnie moglibyśmy zapomnieć. Poza tym bardzo szanuję Piratów, o czym pisałem w „Dlaczego nowoczesny futbol jest gorszy”. Różnią się oni zasadniczo od typowego kibica, dla którego słowo „tolerancja” to świętokradztwo i wymysł pięknoduchów, biadolących o jakichś tam prawach człowieka. W latach 2002-2010 prezesem klubu był człowiek, który otwarcie przyznawał się do transseksualizmu. U nas coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Taki człowiek mógłby pomarzyć o spokojnym wieczornym wyjściu w jakimkolwiek polski mieście, nie bojąc się o tzw. „masaż twarzy”.

Niestety, ani Ekstraklasa SA, ani PZPN nie są w stanie lub nie chcą postawić się kibolom i w razie jakiejś burdy zamknąć trybuny na jeden mecz dla przykładu, by takie rzeczy więcej się nie zdarzały. Zamiast tego Ekstraklasa podejmuje działania pozorowane, raz zamykając Żyletę, później znowu zmieniając zdanie. Już wcześniej pisałem o problemach z kibolami i ich zachowaniem, ale za każdym razem, jak poruszałem te „drażliwe” kwestie, wszycscy naokoło na mnie naskakiwali i atakowali, że nie wiem, o czym mówię. Postanowiłem więc, że na razie nie będę o tym pisał, spróbuję bardziej obiektywnie na to spojrzeć, wyważyć racje wszystkich stron. Z ciekawością czytałem artykuły Tomasza Szatańskiego z cyklu DeSKa, stwierdziłem, że może „Gazeta Wyborcza” zbyt jednostronnie opisuje kibicowski świat. Może to i prawda, ale kibice wszelkie fajne i słuszne inicjatywy jednym ruchem ręki wymazują to wszystko swoimi awanturami, burdami i incydentami.

Na to, co zrobił zapiewajło z Łazienkowskiej nie ma żadnego usprawiedliwienia. Bicia drugiego człowieka nie można uzasadniać tym, że było się wzburzonym czy cokolwiek takiego. Pewnie władze Legii nie wyciągną wniosków z tego, co się stało i nadal Walter i spółka będą szli na ustępstwa, bojąc się o frekwencję na stadionie, na który poszła ogromna fura pieniędzy. Oczywiście, pomysły prezesa ITI, aby windować ceny i wymieniać publiczność na bogatszą i tzw. bardziej „kulturalną” są bezsensowne, bo godzące w zwykłych zjadaczy chleba. Jedno jest pewne, „Staruchowi” odwieszono dwuletni zakaz stadionowy (i dobrze), tyle że Legia nie miała w tej sytuacji innego wyjścia i pewnie nic więcej w sprawie nie zrobi. Jeżeli nie przeszkadzało Walterowi, kiedy po śmierci Jana Wejcherta „Staruch” zaintonował: „Jeszcze jeden”, to wątpię, żeby teraz nagle coś się zmieniło. Zresztą cała sprawa nie skończy się tylko na samym zakazie, na pewno będzie z tego postępowanie karne, zatem jego wyskok nie rozejdzie się po kościach, jak to zwykle bywało.

W Poznaniu też boją się kiboli.
Prezes stowarzyszenia „Wiara Lecha” jest hołubiony przez klub, miasto, PZPN. Ze stadionu uczynił sobie prywatny folwark, gdzie czuje się jak u siebie w domu. Włodarzom Lecha nie przeszkadza, że w czasie meczu Polska – Wybrzeże Kości Słoniowej opluł i popychał rodzinę z dziećmi (też mi odwaga wyzywać kobiety). Za ten wybryk dostał karę grzywny w wysokości 1000 zł. Co to dla niego, biznesmena zarabiającego na interesach stadionowych grubą kasę. Dla „Litara” ta kara nic nie znaczyła, ponieważ podobnie zachował się w meczu z Bragą, wyrzucając dwie kobiety z sektora kiboli „Kolejorza”, które potem przeszły do sektora Bragi. Miały one na twarzach wypisane „Lech Poznań”. A teraz wyobraźmy sobie, że do sektora Lecha wchodzą dwie kobiety z wypisanym na twarzach „Sporting Braga”. Naprawdę ciężko mi sobie to wyobrazić. PZPN zachowywał się, jakby bał się poznańskiego kibola. Za takie zachowania prezes Lato bez wachania powinien wykluczyć go z zespołu ds. kontaktów z kibicami, ale zamiast tego schował głowę w piasek. „Litar” sam niedawno odszedł z tegoż zespołu.

Na koniec mała ciekawostka. W Kielcach w czasie ostatniego meczu z Polonią w gazetce Stowarzyszenia Kibiców Złocisto Krwiści można było przeczytać obrzydliwy, rasistowski felieton na temat czarnoskórych emigrantów. Nazywa ich „kolorowymi osobnikami” i „intruzami”. Poza tym opisuje, że ci emigranci pochodzą z krajów, w których większość obywateli mieszka w „lepiankach z gówna wielbłąda”, a oprócz tego, „sieją spustoszenie w wysokorozwiniętej Europie”. I czy my wykopaliśmy rasizm ze stadionów? Oczywiście, że nie.


Jakub Derkowski



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama