Przybyli ułani pod okienko (transferowe)
Mamy już 4 marca. Zimowe okienko transferowe niedawno się zakończyło, a ja pokusiłem się o całkiem subiektywną ocenę transferów dokonanych przez polskie kluby w czasie tej przeciągającej się i doprowadzającej do szału (z powodu braku meczów z prawdziwego zdarzenia na naszym podwórku) przerwy pomiędzy rundami. To okienko było całkiem inne niż poprzednie, nawet zaskakujące. Po pierwsze, z powodu wysokości łącznej kwoty wydanej przez nasze zespoły. Po drugie, coś ruszyło, jeżeli chodzi o jakość tych transferów i mam nadzieję, że jest to ruch w górę.
Polskie kluby mają coraz więcej pieniędy – to jest niezaprzeczalny fakt. Świadczą o tym chociażby remontowane i budowane nowiutkie stadiony. I nie chodzi mi tu wyłącznie o stadiony budowane na EURO, ale także inne, jak te w Białymstoku, Gdyni, Warszawie (ten Legii) czy w Krakowie. Dzięki temu, że kluby mają coraz więcej pieniędzy kupują coraz więcej zawodników po coraz wyższych cenach. Ponadto przegoniły swoich kolegów z m.in. Grecji, Holandii, Belgii oraz Austrii. Oczywiście spowodowane to było też tym, że np. w lidze holenderskiej przerwa jest dużo krótsza, a skauting jest tam tak rozwinięty, że w przeciwieństwie do naszej ukochanej Ekstraklasy zimą przeprowadza się tylko zakupy konieczne ze względu na losowy przypadek. Wyjątek stanowiło Vitesse Arnhem, czyli ekspracodowca Theo Bosa.
Łączna ilość przenosin wynosi aż 75. Najwięcej przeprowadziła Cracovia, a najmniej Śląsk. Znamiennym jest, że blisko 60 proc. zawodników to piłkarze pochodzący z zagranicznych lig. Dzięki zbliżającym się mistrzostwom Europy Polska przeżywa prawdziwą piłkarską hossę. Jednakże same pieniądze nie wygrywają meczów. Gdyby tak było, Józef Wojciechowski już mógłby się cieszyć z co najmniej dwóch mistrzostw Polski. Wniosek jest taki, że transfery te muszą też być przemyślane. Moim zdaniem w tym elemencie polscy działacze nieco się poprawili. Nawet w Legii jest lepiej, chociaż tam dyrektorem sportowym nadal jest nieszczęsny Marek Jóźwiak, któremu, po letnim okienku, kibice „Wojskowych” chętnie wykrzyczeliby w twarz to samo, co Maciej Skorża w czasie jednego z pamiętnych sparingów.
Bardzo ciekawych zakupów dokonało Zagłębie Lubin, chociaż o „Miedziowych” akurat było dosyć cicho w mediach. Wszystkie transfery w tym klubie były od początku do końca zaplanowane. Wszystko zostało wykonane według listy życzeń trenera Marka Bajora. Ostatnim z trzech zakupionych graczy w czasie zimy był Dominykas Galkevicius. Parafował on umowę 4 lutego. Zatem jak na polskie warunki bardzo szybko. Pierwszym z nabytków był David Solomon Abwo, który był obserwowany przez klub ponad pół roku, więc trudno zarzucić, że był to nieprzemyślany ruch. Skrzydłowy z Nigerii występował wcześniej w jednym z zespołów węgierskiej ekstraklasy, gdzie był czołową postacią. Drugi zawodnik to Deniss Rakels, czyli młokos z Łotwy (najmłodszy pozyskany piłkarz tego okienka przez polskie kluby). Ten młodziutki snajper zdołał już zdobyć tytuł króla strzelców ligi łotewskiej (18 bramek w 26 spotkaniach). Wspomniany Gakevicius to ofensywny pomocnik, który z pewnością będzie pełnił rolę rozgrywającego. W swojej ojczyźnie, czyli na Litwie osiągnął już praktycznie wszystko, toteż przenosiny do polskiej Ekstraklasy to dla niego kolejne wyzwanie.

Maor Melikson, okrzyknięty Messim Izraela dołączył do Wisły Kraków Fot.: www.mako.co.il
W Polonii i w Wiśle coraz bardziej widać holenderską rękę. W Krakowie oczywiście lepiej to wygląda, ale przy prezesie Wojciechowskim trudno o racjonalne decyzje. Trener Maaskant wraz z Valckxem nie zważają na to, jaki paszport przy sobie noszą piłkarze, najważniejsze dla nich jest, żeby reprezentowali odpowiedni poziom. Dlatego zirytowany Antoni Piechniczek na łamach „Gazety” stwierdził, że Holender ma jakieś tajemnicze układy z agentami. Były selekcjoner jakoś nie może, lub nie chce, zrozumieć, że PZPN praktycznie zniszczył system szkolenia młodzieży, dlatego nie ma na rynku transferowym młodych zdolnych, polskich piłkarzy, którymi zainteresowałby się choćby pies z kulawą nogą. Do zespołu „Białej Gwiazdy” dołączył, obwołany już Messim Izraela, Maor Melikson. Takich, jak on w naszej lidze jest jak na lekarstwo, czyli takich, którzy potrafią dobrze dryblować i nadal wiedzieć, w którym kierunku jest bramka przeciwnika. Pozostali są też nieźli. Jaliens ma być nowym liderem defensywy, Siwakow drugiej linii, a Genkow ma być godnym następcą Pawła Brożka. Z kolei nowy golkiper Pareiko zgodnie z zapowiedziami będzie lepszy od Pawełka, co chyba nie będzie trudne, jeżeli przypomnimy sobie jego liczne klopsy.
Wartymi wzmianki są oczywiście transfery Legii Warszawa, która za pięć dwunasta nareszcie kupiła wartościowych piłkarzy. Najważniejszym z nich jest Michał Hubnik, król strzelców w Czechach. Już w debiutanckim meczu ligowym z Cracovią udało mu się zdobyć bramkę. Dejan Kehlar z belgijskiego Cercle Brugge także musi robić wrażenie. Jedynym polskim zawodnikiem sprowadzonym w czasie zimy do warszawskiego klubu jest Janusz Gol.
O Lechu też nie można zapomnieć. Po poznańskim klubie widać, że ważniejszym od awansu do dalszej rundy Ligi Europejskiej jest zapewnienie sobie udziału w tych rogrywkach w następnym sezonie, a do tego potrzebna jest dobra postawa w meczach polskiej ligi. LE daje „Kolejorzowi” ogromne pieniądze dzięki sprzedaży biletów na jej mecze oraz praw do ich transmisji. Działacze Lecha zdecydowali się sprowadzić Rafała Murawskiego, chociaż wiedzieli, że nie będzie mógł on zagrać w meczach z Bragą. Na pewno godnym uwagi jest napastnik Vojo Ubiparip, który powinien być bardziej przydatny niż Joel Tshibamba lub niewypał Artur Wichniarek.
Kluby oraz piłkarzy, których pominąłem z góry przepraszam, ale jak już wcześniej napisałem, jest to moje subiektywne podsumowanie. Wybrałem te transfery, które wydawały się najciekawsze, chociaż wiem, że inne także mogą się okazać równie interesujące.
Wniosek z okienka transferowego można wysnuć taki, że polska liga jest coraz atrakcyjniejsza dla zagranicznych graczy ze względu na większe i ładniejsze stadiony, a także wyższe wynagrodzenia. Jednak nadal naszymi największymi mankamentami są braki organizacyjne i braki w szkoleniu młodzieży, o czym będę powtarzał z uporem maniaka. Z brakiem środków finansowych można sobie jakoś poradzić, ale bez napływu młodych, utalentowanych, rodzimych piłkarzy daleko nie ujedziemy. Staniemy się pustynią piłkarską niczym Kuwejt, który sprowadza do siebie przebrzmiałe gwiazdy, kusząć swoimi petrodolarami, a swoich zawodników ma tyle, co kot napłakał. No, chyba że cudowne relikwie Jana Pawła II odwalą za nas całą robotę, tak jak miały wyręczyć lekarzy Kubicy w leczeniu jego ręki.
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










