Polish American Dream
W Białymstoku spełnia się prawdziwy American Dream w polskim wydaniu. Nie dość, że miasto świetnie się rozwija, to miejscowy klub jest liderem polskiej ekstraklasy. Gdyby na poczatku tego sezonu ktokolwiek powiedział, że „Jaga” zostanie mistrzem jesieni, każdy by się puknął w czoło. Teraz białostoczanie mogą śmiało mówić, że „idą na majstra”.

Kiedy rok temu drużynę Jagiellonii obejmował Michał Probierz klub był wskazywany jako jeden z głównych kandydatów do spadku. Po aferze korupcyjnej Wydział Dyscypliny PZPN nałożył karę degradacji do I ligi, ale po odwołaniu sankcję tę zmieniono na 10 punktów ujemnych oraz 300 tys. zł kary. Nowy szkoleniowiec miał zatem trudne zadanie prowadzenia zespołu z 10 oczkami w plecy na dzień dobry.
Probierz niespecjalnie się tym przejął i ostro zabrał się do pracy, żeby zbudować silny zespół. Już na samym początku czuł się bardzo pewnie, o czym świadczyły choćby jego wypowiedzi o tym, że przecież w ekstraklasie gra się o mistrzostwo. To, że nie są to puste słowa można było się bardzo szybko przekonać. Drużyna nie tylko się utrzymała, ale także zdołała zdobyć Puchar Polski, dzięki czemu zapewniła sobie prawo udziału w Lidze Europejskiej. W europejskich pucharach Jagiellonia grała jak równy z równym z Arisem Saloniki, ale niestety w rewanżu na przeszkodzie stanął sędzia. Arbiter popełnił błąd i podyktował dla greckiego klubu rzut karny z powietrza. Europejska przygoda dla „Jagi” skończyła się tak szybko, jak dla wielu innych polskich klubów, chociaż jej piłkarze radzili sobie dużo lepiej niż katastrofalnie grająca Wisła.
W tym sezonie białostocki klub jest prawdziwą niespodzianką. Kiedy w 5. kolejce pokonał zespół „Białej Gwiazdy” (może i grającą słabo, ale bądź co bądź to była Wisła), zacząły pojawiać się spekulacje o mistrzostwie. Nikt w Jagiellonii nie chciał o tym mówić, co oczywiście jest zrozumiałe. Dopiero po jakiś 8-9 kolejkach trener zaczął otwarcie mówić o swoich zamiarach. - Wierzę, że Jagiellonię stać na zdobycie tytułu mistrzowskiego. A że nikt na nas nie stawiał? To nie mój problem – powiedział w jednym z wywiadów.
Do budowy tak ciekawego zespołu walnie przyczynił się prezes Cezary Kulesza, znany ze swojego chwalebnego pseudonimu „król disco polo”. Pseudonim wziął się stąd, że kiedyś jego firma fonograficzna Green Star wydawała płyty najpopularniejszych zespołów tego jakże ciekawego gatunku muzycznego. Nie jest on potentatem w stylu Józefa Wojciechowskiego, Bogusława Cupiała czy Mariusza Waltera, więc przed wydaniem każdej złotówki ogląda ją po kilka razy. Ta sytuacja wymuszała na nim, że jeżeli przeprowadzono transfery, to jak najbardziej sprawdzone i bez szaleństw, gdy idzie o cenę. Myślę, że nawet kibice są miło zaskoczeni taką sytuacją – stwierdził ostatnio.
Pierwszym bramkarzem jest obecnie młody Grzegorz Sandomierski. Jest on bezsprzecznie najlepszym golkiperem całej rundy. Zdążył zostać powołany do reprezentacji przez Smudę, ale niestety występu w kadrze jeszcze się nie doczekał. Na szczęście prawie na pewno otrzyma powołanie na następne zgrupowanie w Turcji. Obrona jest na tyle pewna, że ilość straconych bramek wynosi tylko 13, co daje liderowi 2. miejsce w tej klasyfikacji zaraz za Arką Gdynia, która zajmuje dopiero 14. miejsce w tabeli. Takie osiągnięcie jest zasługą dwóch środkowych obrońców z Litwy, czyli Skerla i Kijanskas, a oprócz nich jest Brazylijczyk z polskimi korzeniami, Thiago Cionek. Druga linia jest chyba najlepszą formacją zespołu. Na skrzydłach szaleją szybcy niczym błyskawica Kamil Grosicki i Tomasz Kupisz. Rozgrywającym jest wieczny, niespełniony talent Marcin Burkhardt. Za destrukcję odpowiadają Hermes, Grzyb i Kascelan. Na szpicy gra wszystkim znany Tomasz Frankowski. „Franek, łowca bramek”, kapitan zespołu strzelił od początku sezonu 8 bramek i jest jednym z faworytów do tytułu króla strzelców.
Jak dotąd w tym sezonie białostoczanie nie stracili jeszcze punktu na własnym stadionie, a jeśli liczyć jeszcze poprzedni sezon to nie przegrali 18 meczów z rzędu. Chociaż zdarzały się wpadki klub prezentuje najrówniejszą formę spośród wszystkich zespołów ligi. Pokonywał nie tylko słabsze zespoły, ale też te najsilniejsze jak Lech czy Wisła. Uległ tylko Legii.
W klubie myślą również o przyszłości. Właśnie rozbudowywany jest stadion, który ma mieć pojemność 22 500 miejsc. Ponadto przedłużono kontrakt z Frankowskim oraz prowadzone są rozmowy w sprawie wykupienia z Metalista Charków Marcina Burkhardta. Jeżeli „Jaga” utrzyma się na fotelu lidera do przerwy zimowej, co jest praktycznie pewne, władze klubu obiecują wzmocnienia. Z doniesień prasy można się dowiedzieć, że głównym celem transferowym obecnie jest lewy obrońca Luka Pejović z Mogrenu Budva. Lewa obrona jest teraz najsłabiej obsadzoną pozycją w zespole Probierza.
Oprócz tego, że trener jest szalenie ambitny, co jest powszechnie wiadome, to także jest on zaciekłym obrońcą rodzimej myśli szkoleniowej. Polska myśl szkoleniowa jest, żeby delikatnie powiedzieć, niezbyt poważana. Aby to zmienić, szkoleniowiec broni naszych - U nas zagraniczny trener już na starcie ma łatwiej, bo odezwie się po angielsku i wszyscy są zachwyceni. Zachwycamy się jak to ci trenerzy z zagranicy godzinami rozpracowują rywali. A my nie rozpracowujemy? Języki też znamy. Mówię po niemiecku, pracuję nad angielskim, chciałbym się nauczyć hiszpańskiego – pochwalił się dziennikarzom. A poza ty należy pamiętać, że - To jest dawanie wszystkiego z siebie w sytuacji, gdy trener musi wybierać: zrobić trening czy oszczędzić boisko. Tego na Zachodzie nie znają, a my tak łatamy dziury od pokoleń.
Pozostaje tylko wznieść toast i krzyknąć: oby mu się wiodło!
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










