Niewykorzystany potencjał się mści
Kiedy wszyscy wokół rozpisują się na temat naszych narodowych orzełków, ja postanowiłem uciec nieco od tego tematu i zająć się piłką klubową. Nie chcę mi się biadolić nad nieudolnością reprezentacyjnych piłkarzy, afer, kolejnego wyskoku kiboli itd., itp. Ciekawszym tematem wydał mi się Lech Poznań i jego niewykorzystane pokłady możliwości oraz umiejętności. Potrzebny jest tylko porządny trener, który będzie w stanie „wydusić” z piłkarzy jak najwięcej.
Gdy w losowaniu par 1/16 finału Ligi Europejskiej „Kolejorz” trafił na Sporting Bragę, wszyscy się cieszyli, mówili o niesamowitym szczęściu poznaniaków, że na pewno sobie poradzą, jeżeli poradzili sobie z Juventusem czy Manchesterem City. Jak wyszło, każdy wie, nie ma co przypominać. Nie chcę tutaj tworzyć jakichś teorii spiskowych, ale może Rutkowski i spółka postanowili, że ważniejsza jest polska liga i lokalne podwórko, żeby móc w następnym sezonie znów popisywać się na europejskich boiskach, a co za tym idzie, znów zarabiać na tym niezłe sumki. Te niezłe sumki są w ostatnich czasach jedną z najważniejszych pozycji w klubowym budżecie. Jest jeszcze inna możliwość. Może po prostu odezwała się niekompetencja trenera Bakero.
Charakterystyczną cechą Hiszpana jest to, że na początku pracy w danym klubie wypada znakomicie, wręcz wyśmienicie, a ochów i achów ekspertów nie ma końca. Niestety, wszystko ma swój koniec. Tak było w przypadku Polonii Warszawa. Jego pierwszym meczem w roli szkleniowca „Czarnych Koszul” były od razu derby stolicy. Już wtedy zachwycił dziennikarzy i, przede wszystkim, prezesa Wojciechowskiego swoją odwagą, kiedy do boju posłał młokosa Damiana Jaronia, a także nikomu nie znanego Damiana Feciucha. Dalej już nie muszę przypominać, jak potoczyły się jego losy. W Lechu jest podobnie. Początek był wspaniały (głównie dzięki meczom z Juve i Manchesterem), a pierwsze mecze wiosny rozczarowują.
Najdziwniejsze w rewanżu z Bragą było wystawienie Semira Stilicia w ataku, chociaż każdy średnio rozgaranięty kibic wie, że ten zawodnik najlepiej czuje się jako ofensywny środkowy pomocnik, który ma dużo swobody na boisku. Kuriozalne są również ciągłe roszady w składzie i zmiany pozycji zawodników. Np. w paru meczach na skrzydłach zagrali Rudnevs i Ślusarski, choć są to nominalni napastnicy. Na tych ciągłych zmianach tracą i zawodnicy, i zespół.
Przeanalizujmy dotychczasowe spotkania rundy wiosennej lechitów w Ekstraklasie.
Na pierwszy ogień poszedł Widzew. Bakero swoim zwyczajem pokombinował w kadrze meczowej, czego skutkiem była absencja Stilicia. Jedynym pozytywem było wystawienie na skrzydłach Kiełba i Wilka. Mimo to mecz stał na żenującym poziomie, kibice ziewali z nudów. Padł tylko jeden gol po strzale Wilka. Lechici mogli dziękować tylko swojemu szczęściu za zwycięstwo w tym wyrównanym spotkaniu. Równie dobrze Widzew mógł wygrać ten pojedynek.
Następny rywal to Arka Gdynia. Lech wygrał wtedy 3:0. Jeżeli spojrzy się na sam wynik, wydaje się, że pozananiacy bez problemu pokonali gdynian. Nic bardziej mylnego. Mecz prowadzony był w żółwim tempie, a jedyny celny strzał w pierwszej połowie, to uderzenie prawego pomocnika Arki Giovanniego Duarte. Druga połowa była prawdziwym koszmarem dla widzów. Nie była na czym zawiesić oka, pozostawała chyba tylko ucieczka ze stadionu, ale przecież żal pieniędzy wydanych na bilet. Lech przebudził się dopiero w ostatnich pięciu minutach meczu i znowu psim swędem zainkasowali 3 punkty.
W 18. kolejce „Kolejorz” podejmował Cracovię, która zajmowała wtedy (i nadal zajmuje) ostatnie miejsce w tabeli, ale na wiosnę przygotowali wspaniałą formę i prezentowali się - jak dotąd - bardzo dobrze. Bakero ponownie wykazał się talentem do majstrowania w ustawieniu. Ubiparip został wystawiony na skrzydle, chociaż nigdy wcześniej tam nie grał (poza epizodem w poprzednim meczu z Arką). A kto został ustawiony na drugim skrzydle? A jakże, inny napastnik, czyli Ślusarski. Rezultat może nie był łatwy do przewidzenia, ale biorąc pod uwagę formę obu zespołów, nie jest on tak bardzo nieprawdopodobny, jak na pierwszy rzut oka może się wydawać.
W ostatnim spotkaniu lechici podejmowali u siebie (czyt. na kartoflisku, może nie tak złym jak na Litwie, ale jednak) jak na razie najbardziej wymagający zespół. Jagiellończycy może nie mają zbyt udanego początku wiosny, ale braku woli walki i sytuacji podramkowych nie można im zarzucić. Tak też było w czasie tego meczu. Gospodarze sytuacji mieli jak na lekrstwo, co innego „Jaga”, ale tych pierwszych przed porażką uchronił świetnie spisujący się Krzysztof Kotorowski. Pomyśleć, że kiedyś ten golkiper był spisywany na straty. Zespół z Poznania uratowały tylko i wyłącznie indywiualne umiejętności Stilicia. Co się stało, że Bośniak nagle zagrał tak dobry mecz? Bakero jakby wbrew sobie nareszcie dał więcej luzu piłkarzowi, i od razu mogliśmy zobaczyć efekty tej decyzji.
Wszystko, co robi hiszpański szkoleniowiec, wydaje się dziełem przypadku. Trener działa jakby był bez planu. Może się mylę. W wywiadzie dla „Polska The Times” tłumaczy się, że jego podopieczni jeszcze czują w kościach okres przygotowawaczy. Niedługo odzyskają świeżość i szybkość, a my, kibice, będziemy mogli cieszyć oczy ich grą. Tyle że ten wywiad był przeprowadzony pod koniec lutego, a teraz mamy koniec marca, a poprawy, jak nie było, tak nie ma. Wydaje mi się, że Lech, niczym polska reprezentacja, gra od niechcenia, a piłkarze dzielą się na tych, którym się nie che i na tych, którzy nie umieją.
Najbardziej poszkodowany tym brakiem wizji – moim zdaniem – jest Siergiej Krwiec, który od początku przyjścia na Bułgarską tylko raz zagrał na swojej ulubionej pozycji, na której szalał w BATE, czyli na pozycji ofensywnego pomocnika. Poza tym grał jako defensywny pomocnik, rzadziej skrzydłowy, bądź grzał ławę lub krzesełko na trybunach. Dziś dziennikarze „Przeglądu Sportowego” napisali, że Bakero zmienia filozofię, od teraz będzie grał dwoma ofensywnymi pomocnikami. Skorzysta na tym zarówno Kriwiec, jak i cały Lech, który jest wprost stworzony do tego by grać ofensywnie, widowiskowo i skutecznie, zwłaszcza mając takich zawodników, jak: Kriwiec, Stilić, Rudnevs, Wilk czy Kiełb.
Jakub Derkowski
Fot.: PressFocus
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










